Były lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, kiedy na amerykańskim rynku ciuchów motocyklowych pojawili się dwaj mocni gracze. Karierę muzyczną zaczynał wtedy Bruce Springsteen, na parkietach królowali The Bee Gees oraz ELO, a w Europie nikt nawet nie marzył o szalonej motocyklowej jeździe po bezdrożach.
W kraju, gdzie motocross jest dyscypliną tak popularną, jak w Polsce piłka nożna, narodziły się dwie dobrze rozpoznawalne obecnie marki: O’Neal i Fox. Spójrzmy więc co mają nam do zaoferowania producenci wprost ze słonecznego wybrzeża Kalifornii.
Ze względu na bardzo dużą popularność butów z niskiej i średniej półki cenowej zainteresowałem się pierwszymi w stawce modelami obydwu marek. Firmę Fox reprezentować będzie model Comp5. O’Neal w swojej ofercie ma większy wybór butów, jednak zdecydowałem się przedstawić model Element w wydaniu na 2010 rok. Powodem było bardzo duże podobieństwo konstrukcji do butów Foxa – stworzenie na innej niż tradycyjna, odlewanej i klejonej do cholewy podeszwie.
Oferta Foxa
Oglądając odzież tego producenta, dochodzę do wniosku, że przemawia przez nią swoista megalomania. Wszędzie widzimy loga, znaczki firmowe czy wszywki. Tak też jest z butami Comp5 – dookoła obklejone są czym tylko się da, aby przypadkiem nie zapomnieć, że to właśnie Fox Racing. Ten model Foxów dostępny jest w dwóch kolorach: czarny ze srebrnymi wstawkami oraz biały z czarnymi akcentami.
Przy pierwszym kontakcie buty sprawiają wrażenie bardzo smukłych. Rzucając jedynie okiem, nie stwierdzam od razu, że są przeznaczone do użytkowania w ciężkim terenie. Dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się nabrałem pewności co do ich solidnego wykonania. Tu nie możemy się do niczego przyczepić – starannie prowadzone szwy, dobrze spasowane elementy, wyraźna dbałość o szczegóły i wysoka jakość użytych materiałów. Pozytywnym zaskoczeniem jest wykonanie całej konstrukcji ze skóry, nawet na wysokości zgięcia stawu skokowego. Tuż nad piętą znajdziemy grubą czarną skórę (czy może dobry materiał skóropodobny?), potęgującą wrażenie solidności i dobrej ochrony okolicy ścięgna Achillesa. Podeszwa jest starannie przyklejona do cholewy, nie ma niedoróbek czy wad estetycznych. Część buta w okolicach palców jest zabezpieczona usztywnionymi wstawkami, przez co buty są odporne na zgniatanie od góry i od przodu, choć muszę przyznać, że spodziewałem się mocniejszej konstrukcji. But daje nam faktyczną ochronę przed uderzeniami o przeszkody tylko w czołowej jego części. Wywierając punktowy ucisk zaraz za osłoniętym „noskiem”, poddaje się nawet pod siłą nacisku kciuków. Tak samo jest w bocznej, zewnętrznej części obuwia – okolice pierwszej klamry są podatne na naciski i nie znajdziemy tam żadnych dodatkowych wzmocnień. Miejsce podbicia także nie jest dobrze usztywnione i w przypadku przygniecenia zapewne poczujemy ból. Oczywiście, w tym miejscu znajdują się wstawki z wtryskiwanego tworzywa sztucznego, jednak nie nadają one sztywności całemu butowi, a jedynie izolują stopę, pochłaniając i rozprowadzając część energii uderzenia. Przypuszczalnie ochroni to nas przed drobnymi kamieniami, jednak większe przedmioty radzę omijać. Przechodząc jeszcze wyżej, skupiam uwagę na panelu chroniącym piszczel (tu znajdziemy duże logo producenta – charakterystyczną głowę lisa). Z drugiej strony zamontowano solidny ochraniacz łydki, bardzo dobrze spełniający swoje zadanie.
Podeszwa jest solidna, jednak, niestety, nie zachodzi wysoko na cholewę, zwłaszcza w przedniej zewnętrznej części, gdzie byłoby to wskazane. Mam wrażenie, że przy regularnym kontakcie z twardymi przeszkodami podeszwa będzie się odklejać. Może to tylko złudzenie, może się mylę, a but w tej części wykonany jest z zapasem wytrzymałości i nie ma potrzeby mówić o tym jako wadzie. Budowa buta od strony wewnętrznej, mającej styczność z motocyklem, nie budzi zastrzeżeń; jest solidna, a gruby, jednoczęściowy protektor pokrywa całą powierzchnię boczną. Panel ze skóry, chroniący przed temperaturą kolektora wydechowego, dobrze pełni rolę izolacyjną. Znajdziemy na nim, oczywiście, przetłoczenia z logiem producenta.