Droga bez końca, jazda do zachodu słońca, czasem rozpraszanie Lightbarem nocy, knajpy po drodze, długie włosy, woń wiatru na skórze, zakurzone dłonie i twarz, przetarte spodnie, znoszone buty... Wataha takich samych świrów obok. Pewnie robilibyśmy wypady do piekła na rozróby, by diabłom skopać tyłki. Marzenie…
Decyzja o wakacyjnym wyjeździe w Alpy zapadła bardzo szybko, a dokładniej po przeczytaniu kilku internetowych relacji z wyjazdu w ten piękny zakątek Europy. Z braku innych chętnych końcem lipca 2008 wyruszyliśmy w naszą samotną wyprawę przez Alpy w składzie ja, moja wspaniała druga połówka i nasze pierwsze "dziecko" (Hayabusa).
Szlak Orlich Gniazd widnieje pod numerem pierwszym w ogólnopolskim rejestrze znakowanych szlaków pieszych. Ta zaszczytna pozycja wynika z malowniczości ukształtowania terenu, obecności licznych ostańców skalnych i jaskiń oraz licznych zabytków. Na wyżynie jest 25 Orlich Gniazd, a cały szlak ma długość ok. 163 km i składa się głównie z ruin zamków i strażnic.
Fantastyczne zakręty, idealny asfalt, zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy. Jednym słowem Alpy.
Kiedy zaczynam się zastanawiać nad trasą przejażdżki, zawsze toczę małą bitwę: ciekawe miejsca - ciekawa, kręta droga. Zazwyczaj udaje się osiągnąć coś na kształt remisu... Naturalną tego konsekwencją jest kierunek wyjazdów. Oczywiście południowy!
Pomysł na wyprawę zrodził się tak naprawdę jakieś 4 miesiące temu. Początkowo na ten rok planowaliśmy Portugalię, ewentualnie Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, ale coś ciągnęło nas na północ Europy. Na południe Europy jeździliśmy już dwa razy. Dlaczego jednak na północ, przecież tam jest zimno, drogo, ciągle pada deszcz, odległości pomiędzy miastami są duże a i tych nie ma za wiele...
Czasami wystarczy tylko zjechać z głównej drogi, by znaleźć się w zupełnie innym świecie, nierzadko zdecydowanie ciekawszym niż widziany na co dzień. Bywa jednak i tak, że takie wyjazdy trzeba sobie po prostu zaplanować. A potem jeszcze ze trzy razy przełożyć, z kilku różnych powodów. I kiedyś wreszcie można pojechać...
Wstaje w piątek rano o 4:00, bo na 8:30 jestem umówiony z Szymkiem na kawe w Cieszynie. Za oknem szaro, zimno i pada...