Wielu warszawskich motocyklistów zawdzięcza prawo jazdy właśnie Tomkowi Kulikowi i instruktorom pracującym w szkole nauki jazdy Kulikowisko. Tomek ma wieloletnie doświadczenie w szkoleniu nowych adeptów sztuki motocyklowej. Właśnie dlatego postanowiliśmy zadać mu kilka pytań dotyczących nowej Ustawy o Kierujących Pojazdami i przekonać się co on, jako instruktor szkolenia jazdy na motocyklu i członek Automobilklubu Polskiego, sądzi o wchodzących w 2013 roku przepisach.
MOTOGEN.PL: Zanim przejdziemy do samej ustawy o Kierujących Pojazdami, warto zwrócić uwagę na nowelizację przepisów o podatku VAT, która znacznie zwiększy koszty samego szkolenia.
Tomek Kulik: Pierwsza rzecz to podatek VAT, który, dzięki interpretacji przepisów przez Ministerstwo Finansów, objął przyszłych motocyklistów. Dalej utrzymano zwolnienie z podatku VAT dla kursów i szkoleń zawodowych (wszystkie kursy na prawo jazdy oprócz kategorii A – przyp. red.). Również kurs na kat. B będzie nadal korzystał z tego zwolnienia. Ministerstwo uzasadniło to tym, że takie uprawnienia są teraz jednymi z podstawowych wymaganych przez pracodawców. Ale co z kandydatami do pracy wykonującymi zawód na motocyklu, takimi jak policjant, funkcjonariusz straży granicznej, kurier, ratownik medyczny czy osoba przewożąca krew, organy na motocyklu? W takim układzie kurs dla tej osoby jest per saldo droższy, jeżeli osoba taka nie jest płatnikiem podatku VAT i tego VAT-u odliczyć nie może.
Prowadzi to do tego, że ceny za kurs znacznie wzrosną. Skandal polega jeszcze na tym, że szkoły jazdy nie mają pewności, czy będą mogły odliczyć VAT od paliwa do motocykli szkoleniowych (bo nie są one ciężarówkami). Czemu? Bo mamy różne interpretacje przepisów podatkowych... Podobno małe ośrodki, które VAT-owcami nie są (nie przekraczają 150 000 zł obrotu) z tego VAT-u będą zwolnione nadal, co zaowocuje rozkwitem pięknej polskiej cechy, jaką jest dokładne studiowanie prawa przez rodaków, aby wykorzystywać to na swoją korzyść. Jak? Przez zamykanie działalności gospodarczych przekraczających 150 000 zł obrotu i zakładanie nowych, mniejszych, np. ze szwagrem, by nie płacić VAT-u i nie podnosić ceny kursu. Zamiast dużej istniejącej dotychczas szkoły, powstaną dwie lub więcej małych pod tą samą nazwą handlową. Skoro państwo tworzy nieżyciowe przepisy, to obywatel musi się bronić i bez ceregieli wykorzystywać każde luki prawne. A co nie jest zabronione, jest dozwolone! Tak jak inne rozwiązanie: kursy dostawców pizzy organizowane przez inteligentnych ludzi z inwencją – kursant płaci mniej, bo bez podatku VAT, a przechodzi szkolenie motocyklowe uzupełnione o teoretyczne elementy obsługi klienta. Organizatorzy tego szkolenia nie łamią prawa, a klient nie jest skazany na haracz w postaci VAT-u.
MOTOGEN.PL: Co ogólnie uważasz o nowej, wchodzącej w życie Ustawie o Kierujących Pojazdami?
T.K.: Jest to gniot, który można potraktować jako zamiatanie śmieci pod dywan. Ta ustawa nie ma szans zmienić tego, co zmienić się powinno. Nie widzę sensu stopniowania prawa jazdy, gdy samo szkolenie leży. Ustawodawca woli wprowadzać ograniczenia, zamiast zająć się przyczynami dużej wypadkowości na polskich drogach. Idąc takim tokiem rozumowania, pytam się: dlaczego nie wprowadzić stopniowania prawa jazdy na samochody? Przecież taki 18-latek, robiąc kat. B, może prowadzić samochód posiadający 300 KM. Kategorię B1 już mamy, więc może należy się zastanowić nad B2, B3 etc.?
W trosce o bezpieczeństwo na drogach oraz o młodych motocyklistów ustawodawca wprowadził stopniowanie prawa jazdy. Doszła kategoria A2 i AM. Jeżeli chodzi o AM, to był akurat dobry pomysł. Do tej pory osoba dorosła mogła prowadzić motorower bez żadnych uprawnień. Teraz dzięki nowym przepisom osoba taka może prowadzić jedynie rower i pojazd zaprzęgowy. Aby jeździć motorowerem, trzeba będzie posiadać kartę motorowerową (uzyskaną przed wejściem nowych przepisów w życie) albo jakiekolwiek inne prawo jazdy.
Jeżeli chodzi o prawo jazdy AM, żeby je zdobyć, należy mieć co najmniej 14 lat, podczas gdy karta motorowerowa była dostępna od 13 roku życia. Ciekawe dlaczego tak się stało. Czy młodzież obecnie jest głupsza? Może należy zwiększyć liczbę godzin WF-u w szkołach, żeby młodzi ludzie byli bardziej wysportowani, mieli lepszą koordynację ruchów czy, mówiąc kolokwialnie, byli bardziej ogarnięci. Może wtedy nie trzeba byłoby podnosić tej granicy wieku. W tym momencie młody człowiek jest oddalany o kolejny rok od jakiegokolwiek legalnego styku z motoryzacją, a dla nastolatka są to lata świetlne, biorąc pod uwagę tempo rozwoju człowieka w tym okresie.
Co do kategorii motocyklowych A1 i A2, to uważam, że A1, dostępne od 16 roku życia, jest akurat bardzo dobrym pomysłem. Natomiast kat. A dostępna będzie w wieku 24 lat, jeżeli wcześniej kierowca nie posiadał kat. A2, lub 20 lat, jeżeli miał kat. A2 od dwóch lat. Zostało to wprowadzone żeby podobno było bezpieczniej, lecz moim zdaniem to zwykły populizm siany przez dyletantów. Nikt wcześniej nie zadał sobie trudu, by sprawdzić jak wygląda szkolenie w Polsce, a jak na razie kandydat na instruktora wciąż nie musi umieć jeździć. Na egzaminie państwowym nadal zalicza tylko zadania na placu manewrowym, dokładnie takie same jak kursant przychodzący na egzamin praktyczny (na dzień dzisiejszy jest to przygotowanie motocykla do jazdy, slalom, podjazd pod górkę i ósemka). Przyszły instruktor nawet nie wyjeżdża na trasę! Zatem nie wiemy nawet, czy taki człowiek ma szansę włączyć drugi bieg podczas egzaminu praktycznego, nie mówiąc już o osiągnięciu jakiejkolwiek większej prędkości. Nadal nikt się tym nie zajmuje, więc dyletanci nadal będą otrzymywali uprawnienia. Skutki tego są takie, że instruktor twierdzi, że tylny hamulec jest ważniejszy. Wciąż spotykamy się z sytuacjami, kiedy kierowca najpierw wciska sprzęgło, a potem hamulec, a przeciwskręt i wszystkie zjawiska mu towarzyszące są nieznane większości instruktorów. O takich rzeczach, jak redukcja z międzygazem, właściwy dosiad i postawa na jednośladzie czy regulacja przyrządów na motocyklu nie wspominam. Dlatego trzeba wziąć się za szkolenie instruktorów i egzaminatorów oraz zmianę samego systemu egzaminowania.
W tej chwili z egzaminu z wynikiem negatywnym może wyfrunąć osoba, która zapomniała wystawić nóżkę boczną, ale pozytywnie egzamin zdaje ktoś, kto hamuje głównie hamulcem tylnym, na zakręcie tułów odchyla na zewnątrz i tak naprawdę nie ma pojęcia, czy właściwie dobrał bieg, czy nie. Egzaminatorzy nie wyłapują rzeczy istotnych, natomiast ganią i przerywają egzamin za głupstwa, kompletnie nie mające wpływu na bezpieczeństwo jazdy czy bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Ktoś powie, że egzaminatorzy literalnie trzymają się instrukcji egzaminowania. Jeśli tak, to dobrze, bo oznacza to rzetelne wykonywanie obowiązków przez egzaminatora – skoro ma konkretne wytyczne to się ich trzyma, okej. Jednak wniosek nasuwa się jeden: trzeba zmienić wytyczne!
MOTOGEN.PL: Wiemy jak obecnie wygląda egzamin. Znając nasz kraj, należy się spodziewać, że niewiele się zmieni. Kursanci, jeżeli będą zdawać wszystkie trzy kategorie, będą musieli wykonać trzy razy te same zadania. Miejmy nadzieję, że przynajmniej na innych motocyklach. Ale czy taki egzamin rzeczywiście zweryfikuje umiejętność jazdy na większym sprzęcie?
T.K.: Załóżmy, że egzamin na A2 obejmuje te same elementy, co dotychczasowy egzamin. Można by rozszerzyć to o slalom z pomiarem prędkości, czyli sprawdzić, czy ten człowiek jest w stanie utrzymać stałą prędkość. Można by również wprowadzić hamowanie awaryjne z prędkości 60 km/h, oczywiście w bezpiecznym miejscu i – na Boga – bez konieczności blokowania tylnego koła, bo jest to idiotyzm, bardzo niebezpieczny idiotyzm, wymagany przez wielu nadgorliwych egzaminatorów. Co do weryfikacji, to jak już wcześniej mówiłem, nawet teraz ten egzamin nie weryfikuje w sposób odpowiedni kursantów. Są oni oblewani za bzdury, a nie za powodowanie realnego zagrożenia. Najprawdopodobniej więc w tej kwestii absolutnie nic się nie zmieni.
MOTOGEN.PL: Skoro praktycznie nic na egzaminie się nie zmieni, WORD-y będą chciały utrzymać egzaminowanie ludzi na 250-tkach, nawet na kat. A, bo przecież tym motocyklem można poruszać się posiadając takie uprawnienia. Czy Twoim zdaniem samo doświadczenie zdobywane między kolejnymi egzaminami na kolejne kategorie wystarczy, by poruszać się bezpiecznie większymi maszynami?
T.K.: Nie. Egzamin powinien obejmować te rzeczy, które nie występują na mniejszym motocyklu, ale można się ich spodziewać po maszynie o większej pojemności i masie. Zadania egzaminacyjne powinny zostać dopasowane do danej klasy motocykla. Nie możemy się spodziewać, że Honda CBF 1000 zrobi tę samą ósemkę, co CBF 250. Można opracować nowe zadania dla maszyn większych, ale niech będą to zadania sprawdzające umiejętności istotne dla realnej jazdy po drodze. Niestety, nowa ustawa tego nie reguluje.
Niech każdy jeździ sobie na czym chce i jak chce.... AAaale ma mieć przy sobie ważną polisę OC. Jeżeli ktoś ma mi rozjechać dziewczynę, babcię, dziecko, czy mojego kota, to mam nadzieję, że przynajmniej finansowo ktoś mi za to zadośćuczyni. Nie ważne, czy będzie to motocyklista, kierowca samochodu, motorniczy czy operator czołgu. Nie ważne, jakie będzie miał papiery w kieszeni, z jak bardzo czerwonymi pieczątkami...
Przychodzi koleś do ubezpieczyciela i mówi, że chce jeździć na "litrze". Nie potrafi w żaden sposób udowodonić, że potrafi jeździć, choćby na hulajnodze. Ubezpieczyciel wie, że prawdopodobnie będzie musiał dopłacić do interesu, więc ubezpieczenia mu nie sprzeda.
Przychodzi trzynastolatek i mówi, że chce jeździć samochodem. Pokazuje, że ukończył kurs u instruktora A i B. Doszkalał się u instruktora C, wygrał olimpiadę ze znajomości przepisów ruchu drogowego. Ma papiery, że jego refleks jest jak u Terminatora. Ubezpieczyciel wydaje mu polisę na Smarta, bo ze statystyk mu wynika, że jak będzie jeździł Smartem, to prawdopodobnie nie spowoduje bardzo kosztownego wypadku.
Proste?
Ale mam wrażenie, że taki system nie rozwiązuje najważniejszego problemu: miejsc pracy dla urzędników i dochodów dla skarbu Państwa (VAT)
AI - Twój komentarz mnie załamał, przecież to jakaś paranoja. Miało być lepiej jest coraz gorzej! I to ma być wyższy poziom kursów w Polsce, wyższy poziom instruktorów itp... Ehhh
W myśl obowiązujących przepisów, choć przez te lata po uzyskaniu kat. D ani razu nie wsiadłem za kierownicę autobusu i państwo polskie o tym wie, po trzech latach mogę przystąpić do kursu i egzaminu na instruktora kategorii D!
Egzamin praktyczny odbywa się tylko na placu, a że wymiary stanowisk dla autobusu są dość spore, to średnio ogarnięty kierowca czegoś większego zaliczy to bez problemu.
Oczywiście czymś zupełnie innym jest zaliczenie egzaminu teoretycznego, który łatwy nie jest i wymaga rzetelnego przygotowania, ale nie w tym rzecz - chodzi o to, że o ile instruktorzy na kat. A nie muszą, ale mogą jeździć swoimi moto, o tyle ja NIE MOGĘ przejechać się autobusem z choćby jednym pasażerem, lecz nie jest to formalną przeszkodą w uzyskaniu uprawnień instruktora - muszę tylko odczekać odpowiedni okres czasu po otrzymaniu prawka - i to jest dopiero masakra :-)
Bardzo fajny pomysł z zależnością stażu ubezpieczeniowego, a kategorią. Nawet analogiczne sytuacje ze stażem i zniżkami ubezpieczeniowymi się sprawdzają. Gdyby nie chęć wyrobienia sobie zniżek na ubezpieczenie, w życiu nie kupiłabym malucha. Skoro jednak kupiłam, to wypadało nim zacząć jeździć i tak się rozkręciło. Inaczej przez X lat nie jeździłabym samochodem, a później wsiadłabym za kierownicę czegoś z sensownymi osiągami. Z motocyklem i kategorią mogłoby być podobnie. Dla młodych ludzi w końcu byłaby to jakaś zachęta, żeby zrobić "niepełne" prawo jazdy na motocykl. Jeśli mieliby w perspektywie, że teraz zrobią kat. A1, kupią choćby jakiegoś zdezelowanego bzyka, doprowadzą do stanu jeżdżącego, żeby przeszedł przegląd i można go było zarejestrować, to nie wierzę, że nie będą jeździć. Nawet, jeśli marzy im się coś większego, na co zbierają kasę i "wynudzają" od rodziców. To faktycznie miałoby sens i w moim odczuciu - przyczyniłoby się do stopniowego zwiększania umiejętności. Jak jeszcze po tych dwóch latach jeżdżenia na słabszym motocyklu przyjdą na kursy doszkalające (a nie od nowa egzamin!), gdzie ktoś faktycznie im powie i pokaże "Zobaczcie. To jest 250, to 750. Jeździ się tym tak, a tym tak. W zakrętach jest tak... itd."... No cóż. Sama bym się zdecydowała na takie ;P