Przedstawiamy Wam Sebastiana Wołosza, szczecińskiego motocyklistę, któremu udało się zatrzymać pijanego kierowcę samochodu. Mężczyzna potrącił na pasach dziecięcy wózek. Przeczytajcie jak na tę sytuację patrzy sam Sebastian.
MOTOGEN.PL: Czemu rozpocząłeś pościg? Dlaczego nie zatrzymałeś się i nie pomogłeś poszkodowanym?
Sebastian Wołosz: Uznałem, że moja pomoc będzie zbędna. Na miejscu było pełno ludzi, chociażby z przystanku autobusowego, który zlokalizowany jest w pobliżu. Wiele osób zaczęło pomagać, więc jeszcze jedna para rąk była tam niepotrzebna. Ruszyłem za sprawcą, bo nikt inny tego nie zrobił i raczej działo się to zbyt szybko, by ktokolwiek zapisał numery rejestracyjne tego samochodu. Wiedziałem, że mi nie ucieknie. Mam motocykl o pojemności 900 ccm, który bez trudu dogoni samochód, zwłaszcza że działo się to około godziny 17.00, kiedy w mieście zaczyna się robić tłoczno.
MOTOGEN.PL: Co myślałeś, goniąc tego człowieka? Przecież przed chwilą ten kierowca spowodował wypadek, potrącił wózek i mimo tego zaczął uciekać. Nie bałeś się o własne bezpieczeństwo? O to, co ten kierowca może jeszcze zrobić?
S.W.: Zdawałem sobie sprawę z tego, co ten człowiek właśnie zrobił, jednak starałem się trzymać za nim. Kilka razy, kiedy się zrównaliśmy i chciałem go jakoś zatrzymać, on spychał mnie z drogi. Trąbiłem, starałem się dać znać innym kierowcom co się dzieje na drodze. Liczyłem na to, że ten człowiek się gdzieś zatrzyma na światłach, w korku i wtedy zablokuję go motocyklem. Próbowałem mu przez szybę wyciągnąć kluczyki ze stacyjki kiedy musiał zatrzymać się na światłach, jednak udało mu się odjechać. Potem, kiedy został zmuszony, by stanąć, zaczął biec. Goniłem go ubrany w kask, ciężki kombinezon i jeszcze z dużym plecakiem. Dobrze, że ćwiczę, a nie siedzę przed telewizorem, więc udało mi się go dogonić. Pomógł mi jakiś człowiek. Powaliliśmy go na ziemię i zatrzymaliśmy do przyjazdu policji. Przyznam jednak szczerze, że pod koniec biegłem już resztką sił – w kasku bardzo niewygodnie się kogoś goni.
Wbrew pozorom nie stresowałem się przez ten cały czas. Starałem się kontrolować to, co się dzieje, nie zostawiając nic przypadkowi. Nie chciałem nikogo narażać. Jeżdżę motocyklem od 16 lat i wiedziałem na co mnie stać.
MOTOGEN.PL: Jak zareagowała policja? W końcu nieczęsto się zdarza, aby świadek zdarzenia, a szczególnie motocyklista, zatrzymywał sprawcę wypadku. Jesteśmy raczej postrzegani jako ci, którzy na drodze zachowują się nieodpowiedzialnie.
S.W.: Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, zachowali się bardzo profesjonalnie. Słyszałem jednak, że gdzieś tam w tłumie krążyły plotki, że to ja, a nie kierowca samochodu potrącił wózek. Na szczęście, ktoś wyjaśnił tę sprawę. Potem zostałem zaproszony do komendanta policji. Otrzymałem kilka prezentów i wiele słów uznania za to, co zrobiłem. To było naprawdę przyjemne.