OCEŃ ARTYKUŁ
Robert Domański – pod znakiem biało-niebieskiego śmigłakliknij i przesuń wskaźnik
Wywiad - Robert Domański, BMW Polska
Wywiad - Robert Domański, BMW Polska
Wywiad - Robert Domański, BMW Polska
Wywiad - Robert Domański, BMW Polska
Wywiad - Robert Domański, BMW Polska
Sympatyczna pogawędka z Robertem Domańskim, szefem działu BMW Motorrad w BMW Polska. Krótkie spojrzenie w przeszłość, podsumowanie osiągnięć oraz kilka słów o tym, co teraz i o planach na przyszłość.
Olaf Popanda: Robert, jesteś osobą w pełni odpowiedzialną za całość działań działu motocykli w BMW Polska, począwszy od sprzedaży, a zakończywszy na marketingu. Minęło już kilka lat odkąd, po odejściu z Yamahy, związałeś się z BMW. Jak oceniasz ten okres, szczególnie w porównaniu z działaniami związanymi z japońską marką? Jakie są różnice i jak je postrzegasz?
Robert Domański: Powiedziałbym, że zauważam plusy dodatnie i plusy ujemne (śmiech). Oczywiście, są różnice wynikające że sposobu zarządzania. Muszę przyznać, że tutaj, w BMW, planuje mi się o wiele łatwiej; wszystko, co dotyczy planowania sprzedaży, produkcji, zamówień i przygotowania budżetu... to wszystko przebiega o wiele sprawniej. Ta tzw. robota papierkowa jest tu łatwiejsza i postrzegam ją znacznie lepiej. Ogólnie, planując jakiekolwiek ruchy, jestem bliżej rynku. Nie zastanawiam się na tym co wydarzy się za pół roku, ale za miesiąc czy dwa. Mogę o wiele szybciej i skuteczniej reagować na zmiany, które zachodzą na rynku, albo dopasowywać ofertę do konkretnych potrzeb. W Yamasze jak zamawiałem pięćdziesiąt sztuk czegoś, jakichś akcesoriów czy części, to one jechały z Japonii i koniec, mogiła. Przychodziły i bez względu na cokolwiek trzeba było to sprzedać. W przypadku BMW sprawa wygląda tak, że mogę zmniejszać lub zwiększać zamówienie. Poza tym, jak wspominałem, mogę planować co mi będzie potrzebne w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, a nie w ciągu pół roku czy nawet roku. Wszystko, co ma związek z taką bezpośrednią działalnością i reakcjami na potrzeby rynku, jest tu łatwiejsze. Nie ma też takiej biurokracji, jak się początkowo obawiałem. Działamy w obrębie dużego koncernu, ale wszystko jest raczej przyjazne. Tak naprawdę jedynym minusem jest to, że najczęściej muszę przychodzić do pracy w garniturze i pod krawatem. I to chyba jedyny, duży minus tej pracy. Sieć dealerska jest mniejsza; wspominając dawne czasy, same spotkania dealerskie miały inny charakter. Na takich spotkaniach pojawiało się czterdzieści czy pięćdziesiąt osób, a nie dziesięć czy piętnaście. Być może spotkania w większym gronie były ciekawsze, ale ogólnie atmosfera wciąż jest bardzo dobra, czy to jeśli chodzi o sieć sprzedaży, czy o biuro, jako moje główne miejsce pracy. Nawet biorąc pod uwagę mniejszą grupę bezpośrednich współpracowników, nie ma ona żadnego wpływu na jakość wykonywania obowiązków.
O.P.: Robert, BMW jest wciąż postrzegane, nie wiem, czy będzie to w 100% trafne określenie, ale jako marka dla indywidualistów, bardziej ekskluzywna, niż propozycje Wielkiej Japońskiej Czwórki, gdzie oferta jest na tyle szeroka, że kieruje się ją do każdego; tam katalog zaczyna się od najmniejszych jednośladów, np. skuterów, a kończy na naprawdę poważnych sprzętach. Ale patrząc z perspektywy lat, widzę, że BMW chce chyba „odmłodzić” swoich klientów. Takie tendencje zauważam, patrząc na modele, które BMW wypuszcza na rynek.
R.D.: Cóż, to „odmłodzenie” już się wydarzyło i trwa dalej. Oczywiście, BMW nie będzie miało niektórych jednośladów w swojej ofercie, np. w klasie 125 czy 250; czegoś, co nie pasuje do marki Premium. Tu właśnie należałoby podkreślić fakt, że BMW, w odróżnieniu do większości koncernów, a w szczególności do japońskich konkurentów, jest właśnie marką Premium. To już w pewien sposób zawęża krąg klientów. Druga sprawa jest jednak taka, że nasze produkty, mówię tu o motocyklach, są w cenach od 30 tys. zł do, powiedzmy, 80 tys. zł. I one wszystkie są produktami Premium. Sama oferta natomiast jest skonstruowana tak, że ktoś, kto już ma jakiś motocykl czy myśli o jego zakupie, może sobie zamówić jednoślad BMW w segmencie odpowiadającym potencjalnym konkurentom w wersji podstawowej, który cenowo będzie porównywalny np. z konstrukcjami japońskimi. Wyobraź sobie, że różnica cenowa może wynosić wtedy 1 tys. zł czy 2 tys. zł albo procentowo 3–5%. Ktoś, kto chce mieć BMW, może sobie pozwolić na taki motocykl. Dodatkowo, biorąc pod uwagę ewentualne finansowanie zakupu pojazdu poprzez kredyt, okazuje się, że ta różnica będzie wynosić kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych w racie miesięcznej.