Kiedy zostawiał boks dla wyścigów motocyklowych, wielu pukało się w głowę. Jednak na torze, podobnie jak na ringu, udowodnił, że potrafi dać z siebie wszystko. Choć nie obyło się bez upadków, dzięki swojemu uporowi do podróży i wyścigów motocyklowych, Przemysław Saleta jest już na stałe jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego motocyklizmu. W rozmowie z MOTOGEN.PL opowiada, jak zaczęła się jego przygoda z motocyklami, dlaczego jazda po torze jest jego zdaniem bardzo ważna i dokąd pojedzie zimą.
MOTOGEN.PL: Z czym kojarzą się Panu motocykle?
Przemysław Saleta: Motocykle kojarzą mi się z wolnością, z szybkością i z adrenaliną. To są pierwsze moje skojarzenia.
MOTOGEN.PL: Od czego zaczęła się Pańska przygoda z motocyklami?
P.S.: Motocykle zawsze mnie fascynowały. Prawo jazdy zrobiłem w roku 1985, a jednoślady były wówczas zupełnie inne, bo wówczas w Polsce prawdziwym szczytem marzeń była MZ 250 czy CZ350. W momencie, kiedy zawodowo zacząłem uprawiać sport, nie bardzo miałem na jazdę czas i pierwszy mój motocykl kupiłem dopiero w 1998 albo 1999 roku. Było to Kawasaki ZZR1100 i od momentu jego zakupu jeżdżę właściwie cały czas. Oczywiście od kiedy zakończyłem wyczynowe uprawianie sportu, zacząłem też myśleć o turystyce motocyklowej, robieniu programów o wyprawach motocyklowych. Chciałem połączyć motocykle z pracą. Ostatecznie trzy lata temu Adam Badziak wciągnął mnie właśnie w wyścigi. Jest to sport wbrew pozorom nieodległy od boksu. Podobnie, jak w sportach walki, jest adrenalina i jest ryzyko. Pierwotnie pomysł Adama – i to do mnie przemawiało – żeby była to swego rodzaju akcja społeczna. Miała ona pokazać, że nie trzeba szaleć na tylnym kole po ulicy czy zasuwać po mieście 200 km/h, tylko jechać na tor. Tam wrażenia są jeszcze mocniejsze. Chętnie się na to pisałem, ale nie przewidziałem, że wyścigi wciągną mnie tak bardzo. W rzeczywistości ściganie się uczy wielu rzeczy – nie tylko umiejętności jazdy na motocyklu, choć są one bardzo szybko weryfikowane i może okazać się, że człowiek nie potrafi jeździć, ale przede wszystkim uczą pokory. Poza tym wyścigi dają takiego kopa adrenaliny, że człowiek traci ochotę na wygłupianie się na ulicy. Ulica ma się nijak do prawdziwego ścigania się na torze.
MOTOGEN.PL: Jak jazda w wyścigach wpłynęła na Pańskie podejście do jazdy motocyklem?
P.S.: Powiem szczerze, że od momentu, kiedy zacząłem się ścigać, dużo lepiej także jeżdżę na ulicy. Na wyścigach jazda jest ekstremalna, zawsze jedziesz na krawędzi swoich umiejętności i bez względu na prędkość, wrażenia zawsze są niezapomniane. Człowiek uczy się także, jak zachowuje się motocykl. To wszystko później przydaje się na ulicy. Czasem zdarza się, że samochód wyjeżdża, że trzeba gwałtownie hamować, uciec gdzieś w bok i dzięki powtarzalności pewnych manewrów podczas trenowania, mam świadomość motocykla, na którym siedzę i wiem jak zachowa się on kiedy gwałtownie odkręcę manetkę gazu, albo kiedy zacznę gwałtownie hamować.
MOTOGEN.PL: Jakim motocyklem jeździ Pan teraz i skąd ten wybór?
P.S.: Jeżdżę Hondą CBR 1000 Fireblade. Powiem szczerze, że jestem tym motocyklem zachwycony zarówno w warunkach ulicznych, jak i na torze. Ścigam się dopiero od 3 lat i ciągle uważam, że wiem bardzo mało o motocyklach i znam swoje ograniczenia i dla mnie jest to maszyna wystarczająco mocna, a jednocześnie dająca masę frajdy. Honda bardzo płynnie oddaje moc , co sprawia, że łatwiej nad nią zapanować.
MOTOGEN.PL: Czy zatem preferuje Pan motocykle sportowe?
P.S.: Motocykle sportowe bardziej do mnie przemawiają. Ale oczywiście nie są to maszyny, które nadają się na długie wyprawy. Za każdym razem na wyprawę jechałem innym motocyklem, a wybór zależał od terenu, po którym się poruszaliśmy. W Stanach jechaliśmy na Suzuki Intruderach 1800, ale cała trasa prowadziła drogami asfaltowymi, które w USA są rewelacyjne. W Australii byliśmy na Yamahach Super Tenere 1200 i z kolei ten motocykl wybraliśmy ze względu na liczne szutry. Z 8500 km trasy, które tam zrobiliśmy, prawie 2000 km odbyło się po drogach szutrowych,a więc żaden inny rodzaj motocykla by się do tego tak dobrze nie nadawał. Teraz, latem, byliśmy na krótkim wyjeździe na wschodzie. Trasa, mająca w sumie 6 000 km, prowadziła przez Litwę, Łotwę, Estonię, Rosję i Ukrainę. Jechałem motocyklem, który nie jest z założenia turystyczny, bo był to Harley Davidson V-Rod Muscle. Ale wszyscy dosiadaliśmy nakedów i mimo wszystkich dziur w tamtejszych drogach, mój motocykl sprawił się lepiej, niż mogłem przypuszczać. A jeśli ktokolwiek narzeka na drogi w Polsce, to naprawdę powinien pojechać taką trasą. Tam jadąc, widzi się te wszystkie rozkopane przed Euro 2012 drogi, przy których nikt niczego nie robi – u nas przynajmniej są ekipy, coś się buduje, coś się dzieje, a tam żadnych maszyn, żadnych ludzi – same dziury! Na szczęście Harley sobie poradził.
MOTOGEN.PL: Ile czasu zajmują Panu motocykle na przestrzeni, powiedzmy, miesiąca?
P.S.: Sporo. Motocykl traktuję w różny sposób. Często jest normalnym środkiem lokomocji. Tak naprawdę jeśli mam gdzieś jechać, wolę motocyklem z względu na korki i problem z parkowaniem. Drugi sposób to wyścigi motocyklowe, w których biorę udział od trzech lat i w związku z tym kilka razy w ciągu sezonu poświęcam całe weekendy wyłącznie motocyklom. Do tego dochodzą jeszcze wyprawy. Wtedy przez trzy do sześciu tygodni codziennie siedzę na motocyklu.
MOTOGEN.PL: Czy marzy Pan o jakimś szczególnym motocyklu?
P.S.: Chciałbym mieć kilka motocykli, żeby móc wybrać sobie w zależności od dnia, samopoczucia i chęci do jazdy. Ale na razie zostanę przy Hondzie. Jest to praktycznie zupełnie seryjny motocykl, który ma zmieniony tylko wydech i tylną zębatkę. W zimie chcę przy nim trochę pomajstrować, żeby był mocniejszy.
MOTOGEN.PL: Jaki motocykle mają wpływ na Pańskie życie prywatne?
P.S.: Pierwszy sezon był bardziej nerwowy szczególnie dla moich córek. Przewróciłem się wtedy w sumie cztery razy i po tym pierwszym sezonie moja młodsza córka powiedziała do mnie: po co ty tam ciągle jeździsz, jak się bez przerwy przewracasz? (śmiech) No więc martwiły się, ale moja rodzina mnie zna i wie, że robię to, co uważam za słuszne i to, co lubię. Córki lubią jeździć ze mną, a jedyne ograniczenie to obawy ich mam.
Mówi to gość który na pierwsze moto kupił ZZR1100:D
i czytam gazety różne to moje hobby o sporcie?
ŻYCZĘ CI MIŁEGO DNIA - MARCIN SZCZEPANIK
TO NAPISAŁ MARCIN SZCZEPANIK TAK NAZYWAM SIĘ?
A tak serio, to dobry art :)