Już niebawem ruszy wyprawa Artura Labuddy pod nazwą Granicami Bez Granic. Artur wiele lat temu w wypadku kolejowym stracił obie nogi i jeździ na wózku inwalidzkim. Nie poddaje się jednak, jest bardzo aktywny i chce zmienić postrzeganie osób niepełnosprawnych w Polsce. W tym celu wyruszy quadem na wyprawę wzdłuż granic naszego kraju. 14 czerwca podróżnik wyjedzie z Helu, aby samotnie zmierzyć się z trasą liczącą około 4 500 km.
MOTOGEN.PL: Od 22 lat jeździsz na wózku inwalidzkim. Skąd przyszedł Ci do głowy pomysł takiej wyprawy. Powiedzmy sobie szczerze, że większość osób w twojej sytuacji boi się podejmować takie wyzwania.
Artur Labudda: Staram się być aktywny, oddalać się od monotonii życia. Wiadomo to czasem dopada człowieka, ale nie rezygnuję. Efektem tego jest pomysł na tę wyprawę, który zrodził się już jakiś czas temu.
MOTOGEN.PL: Wiemy, że nie jest to pierwszy twój nietypowy wyjazd. Poprzednio udało ci się zdobyć UAZ-em Syberię.
Artur Labudda: Tak zgadza się. Parę lat temu jechałem UAZ-em do Irkucka. 7 500 km, 12 dni jazdy tam i 11 z powrotem. Bałem się, że samochód tego nie wytrzyma. Co prawda przed wyjazdem rozkręciłem go do ostatniej śrubki i przygotowałem przez 9 miesięcy, ale jednak nie był to nowy pojazd, a trasa wymagająca. O dziwo jednak udało się i dojechał na miejsce i wrócił do Polski o własnych siłach. Potem go jeszcze sprzedałem i nadal ktoś nim jeździł. Niedawno spotkałem go gdzieś na drodze. Zadziwiające jest to, że nadal komuś służy!
MOTOGEN.PL: Czy miałeś wcześniej do czynienia z quadem?
Artur Labudda: O quadach miałem, a raczej nie miałem pojęcia. Jeszcze we wrześniu moje doświadczenie ograniczało się do 15 minut jazdy wypożyczonym czterokołowcem. Spodobało mi się. Potem trafiłem do salonu Motocykle Stefański i przez parę miesięcy tam pracowałem. Przychodziłem tak jak pozostali mechanicy, zadawałem pytania i uczyłem się. Na początku jak usłyszeli o moich planach wyprawy byli sceptycznie nastawieni, ale potem przekonali się i bardzo mi pomagali. Dziwię się nawet, że mieli do mnie tyle cierpliwości.
Myślałem, że quad jest jak samochód. Dużym szokiem dla mnie było jak dowiedziałem się jak często trzeba wymieniać filtry, olej i inne elementy eksploatacyjne. Najbardziej zdziwili mnie kiedy powiedzieli, że jeden komplet opon nie wystarczy na całą trasę.
MOTOGEN.PL: Czy quad, którym pojedziesz został w jakikolwiek sposób specjalnie dla ciebie przygotowany?
Artur Labudda: Wbrew pozorom nie musiał on być jakoś specjalnie przystosowany do mnie. Jedyne co zostało zamontowane to wieszak z tyłu, na którym będę mógł przewozić mój wózek. Poza tym wszystko to tak zwany standard. Staraliśmy się zresztą nie robić wielu modyfikacji. Chodziło zarówno o koszty jak i o łatwość serwisowania. Duża ilość przeróbek mogłaby utrudnić mechanikom ewentualne naprawy, jeżeli gdzieś po drodze stanie się coś nieprzewidzianego.
Quad został przygotowany tylko tak żeby sprostać trudom podróży. Mam podgrzewane manetki, osłony na dłonie, wyciągarki i dodatkowe zbiorniki na paliwo i wodę.
MOTOGEN.PL: Jak Ty przygotowywałeś się do tej wyprawy?
Artur Labudda: Przygotowania rozpocząłem już dawno. Przede wszystkim kondycyjne. Zacząłem od diety, w trzy miesiące straciłem 26 kilogramów. Codziennie pokonywałem 7, 8 km na wózku, do tego trzy, cztery razy w tygodniu siłownia i basen.
Jeżeli chodzi o jazdę to zanim dostałem Polarisa Sportsmen 550 X2, na którym odbędę wyprawę nawiedzałem wszystkich moich znajomych posiadających quady. W soboty i niedziele starałem się jak najwięcej pojeździć. Kiedy trafił już do mnie Polaris ćwiczyłem na Helu jazdę po piasku i trenowałem na leśnych ścieżkach. Niestety nie miałem szansy spróbować swoich sił w błocie. Wiem, że nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć.
Na początku miałem spore problemy. Po 15 minutach jazdy bolały mnie ręce i to takie partie mięśni, o których już dawno zapomniałem, że istnieją. Mimo tego, że mam silne ręce nie od razu przyzwyczaiłem się do tego czego wymaga jazda na quadzie.
Pozdrowienia.
miłego czytania