załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

WYWIADY

Gdy podróżuję, odpoczywam od ludzi – rozmowa z Olgą Kicińską

Iza Prochal
11-05-2011, 22:29
OCEŃ ARTYKUŁ Gdy podróżuję, odpoczywam od ludzi – rozmowa z Olgą Kicińską kliknij i przesuń wskaźnik
Honda nad Loarą
Honda nad Loarą
W drodze do Clermont Ferrand
W drodze do Clermont Ferrand
Postoj w drodze nad Loare
Postoj w drodze nad Loare
Wizualizacja trasy
Wizualizacja trasy
W drodze do Hamburga
W drodze do Hamburga
Port w Hamburgu
Port w Hamburgu
Bohaterka wywiadu podczas zwiedzania starówki
Bohaterka wywiadu podczas zwiedzania starówki
Chwila na trasie bez deszczu
Chwila na trasie bez deszczu
Antwerpia
Antwerpia
Logo Motocyklowego Kopciuszka
Logo Motocyklowego Kopciuszka

Kiedy patrzy się na Olgę, na pierwszy rzut oka widać drobną kobietkę z dużym uśmiechem i błyskiem w oczach. Nie widać siły, jaką dysponuje dziewczyna, która nie tylko odważyła się na wielokrotne wyprawy swoją Hondą XR 125, ale też przekonuje innych do takich podróży. Jej zdaniem nie trzeba mieć wielkich pieniędzy, mocnego, drogiego motocykla i mnóstwa ludzi obok siebie. Wystarczy mieć pomysł, chęci i wyjść z domu. Przecież każda droga rozpoczyna się od zrobienia pierwszego kroku...

 

MOTOGEN.PL: Kto to jest Kopciuszek Motocyklowy? Kim jesteś?
Olga Kicińska: Nazwa miała brzmieć kobieco i dobrze się kojarzyć. Chodziło mi też o to, żeby kojarzyła się z moim stylem podróżowania, czyli żeby było tanio. Założeniem moich wypraw jest omijanie pensjonatów, drogich miejsc i zobaczenie jak najwięcej za jak najmniejszą kasę. Nie ukrywam też, że mam nadzieję kiedyś połączyć moją pasję podróżniczą z życiem zawodowym. Być może na końcu Kopciuszek zamieni się w królewnę (śmiech)... Ja natomiast studiuję germanistykę i w chwili obecnej została mi do napisania już tylko praca magisterska. Motocykle to moja druga pasja; pierwszą była jazda konna. Przez ponad 10 lat uprawiałam jeździectwo, jednak po przeprowadzce z Bolesławca do Wrocławia nie miałam możliwości utrzymania swojego wierzchowca, którego musiałam, niestety, sprzedać. Dlatego motocykl jest niejako zastępstwem. Podobny feeling no i plus maszyny jest taki, że jak nie jedzie, to nie żre. Żałuję jednak, że nie mogę połączyć obu tych pasji.

 

MOTOGEN.PL: Skąd wzięły się motocykle w Twoim życiu?
O.K.: Zaczęło się od przejażdżki ze znajomym. Długo nie miałam zewnętrznego impulsu, żeby jeździć. Nie mam znajomych motocyklistów, w mojej rodzinie też nikt nie jeździ, dopiero teraz powoli buduję to moje własne motocyklowe grono. Ale wynika to też z tego, że moje podróże nie wymagały żadnego towarzystwa i nigdy nie czułam potrzeby, żeby jechać z kimś. Zawsze odbywało się to samotnie. Jestem zwierzęciem stadnym, ale wyjazdy traktuję jako odskocznię od mojego stada. Prawo jazdy zrobiłam w 2008 roku i od razu, tej samej jesieni, kupiłam motocykl. Na wiosnę 2009 roku, nie posiadając żadnego doświadczenia, wyjechałam na stypendium do Słowenii i motocykl zabrałam ze sobą.

 

MOTOGEN.PL: Dlaczego wybrałaś taki sposób na podróżowanie?
O.K.: Z jednej strony była to konieczność, bo będąc studentką, nie miałam do dyspozycji wielkiego budżetu. Generalnie zawsze próbowałam podróżować na minimalu, więc mam to we krwi. Nigdy nie zakładałam, że jeździłabym na pełnym wypasie, nawet gdyby było mnie na to stać. Lubię kombinować, szukać i podróżować tak, żeby potem móc powiedzieć znajomym: „Widzicie? Da się za paręset złotych, a nie za kilka tysięcy”. Czasem młodzi ludzie odmawiają sobie podróży, bo uważają, że jak już jechać, to na bogato, a to wszystko zależy od priorytetów. Ja mam silną wewnętrzną potrzebę podróżowania, którą wpisuję w całoroczny budżet, bo nie mogłabym bez tego żyć.

 

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego akurat wybrałam motocykl. Samochód kupię pewnie dopiero wtedy, gdy zacznę zarabiać konkretne pieniądze, głównie ze względu na koszty utrzymania. Jeśli kiedykolwiek zmienię opcję podróżowania, to może kupię busa, żeby nim jeździć i również w nim spać, ewentualnie wrzucić motocykl na pakę. Ale na chwilę obecną kupno samochodu nie ma sensu – jazda motocyklem jest przyjemniejsza, bardziej ekonomiczna, nie ma też większego problemu z garażowaniem czy parkowaniem w tak zatłoczonym mieście, jak Wrocław.

 

MOTOGEN.PL: Jakie przygody podczas motocyklowych wyjazdów wspominasz jako najciekawsze?
O.K.: Ubiegłoroczny wyjazd do Hiszpanii nie obfitował w jakieś szczególne przygody. Trasę dobieram zawsze tak, żeby zatrzymywać się u rodziny lub znajomych, więc większość przygód zdarza się po cywilnemu, na miejscu. Najwięcej przygód z motocyklem miałam podczas pierwszej wyprawy. To było jedno wielkie pasmo przygód, ale i niepowodzeń. W 2009 roku porwałam się na tej mojej Hondzinie na wypad do Francji Południowej w odwiedziny do znajomego i nad ocean we Francji Zachodniej, gdzie miał na mnie czekać kolejny znajomy, który w rezultacie mnie wystawił. Na granicy szwajcarsko-francuskiej okazało się, że zgubiłam dokumenty i pieniądze. Jechałam wtedy krótkim, może 20-kilometrowym odcinkiem autostrady przy wjeździe do Francji i na bramkach okazało się, że muszę zapłacić, a ja nie miałam czym! Miałam tylko paszport! Pani próbowała mi wytłumaczyć, że albo w tę albo we w tę, ale żeby przejechać bramkę, muszę zapłacić pieniędzmi, których nie miałam, a pod prąd się przecież na autostradzie nie wrócę. W końcu na migi udało mi się jej wytłumaczyć, że wszystkie dokumenty, karty, gotówkę posiałam nie wiadomo gdzie i w biurze przy bramce wystawili mi papier zezwalający na zapłatę przelewem w ciągu 72 godzin. Otrzymałam również pomoc od pewnego życzliwego pana na stacji, który pożyczył mi 30 € i za te pieniądze dojechałam na południe. Niestety, nie udało mi się oddać mu długu, gdyż zgubiłam jego adres. Po kilkuset kilometrach trasy spotkałam z kolei Niemców, którzy bardzo się wzruszyli, widząc mój malutki motocykl, i gdy usłyszeli historię o zgubionych dokumentach, postanowili mi pomóc, wciskając mi w dłoń jakieś 10 czy 20 euro na benzynę. Szczerze mówiąc, może jest to też wpływ tego, że młoda kobieta na małym motocyklu sprawia takie, a nie inne wrażenie i ludzie są bardziej skorzy do pomocy. Pomagano mi wielokrotnie i bezinteresownie, więc kiedy tylko słyszę negatywne opinie motocyklistów o Europie Zachodniej, gwałtownie protestuję.

 

Historia z dokumentami zakończyła się niedaleko Marsylii. Konsulat nie bardzo mógł mi pomóc, bo oni potwierdzają wyłącznie tożsamość, a ja przecież miałam paszport. W żandarmerii okazało się, że Francuzi mają luźne podejście do formalności i od ręki wystawiają papier tymczasowy na dowód rejestracyjny i prawo jazdy, którego ważność wynosi aż 2 miesiące! Dojechałam na zachód i nad oceanem wyszedł na jaw mój brak doświadczenia. Zbyt rzadko sprawdzałam olej i pojawiły się objawy zatarcia silnika. Wtedy było mi bardzo wstyd, dziś już chyba mniej, bo to doświadczenie wiele mnie nauczyło. Miałam do wyboru zostawić motocykl i wrócić do Polski stopem albo jechać dopóki się da. Problem rozwiązał się sam. Na tym samym odludnym parkingu, gdzie stałam z moim schorowanym motocyklem, pojawił się polski kierowca tira, który po krótkiej rozmowie wziął moją Hondę na pakę i pojechaliśmy do Polski. Miałam też dość nieprzyjemne zdarzenie po drodze, bo w pewnym momencie zaczął robić do mnie maślane oczy, ale wspomniałam jego córkę, o której mi opowiadał, i dał sobie spokój. Nie zmienia to jednak faktu, że miałam w kieszeni śrubokręt i nie zawahałabym się go użyć. Dojechaliśmy spod Bordeaux do granicy z Belgią i tam przesiadłam się do innego tira, bo „mój” jechał do Polski bardzo okrężną drogą. Nie było problemu za znalezieniem kolejnego transportu – tirowcom często się nudzi i chętnie wezmą pasażera, żeby pogadać z kimś po drodze.

 

MOTOGEN.PL: Nie czułaś się nigdy zagrożona z tego powodu, że jesteś dziewczyną? Wiele kobiet na pewno zniechęca to do podróżowania – wiele może się przydarzyć samotnej kobiecie.
O.K.: Szczerze mówiąc, to na pewno najbardziej w podróży obawiam się ludzi – mogą cię okraść czy chcieć skrzywdzić. Ale to może zdarzyć się w każdej sytuacji i niekoniecznie podczas samotnej podróży. Jak śpię w namiocie, to zawsze mam przy sobie śrubokręt, scyzoryk i trzymam je pod ręką. W razie czego wbijam w oko napastnika i jest po sprawie – tak przynajmniej podpowiedział mi kolega. Nie zdarzało mi się – a spałam chociażby na opuszczonych, zastawionych szlabanem parkingach, gdzie można było się przecisnąć tylko motocyklem – żeby mnie ktoś naszedł w nocy i chciał skrzywdzić. Na pewno dobrym rozwiązaniem jest, żeby nie spać gdzie popadnie, u obcych. Dobrze jest szukać noclegu u znajomych, jeśli to tylko możliwe, w pobliżu domostw, pytając właścicieli o zgodę. Choć czasem noc złapie w trasie i nie ma wyjścia – trzeba szukać gdziekolwiek. Pamiętam bar niedaleko Alp, na którego parking zajechałam już późnym wieczorem. Wokół były tylko zagrody, kozy, konie, psy na łańcuchach. Wyszedł do mnie dziadziuś z małą dziewczynką, pewnie wnuczką. Zapytałam, czy mogę się rozbić na podjeździe, a oni nie tylko się zgodzili, ale jeszcze przynieśli mi wodę, lody, żebym sobie zjadła na kolację (śmiech).

 

Jedyną mrożącą krew w żyłach sytuację przeżyłam we Francji, gdy już słyszałam, że jest coś nie tak z motocyklem. Ostatni nocleg przed złapaniem tira miał miejsce w nadmorskim lasku. Stały tam różne parterowe domy i na końcu drogi do nich prowadzącej, za ostatnim domem, rozwalało się takie opuszczone domiszcze, trochę jak „Straszny dwór”. Postanowiłam rozbić namiot przy tej ruinie, bo pomyślałam, że tam nie będę nikomu przeszkadzać. Jednak zaraz z sąsiedniego, ładnego domu wyszedł pan i zaprosił mnie do siebie, żebym rozbiła namiot u niego w ogrodzie i argumentował swoje zaproszenie tym, że będę czuła się bezpieczniej. Rzeczywiście zajechałam tam, rozbiłam namiot, właściciel domu sobie siedział na werandzie i grał na gitarze. Sielanka. Nie zadzwonił mi w głowie żaden alarm. Jednak podczas rozkładania namiotu obserwowałam ten straszny dwór i nagle zaczęło się tam coś dziać. Najpierw pojawiła się jedna postać, taki dziadek, na oko siedemdziesięcioletni. Patrzył się. Dobre 15 minut się gapił i zbliżał się powoli. Co spojrzałam w jego stronę, to był bliżej o dziesięć kroków. Robił wrażenie zjawy, jak z horroru. Podszedł, próbował coś pogadać, ale jak się zorientował, że nie mówię po francusku, to zniknął. A po jakimś czasie pojawił się drugi. Chował się za drzewem, wynurzał i obserwował, rysy twarzy miał dziwne, ogólnie sprawiał straszne wrażenie. Już wtedy pomyślałam sobie, że mnie tu zamordują, poćwiartują. Przed pójściem spać wysłałam znajomym SMS-y z adresem, żeby w razie czego wiedzieli gdzie szukać zwłok. Jak w horrorze! Ale poszłam spać. W środku nocy obudził mnie jakiś przeraźliwy dźwięk! Ni to piszczenie, ni to sapanie, ni to nie wiem co! Moja wyobraźnia zaczęła pracować i jakoś mi się skojarzyło, że może tych dwóch dziwnych ludzi porozumiewa się ze sobą i już idą mnie zaszlachtować! Byłam przerażona! Potem okazało się, że to były dwie tokujące sowy. Akurat nad moim namiotem wzięło je na amory...

 
Strony:
1 2
 

Wyprawy Motocyklowego Kopciuszka zdjęcia(zdjęć: 39)

Komentarze użytkowników
(4)
25-05-2011 22:48
~aaa
Raptem o sponsorach sa 3 zdania, a jednak trzeba sie przyczepic. Ah zazdrosne samce ;]. Gratuluje zacięcia i ogromnej odwagi .
16-05-2011 16:33
~Kopciuszek
Panowie, to chyba trochę niesprawiedliwe z Waszej strony. Większość sponsorów sama zaproponowała mi pomoc, tak jak i organizator targów w zamian za pomoc przy organizacji. Tegoroczna podróż jest trzecią i wcześniejszy brak sponsorów nie przeszkodził mi w kompletnym remoncie silnika, by udać się w kolejną podróż. Mnie cieszy podróżowanie, ale jak mogę dostać odzież czy opony za darmo, cholernie mnie to cieszy. I się tego nie wstydzę. A blog, fb - lubię o tym pisać, lubię robić zdjęcia. Nikt nie każe Wam klikać lajka, ba - nikt nie każe Wam czytać wywiadu, o który - nawiasem mówiąc, również nie prosiłam, a inicjatywa wyszła ze strony Motogenu ;)
13-05-2011 09:16
~yyy
No chyba to jest właśnie przykład, że sponsorzy niektórym są potrzebni. Owszem, jeszcze tego źródła nie wyeksploatowała, jednak powoli zaczyna. Ktoś, kto nie potrzebuje sponsorów, jeździ sobie po całym świecie, wraca i opowiada znajomym, nie musi robić wywiadów i "budować marki przez FB".
12-05-2011 22:54
~Opson
I pomyśleć, że nadal są ludzie, którzy nie potrzebują sponsorów (nie wspominając o ekipie filmowej i własnym stoisku na targach) żeby miło spędzać czas w podróży motocyklowej...

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Nowy importer MV Agusty

17-05-2012
Nowym importerem motocykli marki MV Agusta w Polsce została firma Vitres z Katowic.
 
 
 
 
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms