OCEŃ ARTYKUŁ
Zmyślona historia? cz. 1kliknij i przesuń wskaźnik
- Niech ktoś zadzwoni po pogotowie! - Już wyjechało! - Zgaście silnik w motorze! - Boże, jak to się stało?!
Cześć. Jestem 'Gregor'. Znaczy się rodzice nazwali mnie Grzegorz, w szkole mówili na mnie Grześ. Ale odkąd dorosłem i zacząłem zadawać się z motocyklistami, przylgnął do mnie 'Gregor' i odtąd pod tą ksywą znany jestem w swoim środowisku. 'Gregor' stał się częścią mojego życia. Kiedyś ksiądz przed Bierzmowaniem mówił coś o tym, że Bóg zmienia imię człowiekowi, gdy wyznacza mu nowy etap w życiu. Szymona nazwał Piotrem, Szawła Pawłem. Nie pamiętam teraz, jakie imię wybrałem sobie wtedy do kolejnego sakramentu. 'Gregor' jednak rzeczywiście wyznaczył kolejny rozdział mego życia. Nie szukaj mnie wśród swoich znajomych - nie znasz mnie...
Leżę sobie teraz na asfalcie. Taki beztroski, choć wszystko mnie boli. Ale żyję! Zawsze bałem się zaliczenia gleby, W tej chwili wszystko jest mi obojętne. Żyję! Co się stało? Nie posłuchałem swojego anioła. Rysiek śpiewał, że każdy go ma. Nigdy zbytnio się nie przejmowałem religią, choć wiele razy przekonałem się, że Ktoś mnie chroni. Dzisiaj nie posłuchałem swojego anioła... Co ze mną będzie? Nie wiem...
- Nie ruszajcie go! Może mieć uszkodzony kręgosłup. Kolejne samochody zatrzymywały się przed miejscem wypadku, tworząc długi szpaler. Ludzie podbiegali, by zobaczyć, co się stało. Ci na tyłach czekali cierpliwie. Z kilku aut unosił się dym papierosa. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Na środku drogi stał ciągnik z przyczepą. Obłocone koła Ursusa C-330 i brud całego pojazdu kontrastowały z lśniącą FJR 1300, leżącą na prawym boku nieopodal.
- Nie mógł grzać, bo daleko nie poleciał - w tłumie gapiów zaczęły się dywagacje. - A skąd pan wie? Oni zawsze jadą, jak wariaci! - Mnie ostatnio jeden wyprzedzał. Ale z takim hukiem przeleciał obok nagle, że aż uciekłem prawie na pobocze. - Ślady hamowania są krótkie. - Pewnie wypadł zza zakrętu i dopiero zauważył ten ciągnik.
W oddali słyszę już karetkę. Mam ochotę wtrącić się do rozmowy, ale jakoś trudno mi oddychać. Obok mnie klęczy kobieta, stoi też kilku mężczyzn. Ależ ona opanowana! Nic nie panikuje. Upewniła się, że żyję i tylko co chwilę pyta, czy wszystko dobrze. Nawet nie mam siły jej odpowiedzieć. Tylko przymykam powieki na znak, że daję radę. Przykryła mnie czymś, ale mi nie jest zimno. W tym kombinezonie mógłbym nawet spać bez śpiwora. Zresztą na ostatnim zlocie, gdy dowlokłem się do namiotu, to tak zrobiłem.
Ale pieprzą znowu bzdety o motocyklistach. Pewnie upewniają się, że jesteśmy diabłami dróg, a Policja znowu poda notkę do gazet, ze "przyczyną wypadku była nadmierna prędkość". Dlaczego nie posłuchałem swego anioła?
- Szczęść Boże! Jestem księdzem! Proszę mnie przepuścić. Żyje jeszcze? - Tak. Ksiądz? To już tak źle ze mną? A ten tu jak się znalazł? - Przez to święte namaszczenie...
Żyję na cywilnym z żoną. To moja wina, że nie możemy mieć kościelnego. Kiedyś byłem zbyt młody i pochopnie poszedłem do ołtarza. Co człowiek wie o życiu, mając 20 lat? Nawet sam nie wie, czego chce. Moje pierwsze małżeństwo rozpadło się po 3 latach. Możesz w ogóle udzielać mi jakiegoś sakramentu? Z Karoliną żyję od 10 lat. Jesteśmy bardzo zgodną parą. Kocham ją, choć ostatnio ją zdradziłem. Chyba znowu chciałem to zrobić. Karolina na co dzień nie porusza tematów kościoła, ale gdy przychodzą święta, to oboje się zastanawiamy, czy jeszcze kiedykolwiek będziemy mogli się wyspowiadać i przyjąć komunię. Może wy, poukładani, macie nas, żyjących na kontrakcie, za ludzi bez wiary i głębszych myśli. Ale my z żoną na serio o tym rozmawiamy. Nawet zapytała mnie ostatnio podczas pogrzebu dziadka: "Skarbie, czy my zdążymy przed śmiercią się wyspowiadać?" Chciałem kiedyś, ale ksiądz w konfesjonale grzecznie i spokojnie wytłumaczył mi, że rozgrzeszenie i tak nie byłoby ważne. Pobłogosławił mi. Był bardzo kulturalny. Długo ze mną rozmawiał. Zupełnie inaczej podszedł do sprawy niż pulchny klecha na kolędzie. "Żyjecie w grzechu! Z Bogiem!" Poczuliśmy się jak najgorsi przestępcy wtedy...Mógł chociaż z dzieciakami porozmawiać. Czekały na kolędę. Przygotowały zeszyty od religii... Ksiądz! Czy ty w ogóle możesz udzielać mi jakichkolwiek sakramentów?
***
FJR 1300! Kupiłem ją okazyjnie. Miała dziesięć koła najechane. Ani jednej ryski ni śladu malowania. Koleś wyjeżdżał do Irlandii i musiał pozbyć się "sprzęta". Nawet się nie zastanawiałem długo. Udało mi się szybko sprzedać "Road Stara" i następnego dnia pojechałem po odbiór Yamahy. Zakończyła się moja przygoda z chopperami. Miałem już dosyć trochę tych spartańskich klimatów. Chciałem posmakować czegoś nowego i na trasie móc odkręcić sobie więcej niż do 160. Żona też się męczyła już, a spakowanie bagażu jej i mojego wymagało strategii i wyrzeczeń.
Pamiętam, że gdy pierwszy raz ruszyłem i po chwili było 140 na zegarze, to cieszyłem się, jak mały chłopiec nowa zabawką. Żadnych wibracji, miękko i szybko. Fakt - o klimacie rebelianta i renegata mogłem zapomnieć, ale im starszy byłem, tym mniej zależało mi na lansie, a bardziej na wygodzie.
Miałem kiedyś kumpla, bliskiego przyjaciela. Zginął cztery lata temu. Byliśmy bardzo ze sobą związani. To na jego cześć wsiadłem na "Road Stara". Od jego tragicznej śmierci minęło już trochę. Przestałem myśleć o śmierci, o wypadku. Jeździłem odważnie, śmiało. Zresztą "co ma być, to i tak będzie", a schizowanie o śmierci niczego nie zmieni - najwyżej odbierze mi radość i pewność siebie. Sentymenty ustępowały; Pamięć o przyjacielu została w sercu. Kilka pamiątek po nim przechowuję jak relikwie i tych się nie pozbędę. Choćby zapalniczki "Zippo". Dostałem ją po śmierci przyjaciela, ale długo leżała na półce. Jakoś nie chciałem jej odpalać. "Po co, skoro i tak razem nie zapalimy?"
Zakończenie tej historii własnie wyslałem do Korektora. Jednak na pytanie, co dalej, kazdy będzie mógł sobie odpowiedzieć sam:)
25-01-2008 15:54
Vendax
Bardzo proszę!
... jestem motocyklistą - za to mi nie płacą... (he, he...)
Jak będę miał coś ciekawego to zawsze się podzielę!
Pozdrawiam Księdza!
25-01-2008 00:15
Janusz
Vendax, zaskakujące są Twoje odpowiedzi. Postaram się pociągnąć ten wątek. Pomyślę... dzięki!
24-01-2008 23:20
Vendax
Faktycznie, wolność to niesamowicie skomplikowana cecha człowieka.
Chyba najlepiej przyjąć w tym wypadku zasadę: maksimum wolności - maksimum odpowiedzialności. Wtedy - wydaje mi się - uda się dojść do jakiejś równowagi.
Rzeczywiście przypowieść o Łazarzu może wydawać się smutna - że ci bracia nigdy się nie nawrócą, nie zmienią swojego postępowania, bo żaden z umarłych nie przyjdzie do nich i ich nie "nawróci". Ale pocieszające jest to, że właśnie Abraham nie wysyła umarlaka. To Bóg Ojciec pośle za to samego Chrystusa, a nie żadnych umarłych (straszaki), a On przychodzi co dzień do każdego człowieka: poprzez różne sytuacje, myśli, nawet i tragedie i niepokoje. I czeka na odpowiedź - w wolności, nie w strachu. Tak myślę.
Nie wiem czy Księdza bohater się nawróci. Grzech rozwala każdego, a może szczególnie wtedy im bardziej chce się poprawić. Ale...
Ale po takim przeżyciu nawet zdrada, jeżeli by się pojawiła, będzie inna. Chodzi mi o to, że odpowiedzialność za ten grzech będzie większa. Komu więcej dano... A jeżeli pojawi się większa odpowiedzialność, to sprawi to niesamowitą możliwość do pójścia za nią i naprawą swojego życia.
To jak z alkoholikami, którzy dopóki nie sięgną dna - to się nie odbiją.
Myślę, że Bóg czasem nas upokarza, wytatla w błocie, żebyśmy tym bardziej zapragnęli być czyści. Wtedy MOŻE bardziej zacznie nam zalażeć na porządnym życiu. Widać to chociażby u ludzi, którzy w swoim grzechu dotknęli piekła.
Oni już wiedzą czym to smakuje. Poczuli się wreszcie za coś ODPOWIEDZIALNI. To jest punkt wyjścia do poprawy.
Tak samo Księdza bohater - jeżeli poczuje się odpowiedzialny za swoje życie...
A swoją drogą, proszę pociągnąć wątek jego relacji z tą żoną, która nie jest jego żoną. Myślę wspaniały motyw na przemyślenia. Bo z jednej strony ma "czystą" drogę - dostał odpuszczenie grzechów. Niejako PRZECIW sobie - ksiądz nie zapytał się go: czy chcesz? Tylko podszedł, namaścił, grzechy odpuszczone. A czy to było wyrazem jego RZECZYWISTEJ woli? Czy nie było to pod wpływem strachu? Podobnie, jakby Abraham wysłał umarlaka, żeby go p[postraszył. A przecież w jego życiu musi przyjść Chrystus, który zapyta: czy chcesz?
Jak potoczy się jego wybór z żoną? Będzie musiał ją opuścić, żeby wybrać wolność. A przecież on ją kocha?
Może 'Natalia' , może jest stanu wolnego, ale nie jest wierna (na razie) okaże się jego przyszłą żoną? Może ją Bóg mu zsyła?
Pytanie: czy przez grzech może w życiu zrodzić się coś dobrego?
Kurczę, skomplikowana historia się zaczyna kroić.
Niech Ksiądz to pociągnie może. Ksiądz ma niezły talent!
23-01-2008 20:46
Janusz
Na tym polega dramat ludzkiej wolności - sami wybieramy swój los. A otoczenie/Bóg są bezsilni. Poza tym ta historia, teraz doszedłem do tego wniosku, nie ma zakończenia! Nawrócenie bohatera może byc tylko sentymentalnym przeżyciem i deklaracją bez konsekwencji. "Świnia wraca do błota, a pies do tego, co zwymiotował" (cytat z Ewangelii). Na podstawie obserwacji zycia zakończenie możemy dopowiedzieć sobie sami. Bohater mógł rzeczywiście byc konsekwentny w postanowieniu, ale mógł również po kilku dniach powiedzieć "ale człowiek bzdury wygaduje, jak się wystraszy":)
Nie chcę teraz moraliwać, ale w zakończeniu przypowieści o bogaczu i Łazarzu Jezus podaje dialog bogacza z Abrahamem. Nie może już zmienić swego losu, za brak miłości do biednych teraz strasznie cierpi. Zaczyna więc prosić Abrahama, by posłał kogoś do jego krewnych i ich przestrzegł, bo tak samo zyją beztrosko. Abraham mówi, że mają Mojżesza i proroków, niech ich słuchają. "Nie ojcze Abrahamie, ale gdy kto z umarłych do nich poszedł, to się nawrócą..." Abraham odpowiada: "Skoro Mojżesza i proroków nie słuchają, to nawet gdyby kto z umarłych do niech poszedł, nie usłuchają". To tyle, żeby nie popaść w kaznodziejstwo...
23-01-2008 20:28
Vendax
Ma Ksiądz rację.
Faktycznie, męską rozmowę to się odbywa gdzieś indziej. Ale czasami tak sobie myślę, że niektórzy są tacy jacy są i tkwią w bajorze ("gnoju" nie będę już używał, bo to za ostro. SIEKIERA, sorry, że Cię tak nazwałem) właśnie dlatego, że nie potrząsł nimi ani ojciec, ani matka, ani ktoś z rodziny czy przyjaciół... Tylko wszyscy w imię "szacunku" patrzą jak gość tonie.
A z drugiej strony patrząc, to widzę, że skoro śmierć kogoś bliskiego nimi nie potrząsł to chyba wrzeszczenie i k**wy niewiele dadzą...
Dziękuję, trochę mnie to uspokoiło, ale ...
23-01-2008 18:04
Janusz
Vendax, Twoje refleksje są bardzo bliskie prawdy. Często tak właśnie wygląda kwestia zastanowienia się nad sobą i swoim postępowaniem... nie ma poprawy. Dlatego zmyślona historia. Jak pisałem - w rzeczywistości zakończenie było inne. Wątek z księdzem przy wypadku zaczerpnięty jest z innego wydarzenia, niestety też śmiertelnego wypadku.
Odnośnie stawiania wymagań. Widzisz, ja tu nie występuję w roli nauczyciela, ani anonimowo. Muszę szanować opinię innych i ich wybory moralne, co nie znaczy, że się z nimi zgadzam. Radykalnej postawy mogę się domagać w konfesjonale, w kościele. Tutaj pozostaje mi zawsze propozycja i liczenie na to, ze ktoś jednak coś sobie przemyśli. Jako duchowny nie mogę również prezentowac stanowiska obrażającego czytelników. To nie portal religijny. Nie wyobrażam sobie, bym prezentował tutaj stanowisko - zgadza się ktoś ze mną, to dobrze, a jak nie, to niech tkwi w gnoju. Nie to miejsce na taką postawę. Co nie znaczy, że cały czas tak podchodzę do sprawy. Pozdrawiam.
23-01-2008 15:04
Vendax
Wypadek powodem nawrócenia....?
Jedną w wielu myśli jakie przychodził mi podczas różnych spotkań, rozmów i opowieści to, że pomimo, że motocykliści doświadczają ogromnej bliskości żywiołu życia i bezwzględności śmierci - to jednak nie zmieniają swojego postępowania.
Mogą godzinami opowiadać ile mieli "farta", jak wyszli cało z wielu wypadków, jak wylizali się ze szpitala, jak zwiali spod kółek wózka inwalidzkiego, ale nie przekłada się to na życie. Dalej jest krętactwo - jeżeli było przed. Zycie na kartę rowerową z dziewczyną, imprezki... Prywatny gnojownuk bez zmian!
Nawet na pogrzebach swoich kolegów odstawiają swoistego rodzaju smutne miny, ale mało który coś zmieni w swoim życiu.
Potrafią godzinami opowiadać o koledze: jaki fajny, jak szkoda, że zginął... ale sami nie wyciągają wniosków z jego życia - że niekiedy mogło zakończyć się bezsensem. Żył bez sensu i umarł bez sensu... Zero refleksji!
DO KOMENTARZY...
Patrzcie, nawet tu, na forum Siekiera jest przykładem tego, że bezsens jednak wygrywa z sensem, burdel z porządkiem, jakims poczuciem własnej godności, krętactwo powala resztki poczucia jakiejś przyzwoitości.
To jest właśnie to! Jak na dłoni!
Niczym zblazowany dzieciak - to mu się nie podoba..., tam za dużo dydaktyki...
A sam kim jesteś?
Znalazł się!
Ten obrazek "ubogaca" Janusz (chyba ksiądz) - pełzający tak, żeby gnoja nie urazić!
A spie*** gościu do burdelu jak ci tam dobrze! - powinieneś powiedzieć.
Wracaj do dupci! A wypowiadać się na temat moralności, Boga to dopiero jak wyleziesz z tego bajora i się umyjesz!
Ja tego nie rozumiem...
Przecież Pan Jezus nie nawrócił całej Jerozolimy i okolic. Nie mógł pochwalić się pełnymi "kościołami".
Ale nigdy, NIGDY nie tarzał się przed faryzeuszami, przed grzesznikami!
Zawsze było JEśLI CHCESZ....
To grzesznicy przylatywali do niego - i nie wszysycy!!!! Reszta siedziała w gnojowisku.
Bo Bóg szanował SIEBIE i WOLNĄ WOLĘ CZŁOWIEKA!
A nie: "nie w każdej kwestii musimy się zgadzać", "Mi nie tyle chodziło o ..."... Gdzie Pan Jezus takich sformułowań używał?
A czy raczej nie zapytał ze swobodą, z wewnętrzną wolnością: "Czy i wy chcecie odejść?"
Chrystus się nie płaszczył, bo sam mówił, że pereł przed świnie się nie rzuca!
Wiem, że mi Janusz powiesz o zagubionej owieczce... Znam to.
Więc zapytam: od kiedy to zagubiona owieczka mówi pasterzowi jak trzeba iść?
Pasterz powinien powiedzieć: Zamknij się mała! Siedź cicho jak chcesz żebyśmy wrócili do reszty....
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
29-12-2007 23:34
Janusz
Siekiera, przecież nie w każdej kwestii musimy się zgadzać, bo to byłoby nudne i mało rozwijające. Dzięki wszystkim za zainteresowanie:)
27-12-2007 18:35
b3wolf
I się wyjaśniło :) Jest ok :)
27-12-2007 10:41
siekiera
Sorki b3wolf. pisząc tak, nie chciałem Cię urazić. To miało znaczyć mniej więcej "nawet jako czytelnik a nie autorr".
Co do wyszumienia, sądziłem, że rada poparta jest doświadczeniem osobistym... ;)
Na temat wartości, antywartości,"przebiegów", małżeństwa i metafizyki mam własne zdanie, i nie sądzę, żebym w NIEKTÓRYCH z tych dziedzin miał jakieś rażące luki poznawcze...
pozdr
27-12-2007 08:05
Janusz
Przypadek jednego nie jest regułą, a nic nie poradzę na to, że jego życie tak się skonczyło. Wnioski według mnie każdy wyciąga swoje, nie są narzucone, a utrata zdrowia/życia nie została przedstawiona jako nieuchronna konsekwencja zdrady. Taki był bieg wydarzeń. Wyszumienie się przed ślubem... dyskusyjne. Bo: ciało puszczone w ruch puszcza się dalej, a poza tym osobiście sam nie chciałbym żony, która wyszumiała się wcześniej i ma duży przebieg;) ale to moje zdanie, a nie ogólna reguła. Nadal "upieram się" przy tym, że każdego tekst dotyka w innej "działce" życia, ewentualnie wcale. Mi nie tyle chodziło o moralizowanie, co o przesłanie zamieszczone na końcu - Bóg większy jest od instytuacji Kościoła i nie przekreśla ludzi. Ale przecież nie mogę takich tekstów pisać wprost:)
27-12-2007 07:39
b3wolf
Co znaczy nawet b3wolf jest bardziej domyślny? Nie róbmy ze mnie idioty. Jakoś tak średnio mi to leży. I małe sprostowanie - nie postanowił się wyszumieć tylko radzi się wyszumieć. To takie ergo :)
27-12-2007 02:38
siekiera
wiesz co myślał, robił i czuł chłopak, który zginął w wypadku a trudno Ci przychodzi zinterpretować to co napisałem do tej pory? ? To nawet b3wolf jest bardziej domyślny ;-)
OK. Ugryzł mnie "smrodek dydaktyczny" (to nie ja, to Wańkowicz ;) ), który unosi się nad tą smutną historią.Nazwałbym to nawet" smrodkiem dydaktyczno-metafizycznym".
Obrazki jak obrazki, nie o estetykę i walory artystyczne biega ale o, nazwijmy to ich "wyraz chronologiczny", z którego można odczytać proste przesłanie: alkohol i dziewczyna na imprezie = sex pozamałżeński = bardzo przykre konsekwencje z utratą zdrowia a teraz okazuje się nawet życia...
Wniosek?: b3, na przykład, postanowił wyszumieć się przed ślubem i innym doradza to samo ;)
To jest wersja najprostsza, bo komiksowa i odrzucająca na bok całą metafizykę, która zamazuje tylko właściwy cel napisania tego utworu.
Inne wersje są bogatsze w zawijasy filozoficzno religijne, ale sprowadzają się do tego samego.
dbrnc
26-12-2007 22:47
Janusz
Właśnie nie wiem, co wyniosłeś. Zadałeś pytanie o ożenku, stwierdziłeś, że kac moralny się zdarza, no i że zbieg wydarzeń jest dziwny. Ale dokładnie nie wiem, czy coś Cię "ugryzło". Nie jestem autorem ilustracji, aczkolwiek podobają mi się.
26-12-2007 22:29
siekiera
Ja wyniosłem z tej historii to, co napisałem poniżej...Zapewne nie o to Ci chodziło.
Nie bardzo wiem co masz na myśli pisząc o przemycaniu jakichś antywartości. Albo się opowiada o życiu jakie jest, albo sie coś sciemnia metafizycznie...
Patrząc na te pięć obrazków powyżej, odnoszę wrażenie.że jednak usilujesz coś przemycić...
Twoja sprawa i czytelników...
Ale... ja też jestem czytelnikiem!:-D
26-12-2007 20:05
Janusz
Wychodzę z założenia, że ludzie swój rozum mają i każdy wyniesie coś innego z tej historii - wątek religijny nie jest jedyny. Nie przemycam antywartości, więc nikt nie powinien się zdemoralizować. Poza tym nie zmuszam nikogo do przemyśleń.
26-12-2007 12:08
siekiera
Wiesz, Janusz, ja nie kwestionuje prawdziwości faktów przedstawionych w tej opowieści. Ja kwestionuję i sprzeciwiam się przedstawianiu finału tej historii jako logicznego ciągu konsekwencji. I nie wmawiaj mi , że autor miał co innego na myśli, bo wpis jednego z czytelników tej "dającej do myślenia" tragedii świadczy dobitnie, że cel jaki postawił sobie autor został osiągnięty...
25-12-2007 21:48
Janusz
Wiesz, siekiera, w tej opowieści jednym z istotnych zmienionych faktów (w stosunku do rzeczywistości) jest... przeżycie wypadku...
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
25-12-2007 18:31
siekiera
Eeeee,
chyba to wszystko jest" przeciągnięte" (gwara lotnicza).
Kac moralniak, wyrzuty z sumienia i wogle dołek, to sie zdarza. Szczególnie wtedy, kiedy wódka była dobra a laska taka sobie...
Ale żeby zaraz gleba i ksiądz to już duuuuża przesada! :-D
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
... jestem motocyklistą - za to mi nie płacą... (he, he...)
Jak będę miał coś ciekawego to zawsze się podzielę!
Pozdrawiam Księdza!
Chyba najlepiej przyjąć w tym wypadku zasadę: maksimum wolności - maksimum odpowiedzialności. Wtedy - wydaje mi się - uda się dojść do jakiejś równowagi.
Rzeczywiście przypowieść o Łazarzu może wydawać się smutna - że ci bracia nigdy się nie nawrócą, nie zmienią swojego postępowania, bo żaden z umarłych nie przyjdzie do nich i ich nie "nawróci". Ale pocieszające jest to, że właśnie Abraham nie wysyła umarlaka. To Bóg Ojciec pośle za to samego Chrystusa, a nie żadnych umarłych (straszaki), a On przychodzi co dzień do każdego człowieka: poprzez różne sytuacje, myśli, nawet i tragedie i niepokoje. I czeka na odpowiedź - w wolności, nie w strachu. Tak myślę.
Nie wiem czy Księdza bohater się nawróci. Grzech rozwala każdego, a może szczególnie wtedy im bardziej chce się poprawić. Ale...
Ale po takim przeżyciu nawet zdrada, jeżeli by się pojawiła, będzie inna. Chodzi mi o to, że odpowiedzialność za ten grzech będzie większa. Komu więcej dano... A jeżeli pojawi się większa odpowiedzialność, to sprawi to niesamowitą możliwość do pójścia za nią i naprawą swojego życia.
To jak z alkoholikami, którzy dopóki nie sięgną dna - to się nie odbiją.
Myślę, że Bóg czasem nas upokarza, wytatla w błocie, żebyśmy tym bardziej zapragnęli być czyści. Wtedy MOŻE bardziej zacznie nam zalażeć na porządnym życiu. Widać to chociażby u ludzi, którzy w swoim grzechu dotknęli piekła.
Oni już wiedzą czym to smakuje. Poczuli się wreszcie za coś ODPOWIEDZIALNI. To jest punkt wyjścia do poprawy.
Tak samo Księdza bohater - jeżeli poczuje się odpowiedzialny za swoje życie...
A swoją drogą, proszę pociągnąć wątek jego relacji z tą żoną, która nie jest jego żoną. Myślę wspaniały motyw na przemyślenia. Bo z jednej strony ma "czystą" drogę - dostał odpuszczenie grzechów. Niejako PRZECIW sobie - ksiądz nie zapytał się go: czy chcesz? Tylko podszedł, namaścił, grzechy odpuszczone. A czy to było wyrazem jego RZECZYWISTEJ woli? Czy nie było to pod wpływem strachu? Podobnie, jakby Abraham wysłał umarlaka, żeby go p[postraszył. A przecież w jego życiu musi przyjść Chrystus, który zapyta: czy chcesz?
Jak potoczy się jego wybór z żoną? Będzie musiał ją opuścić, żeby wybrać wolność. A przecież on ją kocha?
Może 'Natalia' , może jest stanu wolnego, ale nie jest wierna (na razie) okaże się jego przyszłą żoną? Może ją Bóg mu zsyła?
Pytanie: czy przez grzech może w życiu zrodzić się coś dobrego?
Kurczę, skomplikowana historia się zaczyna kroić.
Niech Ksiądz to pociągnie może. Ksiądz ma niezły talent!
Nie chcę teraz moraliwać, ale w zakończeniu przypowieści o bogaczu i Łazarzu Jezus podaje dialog bogacza z Abrahamem. Nie może już zmienić swego losu, za brak miłości do biednych teraz strasznie cierpi. Zaczyna więc prosić Abrahama, by posłał kogoś do jego krewnych i ich przestrzegł, bo tak samo zyją beztrosko. Abraham mówi, że mają Mojżesza i proroków, niech ich słuchają. "Nie ojcze Abrahamie, ale gdy kto z umarłych do nich poszedł, to się nawrócą..." Abraham odpowiada: "Skoro Mojżesza i proroków nie słuchają, to nawet gdyby kto z umarłych do niech poszedł, nie usłuchają". To tyle, żeby nie popaść w kaznodziejstwo...
Faktycznie, męską rozmowę to się odbywa gdzieś indziej. Ale czasami tak sobie myślę, że niektórzy są tacy jacy są i tkwią w bajorze ("gnoju" nie będę już używał, bo to za ostro. SIEKIERA, sorry, że Cię tak nazwałem) właśnie dlatego, że nie potrząsł nimi ani ojciec, ani matka, ani ktoś z rodziny czy przyjaciół... Tylko wszyscy w imię "szacunku" patrzą jak gość tonie.
A z drugiej strony patrząc, to widzę, że skoro śmierć kogoś bliskiego nimi nie potrząsł to chyba wrzeszczenie i k**wy niewiele dadzą...
Dziękuję, trochę mnie to uspokoiło, ale ...
Odnośnie stawiania wymagań. Widzisz, ja tu nie występuję w roli nauczyciela, ani anonimowo. Muszę szanować opinię innych i ich wybory moralne, co nie znaczy, że się z nimi zgadzam. Radykalnej postawy mogę się domagać w konfesjonale, w kościele. Tutaj pozostaje mi zawsze propozycja i liczenie na to, ze ktoś jednak coś sobie przemyśli. Jako duchowny nie mogę również prezentowac stanowiska obrażającego czytelników. To nie portal religijny. Nie wyobrażam sobie, bym prezentował tutaj stanowisko - zgadza się ktoś ze mną, to dobrze, a jak nie, to niech tkwi w gnoju. Nie to miejsce na taką postawę. Co nie znaczy, że cały czas tak podchodzę do sprawy. Pozdrawiam.
Jedną w wielu myśli jakie przychodził mi podczas różnych spotkań, rozmów i opowieści to, że pomimo, że motocykliści doświadczają ogromnej bliskości żywiołu życia i bezwzględności śmierci - to jednak nie zmieniają swojego postępowania.
Mogą godzinami opowiadać ile mieli "farta", jak wyszli cało z wielu wypadków, jak wylizali się ze szpitala, jak zwiali spod kółek wózka inwalidzkiego, ale nie przekłada się to na życie. Dalej jest krętactwo - jeżeli było przed. Zycie na kartę rowerową z dziewczyną, imprezki... Prywatny gnojownuk bez zmian!
Nawet na pogrzebach swoich kolegów odstawiają swoistego rodzaju smutne miny, ale mało który coś zmieni w swoim życiu.
Potrafią godzinami opowiadać o koledze: jaki fajny, jak szkoda, że zginął... ale sami nie wyciągają wniosków z jego życia - że niekiedy mogło zakończyć się bezsensem. Żył bez sensu i umarł bez sensu... Zero refleksji!
DO KOMENTARZY...
Patrzcie, nawet tu, na forum Siekiera jest przykładem tego, że bezsens jednak wygrywa z sensem, burdel z porządkiem, jakims poczuciem własnej godności, krętactwo powala resztki poczucia jakiejś przyzwoitości.
To jest właśnie to! Jak na dłoni!
Niczym zblazowany dzieciak - to mu się nie podoba..., tam za dużo dydaktyki...
A sam kim jesteś?
Znalazł się!
Ten obrazek "ubogaca" Janusz (chyba ksiądz) - pełzający tak, żeby gnoja nie urazić!
A spie*** gościu do burdelu jak ci tam dobrze! - powinieneś powiedzieć.
Wracaj do dupci! A wypowiadać się na temat moralności, Boga to dopiero jak wyleziesz z tego bajora i się umyjesz!
Ja tego nie rozumiem...
Przecież Pan Jezus nie nawrócił całej Jerozolimy i okolic. Nie mógł pochwalić się pełnymi "kościołami".
Ale nigdy, NIGDY nie tarzał się przed faryzeuszami, przed grzesznikami!
Zawsze było JEśLI CHCESZ....
To grzesznicy przylatywali do niego - i nie wszysycy!!!! Reszta siedziała w gnojowisku.
Bo Bóg szanował SIEBIE i WOLNĄ WOLĘ CZŁOWIEKA!
A nie: "nie w każdej kwestii musimy się zgadzać", "Mi nie tyle chodziło o ..."... Gdzie Pan Jezus takich sformułowań używał?
A czy raczej nie zapytał ze swobodą, z wewnętrzną wolnością: "Czy i wy chcecie odejść?"
Chrystus się nie płaszczył, bo sam mówił, że pereł przed świnie się nie rzuca!
Wiem, że mi Janusz powiesz o zagubionej owieczce... Znam to.
Więc zapytam: od kiedy to zagubiona owieczka mówi pasterzowi jak trzeba iść?
Pasterz powinien powiedzieć: Zamknij się mała! Siedź cicho jak chcesz żebyśmy wrócili do reszty....
Co do wyszumienia, sądziłem, że rada poparta jest doświadczeniem osobistym... ;)
Na temat wartości, antywartości,"przebiegów", małżeństwa i metafizyki mam własne zdanie, i nie sądzę, żebym w NIEKTÓRYCH z tych dziedzin miał jakieś rażące luki poznawcze...
pozdr
OK. Ugryzł mnie "smrodek dydaktyczny" (to nie ja, to Wańkowicz ;) ), który unosi się nad tą smutną historią.Nazwałbym to nawet" smrodkiem dydaktyczno-metafizycznym".
Obrazki jak obrazki, nie o estetykę i walory artystyczne biega ale o, nazwijmy to ich "wyraz chronologiczny", z którego można odczytać proste przesłanie: alkohol i dziewczyna na imprezie = sex pozamałżeński = bardzo przykre konsekwencje z utratą zdrowia a teraz okazuje się nawet życia...
Wniosek?: b3, na przykład, postanowił wyszumieć się przed ślubem i innym doradza to samo ;)
To jest wersja najprostsza, bo komiksowa i odrzucająca na bok całą metafizykę, która zamazuje tylko właściwy cel napisania tego utworu.
Inne wersje są bogatsze w zawijasy filozoficzno religijne, ale sprowadzają się do tego samego.
dbrnc
Nie bardzo wiem co masz na myśli pisząc o przemycaniu jakichś antywartości. Albo się opowiada o życiu jakie jest, albo sie coś sciemnia metafizycznie...
Patrząc na te pięć obrazków powyżej, odnoszę wrażenie.że jednak usilujesz coś przemycić...
Twoja sprawa i czytelników...
Ale... ja też jestem czytelnikiem!:-D
chyba to wszystko jest" przeciągnięte" (gwara lotnicza).
Kac moralniak, wyrzuty z sumienia i wogle dołek, to sie zdarza. Szczególnie wtedy, kiedy wódka była dobra a laska taka sobie...
Ale żeby zaraz gleba i ksiądz to już duuuuża przesada! :-D
Mam się ożenić?! ;-)