Nie myśl sobie, drogi Czytelniku, że nie mam już o czym pisać, więc zapodaję Ci jakieś historyjki. Uznałem, że nie będę wplatać pewnych zdarzeń w felietony i jeden raz opiszę to, co sobie przypomnę śmiesznego. Niektórzy odetchną po ostatnich kontrowersyjnych, gangsta-dresiarskich wydarzeniach.
Stereotypy o motocyklistach - zasłyszane
Pracując w Prudniku budowaliśmy kościół. Nie ma żadnych dotacji od państwa, zatem mogliśmy liczyć jedynie na tzw. ofiarność wiernych. Trzeba się sporo najeździć, by nazbierać te kilkaset tysięcy złotych. Raz w roku gościliśmy w jednej z 60 parafii wyznaczonych przez Biskupa, by głosić tam kazania i "zbierać na budowę". Także średnio 3 razy w miesiącu niedzielę miałem w rozjazdach, goszcząc w różnych miejscowościach Opolszczyzny. Ciekawe doświadczenie, aczkolwiek czasem mną nosiło, bo czułem się niczym żebrak. Razu pewnego zawitałem do "richtig śląskiej parafii". A proboszcz ubzdurał sobie, że mam z koszykiem iść po kościele i zbierać (przeważnie robili to kościelni). Zatem idę, powtarzając co chwilę "Bóg zapłać". Skrępowany byłem jakoś i niezbyt zadowolony z takiej funkcji. Gdzieś pod chórem stali mężczyźni. Do nich też podszedłem. Jeden z nich trzymał w palcach monetę. Uniósł ją z namaszczeniem i powoli skierował dłoń w stronę koszyka...
- Bóg zapłać - powiedziałem przez zęby, a złość mną targała taka, że najchętniej wyjąłbym jakiś banknot i wepchał mu w usta. Wrzucał mi bowiem ostentacyjnie 5 gr.! Nie kwota mnie tak rozdrażniła, ale sposób jej złożenia...
Na tej parafii podczas obiadu proboszczowi zebrało się na wspomnienia. Wiedział już, że ja to "ten od motocykli". Zaczął zatem opowiadać o swoim koledze, też księdzu, który w latach 60-tych jeździł na motocyklu. A że kościołów miał kilka, to maszyna służyła mu do przemieszczania się. Zaczynał pracę w nowej parafii. Swoim zwyczajem udał się rano na motocyklu do kościoła w sąsiedniej wiosce. Koniec października, zimno, wręcz przymrozek był. Po mszy wsiadł na motocykl koło zakrystii i ruszył na parafię. Ludzie już byli w drodze do domu. Nagle na przejeździe kolejowym wpadł w poślizg i zaliczył glebę. A szły tamtędy jakieś "ołmy" z kościoła. Oczywiście nie poznały go, bo dotąd nie rozniosło się, że kapelonek na mopiku jeździ. Na głowie miał orzeszka, gogle, szalik...
- A widzis, giździe pieronowy? Jakbyś rano był w kościele, to nic by ci się nie stało! - powiedziała jedna z nich do leżącego cyklisty, wyraźnie zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Ołmiczko, dyć to jo, wasz kapelonek! - powiedział ksiądz, dźwigając motocykl...
Żarło, żarło i zdechło
Tak mawiał mój ojciec, gdy sprawdzał kupon po losowaniu totka. Ja zacząłem sobie powtarzać te słowa w innych sytuacjach. Otóż ile razy na jakimś zlocie, czy mniejszej imprezie fajnie mi się gadało już z jakąś niewiastą, to podchodził któryś z kumpli i przerywał:
- Szczęść Boże, proszę księdza!
Albo:
- A powiedział Ci, kim jest?
Ewentualnie:
- Co? Spowiedź?
Motocykliści dbają o mój celibat? Chyba nie, raczej zachowują się, jak pies ogrodnika, co sam nie zje i innym nie pozwoli... Żarło, żarło i zdechło.
Samobójca z drutem
Na plebanii mamy gospodynię dochodzącą, ale w tym znaczeniu proszę rozumieć ten przymiotnik, że dochodzi do pracy i nie mieszka z nami. Starsza już kobieta, po 70-tce. A co najważniejsze z poczuciem humoru. Często jej powtarzam:
- Jochemowa, eście są takoł fajnoł gdówka, że ech!
Kiedyś Jochemowa pyta mnie na osobności:
- Księżoszku, padają, co Wy z takim drutem na szyi jeździcie, że jak się przewrócicie, to mocie zarozki zemrzeć...
- A kto tak mówi, pani Jochemowa?
- Sąsiadki. One jakiś program w telewizji taki oglądały, że to niby wszyscy motorzyści tak mają...
Hierarchia wartości
"Gdzie twój skarb, tam i serce twoje" powiada Pismo. I sprawdza się to. Serce owinięte w blachę jakiejś puszki na 4 kołach zadrży z powodu byle ryski. Ale skarby przecież mogą być różne w życiu. Najczęściej jest to własne "ja". Mój kumpel jednak swój skarb upatrzył w chromie. Nie daj Boże, by jakaś ryska się pojawiła - chory natychmiast. Maleńki odprysk na lakierze jest sygnałem dla okolicznych lakierników, że oto Pan X ogłasza turniej - pół królestwa dla tego, kto bez śladu pokona ubytek na powłoce. Ale z chromem przecież nie tak łatwo. Stąd błyskotki czasem brał do pracy i pod biurkiem polerował. Większe elementy po pracy w garażu. Czasem widziałem, jak się zapomina podczas rozmowy i czyszczenia jednocześnie. Aż ciarki miałem na plecach, gdy trzeci raz szorował szmatką z nałożoną pastą "Tempo" w tym samym miejscu. Lecz do sedna sprawy...