załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

Za tych, co na Błękitnym Szlaku...

Janusz "Prałat" Ogórek
09-06-2009, 20:58
OCEŃ ARTYKUŁ Za tych, co na Błękitnym Szlaku... kliknij i przesuń wskaźnik

Nadjeżdżali od strony lasu. Światła reflektorów kładły się po łuku zakrętu, oświetlając noc i ścianę drzew. Na tym winklu rok temu zabił się jego kumpel – wjechał na nawiezione z pola błoto. Jesienią o drzewa roztrzaskał się gość z drugiego końca Polski, bo nie wiedział, że zakręt się zacieśnia. Nadjeżdżali kolejno. Choć było daleko i ciemno, poznawał ich po maszynach i strojach, wyławianych z mroku przez snopy świateł jadących za nimi.

 

Anka na pstrokato wymalowanej Shadowce z wielkimi gmolami. Zaczepiła nimi przy wyprzedzaniu i wpakowała się prosto pod nadjeżdżający samochód. Paweł na niebieskiej jak samo niebo Kawie. Przy małej prędkości wyrzuciło go w mieście na koleinach,  ale z przeciwka jechał dostawczy. Darek na płomiennej Ninjy. Podczas gonitwy na nieotwartej jeszcze autostradzie złapało go shimmy. Artek na tradycyjnym chopperze z daleko wysuniętymi lagami. Nie wiadomo jak zginął – znaleźli go martwego w rowie, a chopper, praktycznie nieuszkodzony, leżał obok. Byli też i inni. Nie znał wszystkich, a niektórych tylko z widzenia, regularnie mijanych na drodze do pracy, ze wspólnych ustawek, czasem ze zlotów, z knajpy. Teraz nadjeżdżali od strony lasu w upiornej ciszy, przesłonięci przez noc i dym z ogniska. Widmowi jeźdźcy kolejno wchodzili w zakręt i znikali w ciemności lasu.
„To niemożliwe, przecież oni nie żyją” – pomyślał. Może i niemożliwe, a jednak widział ich tak jak swój własny motocykl, stojący obok na polnej drodze. „Nie trzeba było tyle pić”. Wyglądali tak realnie, tak prawdziwie. Cali, nie tak jak niektórzy, ci widziani już po – roztrzaskani, zmasakrowani, nie do poznania. „Jakby wracali po jeszcze jedną szansę. Albo na jeszcze jedną przejażdżkę”. Przesuwali się niemo w oddali. Cisza w miejsce dudnienia silników była bardziej przerażająca niż to, że ich widział. Wreszcie ostatni jeździec bezgłośnie przejechał zakręt i zniknął.

Dopiero teraz uświadomił sobie, że stoi. Wstał od ogniska, nie wiedząc o tym. W ręku ściskał niedopite piwo. Rzucił butelkę i usiadł ciężko. „Co się k… ze mną dzieje”. Płomyki ogniska grały w światło i cienie z krzakiem akacji i sosnami. I z jego Intruderem, który z przechylonym okiem reflektora wydawał się spać. Zakręt, który dopiero co był sceną teatru cieni, teraz był niewidoczny. Rozścielał się gdzieś tam przed nim, w dole, razem z lasem i drogą w dzień widoczną jak na obrazku. Lubił to miejsce. Można było odciąć się od wszystkiego, siedzieć, patrzeć na świat i dumać. Piaszczystą drogą wyjeżdżoną przez traktory można było doturlać się do wierzchołka tego małego pagórka. Z zagajnika można było przytargać trochę chrustu. Ktoś kiedyś ułożył tutaj krąg z polnych kamieni i palił nocami ogniska. Po zimie miejsce zawsze wydawało się opuszczone, ale gdy nadchodziły cieplejsze dni, ten sam ktoś wracał. Nigdy go nie spotkał. Ale uznał, że grzecznościowo będzie czasem korzystał z tego miejsca. Tak jak dzisiaj.


Kilka dni temu dziewczyna znajomego spadła z wiaduktu. Wczoraj dowiedział się, że przegrała walkę. Te same pytania: dlaczego? Jak to? Gdzie w tym wszystkim jest sens? 23 lata. Całe życie przed sobą i nagle trach, koniec, finito, ende. I później jeszcze myśl „może lepiej przestać jeździć”. Ale życie bez jazdy nie było w pełni życiem. Czym w ogóle było życie, jeśli nie grą w igrzyskach bogów? Przyjechał więc tutaj, by posiedzieć w spokoju i podumać. Pogrzać się przy ogniu i pomyśleć. Sam nie wiedział, kiedy zaczął wspominać tych, którzy odeszli. Piwa szły szybko. Czasem po prostu musiał się napić. A później nadjechała ta kawalkada cieni. Wzdrygnął się. „Co?!”. Znów ktoś nadjeżdżał. Ale tym razem pojedynczej smudze światła towarzyszył głęboki warkot silnika. „Jeszcze jeden wariat – po nocy jeździć lasami, a tu tyle zwierzyny. Wystarczy, że lis wyskoczy”. Nie poznawał maszyny, zresztą widział głównie światło reflektora. Jeździec był prawie niewidoczny, ubrany cały na czarno odcinał się od nocy głębszą plamą ciemności. Zwalniał. Redukcji biegów towarzyszyło strzelanie z wydechu. „Gdzie on… No nie…”. Jeździec zniknął z pola widzenia; zjechał z drogi i skręcił w polną dróżkę prowadzącą na wzgórze. „Pewnie zobaczył ognisko i chce trochę odpocząć, może jedzie z daleka, ciekawe…”. Nadjeżdżał powoli, światło tańczyło – motocykl nieźle nosiło po piasku, kępach trawy i nierównościach. I już był. Zatrzymał się tuż obok Intrudera, jeździec – teraz oświetalny poświatą od ognia – patrzył w jego stronę. Jednocześnie kiwnęli do siebie głowami. Mała przegazówka, jak pomruk lwa przed zasłużoną drzemką, i zgasił silnik. Zsiadł, ściągnął kask i rękawice. Podszedł.

 
 
Komentarze użytkowników
(18)
05-05-2011 16:24
~piter
Życie to pewien etap – Piotr znów niespodziewanie wznowił rozmowę. – Pewna droga, a nie cel sam w sobie. Ważne jest to jak się żyje, kim się jest, niekoniecznie ważne jest, by żyć jak najdłużej. Pamiętaj tylko o tym, by przedwcześnie nie zakończyć wędrówki tą drogą.

no igdzie tu sens i logika, autor chyba sobie popłynął
03-09-2009 22:29
~noggero
Ten Piotr to jakiś szaleniec i wariat. Jak on mógł nie wypolerować swojej Valkyriy?
22-07-2009 17:03
slam4
Hej RobB.! (moze nie odbieram na tej samej fali jednak:)

Pierwsza rzecz - nie chodzi mi o treść - o to co jej w niej zawarte - tylko o sposób w jaki jest to przedstawione. Mianowicie zdenerwowało mnie to, że motocyklista został tutaj przedstawiony jako typ, który gdzies po nocy złopie piwsko, a potem bezmyślnie siada na motocykl.
Tak sie składa, że mam rodzinę i myślę, iz przedstawianie problemu w taki sposób może wywołać u młodych osób nieodpowiednie reakcje; mi to juz nie zaszkodzi - jestem za stary i moja wyobraźnia chyba jest na tyle rozwinięta,że w moim mózgu nie pojawi sie chęć siedzenia przy ognisku, grilu etc. picia piwka a potem siadania za sterami czegokolwiek. Tak więc jeszcze raz podkreślam - w mojej subiektywnej ocenie autor (a czytam te artykuły z zamiłowaniem) źle dobrał (a może tak chciał) środki, które miały służyc przekazaniu sensu. Takie są moje odczucia. ( w teksie jest tak: popijamy piwko, rozmawiamy o śmierci a na koniec... siadamy na motocykl - czyli równie dobrze moznaby porozmwiac o dupie marynie - bo po co byla ta cala rozmowa ? zeby dowiesc swej nieodpowiedzialnosci ??? )

Gdy ja gdzieś jadę - także wiem, że ktoś się martwi i czasami powinienem faktycznie jechac wolniej albo inaczej zachowac sie na drodze... rozumiem ze martwisz sie o swoje dziecko i wiem, że motocyklista tez człowiek - bo sam nim jestem

pozdrawiam

PS mam nadzieje ze wyjasnilem po krotce o co mi chodzilo
PS 2 sorry za tylukrotne uzycie słowa "że" - polonistą nie jestem, a ostatnia która mnie uczyła była kiepska
17-07-2009 13:14
~RobB.
slam4 po prostu nie odbierasz na tej samej fali, przestrój się i przeczytaj jeszcze raz jak nie pomoże to powtórz za 3-4 lata jak założysz rodzinę, będziesz miał dziecko/ci to sam dojdziesz do podobnych refleksji, zwłaszcza jak z Twojego grona ubędzie ktoś na skutek wypadku spowodowanego głupim zbiegiem okoliczności lub durnotą jakiegoś "bliźniego".
Ja gdy Córa wsiada na swoją CBF-kę i jedzie sama w trasę, zawsze jej powtarzam "tylko ostrożnie !" na razie pomaga, a może modlitwy o powodzenie i cały powrót?!
JEŹDZIĆ NALEŻY używając mózgu, wyobraźni i pamiętając o wszystkich którzy odeszli i okolicznościach ww.
Kiedyś w ten czy inny sposób i tak odejdziemy, ważne jednak jak żyliśmy i ilu ludzi udało się nam uszczęśliwić, dlatego lubię to środowisko dwukołowców bo większość jest przepełniona pozytywną energią i za pancerzem ze skóry, tatuażami i zarostem kryją się wrażliwi, porządni ludzie - NIEPRAWDA ?! NO TO KTO NAPISAŁ artykuł, który komentujemy :) ?!

Pozdrawiam Was
RobB. :)
16-07-2009 14:21
slam4
sorry ale dla mnie lipa

po pierwsze: bardzo pouczajacy artykul - tak dalej pijcie i jezdzijcie - tylko po co sie zastanawiac nad smiercia? lepiej przeciez walnac jeszcze jednego browara i miec w d..pie wszystko

po drugie: jak ktos nie dojrzał to niech nie siada na motocykl - tym bardziej jesli nie wie po co jezdzi
23-06-2009 22:36
Szereny
Brzmi jak... opowiadanie do Neuroshimy. Dobre opowiadanie, żeby uściślić.
Znajome? Owszem, bo chyba każdy, kto jeździ, stracił kogoś znajomego, bliskiego. Pewnie każdy, albo spora większość tych, którzy czytają ten artykuł, było świadkami mniej, czy bardziej groźnych wypadków. Odwiedzało kumpli w szpitalach... i nie tylko.
Takich przemyśleń, jak w opowiadaniu, niektórzy nie chcą dopuścić do głosu. One jednak są i tak, czy siak, kiedyś dochodzą do głosu. Jazda jest niebezpieczna, nie da się ukryć, ale nawet to nie powstrzymuje przed ruszeniem w trasę. Nie ma takiej opcji, żeby nie pojechać, jeśli jest okazja... Może, kiedyś. Niemniej jednak, podziwiam odwagę tych, którzy zostawiają w domach rodziny - żony, mężów, dzieci - mając świadomość, że mogą do nich nie wrócić. Świadomość, że można stracić coś bardzo ważnego... Ważniejszego niż własne życie... Może mnie kiedyś powstrzyma przed ruszeniem na szlak. Może... Kiedyś... Na razie jeżdżę i nie chcę przestawać.
15-06-2009 15:30
pszym
Ja to w ogóle nie rozumiem po co zatruwać się takimi myślami? Jak powiedział taki jeden " Jesteś tym o czym myślisz ". Po co ta cała otoczka i gdybanie czy warto jeździć, czy sobie darować...
Bardzo dobrze napisał johnnysixcannons, ja tak samo mam dziecko i rodzinę a motocykl to chyba myłem z miesiąc temu bo czasu w ogóle nie mam...
Jak się będziesz zastanawiał za każdym razem, czy ktoś Cie nie rozjedzie to zapewniam że jesteś na najlepszej drodze do wypadku - przyciągasz to.
Dlatego jak chcesz to jeździj, jak się boisz to nie jeździj i po sprawie. Jak wsiadasz na motocykl to bądź nastawiony pozytywnie, nie szalej, bądź trzeźwy - zrób wszystko co możesz żeby ograniczyć ryzyko. Na resztę już nie masz wpływu...
Oczywiście temat nie dotyczy piratów drogowych jeżdżących po mieście 200 km/h w trampkach. Oni są niejako skazani na niepowodzenie w tej rozgrywce z ponurym kosiarzem...
15-06-2009 14:25
~MK
Nie rozumiem Was Postmani, w szczególności johnnysixcannons-ie, o Gepardzie nie wspominając. I chyba nie zrozumiem, mimo szczerych chęci.....
Pozdrawiam wszystkich :-)
14-06-2009 13:12
~nick
"Kilka dni temu dziewczyna znajomego spadła z wiaduktu." - chodzi o czarną rok temu?
10-06-2009 23:14
johnnysixcannons
Ja się codziennie boję wsiąść na motocykl.Mogę jechać samochodem,ale nie chcę.Mam dwójkę dzieci,więc nie żyję ... jak to określić?Całą piersią "motocyklizmem"-bardzo śmieszy mie to słowo.łańcuch idę nasmarować w nocy,nie mam czasu umyć maszyny.Żyję tak na prawdę w oczekiwaniu na czas ,kiedy będę mógł pojeździć dla samego siebie.Nie czuję się samolubem.Chciałbym oddać co B B-u , co C C-owi.Ale przecież się nie rozerwę.Włąściwie to odkąd zaczołem jeździć , to czuję się,ze jestem jakby taki trochę out sider.Chyba nikt mnie tak do końca nie rozumie.Wydaje mi się,że tą całą moją jazdę na motocyklu porównał bym z chorobą psychiczna,albo z nowa religią.I naprawdę nie chcę w nic przydzwonić,bo mam dla kogo żyć.
10-06-2009 14:42
~Pietrucha
Moim skromnym zdaniem swietne opowiadanie, ktore super sie czyta. Szacunek dla autora. Odwieczny dylemat – jezdzic, czy dac sobie spokoj? Z jednej strony jazda na moto powinna byc maksymalna przyjemnoscia, oderwaniem sie od szarej rzeczywistosci, z drugiej strony ktos moze powiedziec, ze jest to niepotrzebne igranie ze smiercia (tak zwykle mowia ci, ktorzy nie maja pojecia w czym rzecz). Zdaje sobie sprawe z ryzyka jakie mi grozi siadajac na moto, ale wiem ze rownie dobrze moge np. zadlawic sie precelkiem, poslizgnac sie na mokrej posadzce wychodzac spod prysznica i lub stojac na przystanku autobusowym zostac zmasakrowanym przez pojazd nad ktorym ktos stracil panowanie. Tak wiec nadal zamierzam jezdzic, chociaz moze za pare lat przyjdzie moment zwatpienia po przeczytaniu o kolejnym riderze, ktory zginal nie ze swojej winy. Dodam jeszcze, ze skoro mowa o blekitnym szlaku, to czasami mam wrazenie jakby jechal z diablem na lewym ramieniu i z aniolem na prawym. Ten pierwszy co chwile mnie podpuszcza – “Pietrucha, odkrec chlopie, poczuj przyspieszenie, przeciez jest prosta droga, no dawaj!!!!”, podczas gdy ten drugi mowi mi: “Pietrucha, przestan sie wydurniac i zwolnij! Nie wiesz co jest za zakretem, pamietaj o bliskich!” Przyznaje, ze strasznie irytujace sa takie slowa zdrowego rozsadku, ale nauczylem sie ich sluchac i byc moze dlatego nic zlego mi sie nie przydazylo (odpukac!!!), chociaz jak wiemy pewne rzeczy sa poza naszym wplywem i zawsze moze w nas ktos przywalic.

Pozdrawiam

Pietrucha

Ps. Z tymi glosami diabla i aniola to pragne dodac, ze konsultowalem sie z moim lekarzem i zapewnil mnie ze to nie sa poczatki schizofreni. ;-)
10-06-2009 13:49
pszym
Jestem rozczarowany... Myślałem, że Piotr to ponury kosiarz który przyszedł po "Intruza" a to był taki zwykły Gulczas... Eee, nie kupuję.
10-06-2009 08:37
Janusz
Ave! Dzięki - w imieniu autora - za opinie:) Historia tekstu sięga ubiegłego roku, kiedy otrzymałem go na maile z prośbą o publikację, bądź z możliwością wykorzystania. Autor ma na imię Tomek, reszta pozostanie do moich wiadomości. Chyba, że sam zechce się ujawnić. Pozdrawiam.
10-06-2009 07:50
Gepard
a jak nie pod TIRAMI to niezłym szlifem wpakujemy się pod tramwaj,a tam zrobią się z nas kotlety mielone :P Mniam mniam :)
A kotlety mielone są bardzo dobre i smaczne :)

Jest też opcja,że dostaniemy rozwolnienia i spędzimy ostatnie chwile na sedesie,to całkiem niezłe biorąc pod uwagę,że jest tam papier toaletowy,na którym możemy zapisać naszą ostatnią wolę :)
10-06-2009 07:43
evil
wszyscy zginiemy pod TIR'ami :D

Ave Satan!
09-06-2009 23:58
~b11l
gdzieś już słyszałem takie zakończenie - na koniec taki kiczowy smaczek... Tak poza tym to są w sumie zebrane w całość rozważania wieczorne, dobrze się tekst czyta (no po prostu Panie Prałat ni ma odchyłów od normy, jak EURO 3 w nowych sprzętach non stop wysoki poziom jest utrzymany). Jakoś tak w wieelkim skrócie ujęte to o czym się myśli patrząc w ciemny sufit.
09-06-2009 22:56
~Mati
Świetne, świetne, po prostu świetne.
09-06-2009 22:55
sylwia
Nadrobiłam duże zaegłości...Oczywiscie - na przemian, dużo śmiechu, odrobinę smutku...i masa refleksji...
przesyłam moc serdecznego uśmiechu :o)

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms