załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

Wolność mamy w sobie

ks. Janusz
03-07-2007, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Wolność mamy w sobie kliknij i przesuń wskaźnik
19 sierpnia 2004 roku zmieniłem - jak to nazywam - "noclegownię". W Prudniku nie było żadnych pożegnań z motocyklistami.

- Przecież nie wyjeżdżasz na drugi koniec świata, to po co się będziemy żegnać, Januszku? - stwierdził Edek - Będziesz wpadał.
- Na razie motocykl zostawię u Ciebie, a jak się rozpakuję, to jakoś mi go dostarczysz, co?
- Nie ma sprawy. Coś się wymyśli. A masz tam garaż?
- Taa, spokojnie, zmieszczę się. Zresztą o garaż pytałem już na początku.
- A co, nie wszędzie są?
- No niestety nie. Ale powiedziałem, że to moje narzędzie pracy i garaż muszę mieć.
Opuszczałem miasto w poczuciu, że zostawiłem po sobie rozkręcony klimat motocyklowy. Nie uważałem się za prekursora, ale kogoś, kto "dołożył mocno do pieca", kto pozostawił ślad. Oczywiście późniejsze dokonania chłopaków były znacznie poważniejsze, ale o tym innym razem.

Rozpakowanie trwało krótko. Po kilku dniach już miałem zaproszenie do "Troopersów" - urządzili przywitanie w swoim "House-Clubie". Proforma poinformowałem nowego szefa, że w sobotę po wieczornych obowiązkach mnie nie ma.
- A jak to? U nas są inne zwyczaje. Sobotni wieczór spędzamy na miejscu, żeby przygotować się do niedzieli.
- To mogę jechać czy nie? - zapytałem posłusznie, ale w środku aż mnie ściskało. Mam prawie trzydziechę na karku, a coś czuję, że będę traktowany niczym dzieciak.
- Proszę jechać, skoro się ksiądz już umówił, ale na przyszłość proszę tego nie robić.
Wieczorem założyłem kamizelkę i pojechałem do chłopaków. Imprezę rozkręcili świetną, Zresztą co drugą sobotę spotykają się w klubie. Ja już wiedziałem, że będą przeboje z moimi wyjazdami. Byłem jak dzikie zwierzę schwytane i wrzucone do klatki. Gdybym nie posmakował wcześniej wolności, może byłoby mi łatwiej. Ale w obecnej sytuacji czułem, że tęsknota za otwartą przestrzenią rozrywa mnie od środka. Tu nie chodzi o olewanie swoich obowiązków, lecz o coś zupełnie innego. Nie tak dawno słuchałem ciekawego wykładu o koniach. Profesor, pasjonat hodowli koni, opowiadał:
- Są konie, które z "radością" reagują na kolejne jazdy. Inne okazują "zrezygnowanie". Od czego to zależy? Jednym z czynników jest to, czy koń ma "świadomość" końca treningu czy jazdy. Dla niego jest to uciążliwe. Ale jeśli "wie", że zawsze po ograniczeniu jego swobody nastąpi "wolność", jeśli widzi, że wzniesienie, pod które się wspina z jeźdźcem ma koniec, wtedy się nie poddaje. Konie mają pęd ku swobodzie. Oddałem to trochę swoimi słowami, ale sens zachowałem. Na nowej parafii mimo wszystko czułem się, jak koń, któremu odebrano prawo do swobody. Zacząłem tracić blask w oczach, spontaniczność, dawną szaleńczość... na szczęście do czasu. Spotkania u "Troopersów" są tak ciekawe, że nie można się im oprzeć.

Rodzinne grono. Klub z barem, daleko od centrum. "Born to be Free" zaczął we mnie zwyciężać i podsuwać ciekawe rozwiązania.
- Że mieszkasz na piętrze, to jeszcze nie znaczy, że twierdzy nie da się opuścić! - podpowiadał "Renegat".
- Ale jak wyjechać bezszelestnie z garażu?
- A po co? Co? Chłopaki nie podjadą po ciebie? Nawet jakbyś miał rzucić im na wachę.
Tak się też właśnie dzieje. Jeśli w sobotę nie mogę wyjechać, to wykonuje telefon. Przemykam się po holu. Za chwilę podjeżdża ktoś z "TOH-u" samochodem, a ja "spadam na samowolkę". Co? Śmieszne, nie? Może miałeś/miałaś inne wyobrażenia o luksusowym życiu księdza. He he, nie wszystko jest takim miodem. O pozostałych stereotypach na temat mojej branży nie będę się rozpisywał - wyjdą w trakcie. Wspomnę może jedno z pierwszych wydarzeń na nowej placówce.

"Gorszyciel"
Edek przyprowadził mi "sprzęta" pod koniec sierpnia. Przyjechał z żoną - odżyłem trochę, bo z Agatą zawsze się dogadujemy. Motocykl zmieścił się bez problemu w garażu, choć zawsze mam trochę manewrowania. Ale to nieistotne. Ważniejsze jest to, że naprzeciwko plebanii znajduje się szpital. Wyobraź sobie chorych w oknie, gdy odpalam motocykl na placu. Z respiratorami nawet podchodzą do szyb. A te pielęgniarki... Razu pewnego przychodzi kumpel z obchodu po szpitalu i zagaduje:
- Ale się nasłuchałem "przez ciebie" w szpitalu. Taki jeden pacjent - podał jego imię, nazwisko i salę - zjechał mnie jak psa za twój motocykl.
- A co, że za głośno?
- Nie. Pyszczył, że to skandal, aby ksiądz jeździł na takim motocyklu! Na harleyu za 100 tysięcy. "On do biskupa z tym pojedzie, bo ten młody ludzi od kościoła odpycha." To tylko w skrócie, ale bluzgał na ciebie konkretnie.
- Nie jeżdżę na harleyu za 100 tysięcy, ale pogadam sobie z nim. Dzięki.
Zapuściłem sondy środowiskowe i dosyć szybko dowiedziałem się, że pan "X" ma 63 lata, był komunistą, ale takim, których nie szanuję - po '89 szybko odnalazł się po "prawej stronie", zero kontaktu z Kościołem. Pierwszą żonę pochował, bo strasznie ją tłukł, a druga od niego odeszła - również z powodu "damskiego boksu". Kiedy nadszedł więc mój dzień obchodu poszedłem prędzej, by mieć czas na "rozmowę".

 
Strony:
1 2 3
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms