załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

W drodze do Grecji - Na lekkim haju w Delfach

ks. Janusz
22-10-2007, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ W drodze do Grecji - Na lekkim haju w Delfach kliknij i przesuń wskaźnik
Przydałoby się jutro gdzieś ruszyć. Już kilka dni siedzimy na miejscu. Trzeba przewietrzyć maszyny - Remek, po kolejnym łyku Coca-Coli z rumem przywiezionym w sakwie, zaczął planowanie wypadu...

- Co tu jeszcze warto zwiedzić?
- Miejsc jest tyle, że na przyszły rok jeszcze wystarczy. Ale może polecimy na Delfy?
- Pępek Grecji? Daleko to stąd?
- Nie wiem dokładnie. Masz tu mapę i zajrzyj.
- Spoko, ale w której części Grecji szukać Delf? Z geografii nie byłem najlepszy?
- Na południe od nas, w stronę Aten. Przy Zatoce Korynckiej powinny być - podpowiedział mi Arek zawsze przygotowany w kwestiach lokalizacji.
- Mam. E75 na Lamię, Ateny. Stąd to może jakieś dwie stówy z hakiem.
- W sam raz na wycieczkę. To co, jutro Delfy!
- Księciuniu... mi się bardzo dobrze z wami jeździ, ale... - Iza chciała coś powiedzieć, lecz nie wiedziała trochę w jaki sposób - ale Sandra ostatnio wspominała nieśmiało, że też miałaby ochotę się przejechać. Z bólem serca, ale odstąpię jej "moje miejsce". Zabrałbyś ją?
- No jasne. Tylko Sandra to gwiazda! Jak jechała ostatnio kawałek podczas wypadu ze skuterami, to się wierciła nieziemsko he he. Co chwilę pozdrawiała przechodniów swoim "hello!" i raz na lewo, raz na prawo - zacząłem wspominać z żartem zachowanie kumpeli podczas jazdy.
- Dobrze, że nie prowadziła!
W tym momencie towarzystwo buchnęło szczerym śmiechem. Nasza gwiazda bowiem dała ostatnio czadu za kierownicą...
 
Kobieta demolka - epizod z Sandrą

Nasze instruktorki nabrały takiej ochoty na dwa koła, że wypożyczyły sobie skutera na całą dobę. Lekko były białe w obsłudze bolidu, dlatego przeszły przeszkolenie na jednym sprzęcie, który stał już pod hotelem. Potem poszły same i wróciły z piskiem i krzykiem zamiast klaksonu. Wściekła 50-tka w ich rękach wierzgała, jakby ze sto koników miała na kole, ale dawały sobie radę. Następnego ranka, by sprzęt nie miał pustych przestojów, wybrały się na lans po mieście. Długo jednak nie wracały.
Leżeliśmy na plaży. Słońce ładnie prażyło. Przyszedł Marek - jeden ze starszych członków sekcji karate.
- Żebyście widzieli, co nasze gwiazdy narobiły na mieście! - zaczął opowiadać zabawnie, ale z zakłopotaniem.
- Co? Stało się coś?
- Ja tylko widziałem, jak Sandra zaparkowała piździka w nowej beemce. Znaczy się bokiem poleciała po zderzaku, a zatrzymała się na murze. Chyba gaz pomyliła z hamulcem, bo co się wycofały, to wbijały znowu w ścianę. Potem gdzieś uciekły.
- Ale nic im się nie stało?
- Nie, raczej nie. To tylko groźnie wyglądało, ale jakbym nakręcił tę scenę, ubaw byłby spory.

Czekaliśmy na nasze "stunterki". Przyjechały po dwóch godzinach, uhahane i ze zdobycznym melonem, który spadł z jakiegoś samochodu na zakręcie. Z ich relacji cała sytuacja wydawała się jeszcze zabawniejsza. Skuter jednak nic nie ucierpiał. BMW też nie, choć któż to wie...
 
Trochę nudnego Mickiewicza
Podczas jazdy koleżanka była spokojna - nie wiem, czy Iza ją poukładała, czy też jakiś stres dał się we znaki. Trochę zaczęła zmieniać pozycje na siedzeniu, gdy wjechaliśmy w pasmo gór. To było niesamowite - nie wiercenie się Sandry, tylko pejzaż. W oddali widzisz na zboczu góry regularną i cienką nitkę drogi, która wydaje się być ścieżką, a po chwili mkniesz sobie już po niej - szerokiej, asfaltowej jezdni. Winkle już nie są tak ciasne, jak w drodze na Meteory. Nawierzchnia bez zmian - śliska. Wbijamy się coraz wyżej; codzienność zostaje w dole. Lubiłem kiedyś zostawiać wszystko za sobą i wędrować po górach; teraz mam dwa w jednym, bo mogę to zrobić na motocyklu. Momentu obrotowego nie brakuje mi ani razu. Upał trochę doskwiera, zwłaszcza odczuwa się to na siedzeniu. Na szczęście pod nogawki wpada zefirek. Sandra co chwilę uwiecznia cyfrówką malownicze obrazy - raz z lewej, raz prawej strony. Przy ciekawszych krajobrazach zatrzymuję się, a potem ogień, by dogonić pozostałych. "Czarnula" pod obciążeniem dobywa z siebie piękny dźwięk - chrapliwy mega-bass.

W dolinie krajobrazy zmieniają się. Jedziemy pośród niekończących się gajów oliwkowych. Ich szaro-zielone ubarwienie nieco nie pasuje do wyrazistych kolorów w tle. Potem zaczynają dominować rozrzucone skały i wysokie tuje - chyba tuje, bo na roślinach się kiepsko znam. W każdym bądź razie wszystko wygląda jak w "Gladiatorze". Dosłownie mam wrażenie, że film właśnie tutaj był kręcony. Po kilku kilometrach kolejna wspinaczka - ciasnymi zygzakami zbliżamy się do Delf.

Kantyzm
Powoli i majestatycznie wjeżdżamy do wioski. Budynki są ulokowane po lewej i prawej stronie. Oczywiście w oczach uaktywniła mi się kulinarna wyszukiwarka. To niesamowite, jak intencjonalne jest ludzkie patrzenia na świat. Widzimy to, co chcemy widzieć i czasem do głosu dochodzą mimo wszystko podstawowe potrzeby, jak żarcie. Kiedyś w szkole stałem z uczniami przy oknie. Razem patrzyliśmy z tęsknotą na zewnątrz, wyczekując uwolnienia.
- Agata, co widzisz za oknem? - zapytałem dziewczynę.
- Sklep AGD, lodówkę przed wejściem, pelargonie na balkonie bloku, laskę w fajnej sukience - zaczęła wymieniać uczennica.
- Tomek, co widzisz?
- Czarne Audi.
Ten sam wiek, jednakowy przedmiot obserwacji, a jak różne spojrzenie. Immanuel Kant nazywał to wrodzonymi kategoriami, poprzez które człowiek postrzega świat. W rezultacie nigdy nie widzimy "rzeczy-samej-w-sobie", lecz "rzecz-dla-mnie". Kategorie natomiast każdy ma inne. Nie będę się sprzeczał z nieboszczykiem filozofem na temat pochodzenia owych filtrów w naszym postrzeganiu świata - wrodzone czy nabyte - ale miał rację mędrzec z Królewca. Widzimy tylko pewne aspekty rzeczywistości. A wpływ na tę wybiórczość mają emocje, zainteresowania, wcześniejsze doświadczenia, potrzeby...

 
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms