załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

W drodze do Grecji - Domy na skale

ks. Janusz
07-10-2007, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ W drodze do Grecji - Domy na skale kliknij i przesuń wskaźnik
Wieczory nasze przypominały czasem "Whisky in the Jar". Wszystko oczywiście pod kontrolą. O wczesnym spaniu nie było mowy. Kto jedzie do Grecji, żeby spać? Śpi się na podtrzymanie życia...

Zresztą Grecy mają rewelacyjny tryb życia. Imprezują do późnej nocy, a rankiem życie zaczyna się koło dziesiątej. Po obiedzie sjesta, a od 18 znowu imprezują. Szybko się w tym odnalazłem i wstawałem... jak się obudziłem, czyli koło 9 najwcześniej.
 
Pierwszy poważny cel - Meteory
W takim luzie szykowaliśmy się do kolejnej wycieczki - na Meteory. Co ja się nasłuchałem w międzyczasie o tym miejscu... że piękne, że będę zauroczony, że to prawie jeden z cudów świata. Jakoś nie mogłem sobie tego wyobrazić. Gdy wreszcie pewnego ranka zaczęliśmy się zbierać do wyjazdu, byłem cholernie podekscytowany. Kilka minut przy mapie...
- Jedziemy na Larissę a potem kierujemy się na Kalambaki.
- Zapamiętamy, możesz mapę schować do sakwy już.
- Ile mamy do przejechania?
- Ja w ubiegłym roku zrobiłem tę trasę na skuterku. Wyszło 150 w jedną stronę. Wtedy właśnie postanowiłem, że muszę tu przyjechać na motocyklu.
Słyszałem wcześniej, że Remek wybrał się na pięćdziesiątce zwiedzać Meteory, ale dopiero teraz dotarło do mnie, że zrobił wtedy lekko trzy stówy. W upale to niezły wyczyn.

Wbiliśmy się na autostradę w kierunku Larissy. Już kilkanaście kilometrów od Nei Pori miałem mokro z wrażenia. Jechaliśmy w stronę masywu gór. W pewnej chwili droga zaczęła prowadzić nas winklami po ciasnym wąwozie. Ściany skał z lewej i prawej. Momentami ukazywał się strumyk. Widoki tak malownicze, że znowu każdy metr był pełen kalorii dla oczu. Odcienie brązu, beżu i zieleni, a wszystko w pełnym nasyceniu barw. Zachwyt odbierał nam ochotę na pałowanie; w tym miejscu szybki przejazd byłby profanacją. Już prędzej byłbym skłonny Louvre zwiedzać z amerykańską wycieczką (kowboje mają tempo) niż tutaj przekroczyć 60km/h. To szczęście trwało kilkanaście kilometrów. Potem znowu zrobiło się płasko. Wspomnę tylko, że po drodze była bramka, ale kasjerka z południową swobodą machnęła ręką, by jechać, odpuszczając na tym sposobem "łan juro".

Kalambaki minęliśmy obwodnicą. I tutaj powoli zaczynały się krajobrazy, które natychmiast pokojarzyłem z "Easy Rider'em". Ścieżka wiodła wśród rdzawo-bruantnych skał... Naszło mnie rozważanie.

Dygresja z jazdy
Szybę myłem kilka dni temu, a jest nadal czysta. Nie muszę się czuć jak Czesio "Włatca Much". Patroli policyjnych jakoś nie zauważyłem. Babka wpuszcza nas na autostradę bez opłaty. Nie martwię się o pogodę. Może ja już jestem w raju?

W ogóle dowiedziałem się ostatnio, że muszę iść do psychologa. Tyle narzekamy na naszą ogólnie pojętą służbę zdrowia. Ja tymczasem diagnozę swojego stanu psychicznego uzyskałem nie wychodząc z domu. Ba! Byłem akurat w "ustronnym miejscu". I kosztowało mnie to dwa zeta, a może nawet nie... bo gazeta była kolegi. Otóż czytałem artykuł o kierowcach ciężarówek i w ogóle o prowadzących pojazdy mechaniczne. Nagle tekst zaczął mnie dotyczyć bezpośrednio - przesłanie było mniej więcej takie: ludzie, którzy łamią przepisy, nie potrafiąc się dostosować do ogólnie przyjętych norm kodeksu drogowego, nie nadają się na kierowców. Chyba było tam jeszcze coś o leczeniu. Szok! Za darmochę zostałem zdiagnozowany. Toż przecież o mnie piszą. I co z tego, że nie potrafię się podporządkować? Dla mnie nic. Wręcz jestem z tego dumny, że nie przestrzegam chorych ograniczeń prędkości, które zostały dostosowane chyba dla pijanych kierowców (tylu w Polsce jeździ po spożyciu przecież; trzeba o nich się zatroszczyć jakoś). Co za bezsens?! Przecież limity prędkości w wielu miejscach łamie się na nieodblokowanym skuterku, że o rowerze nie wspomnę. Wkrótce przerobimy sobie samochody, jak Flinstonowie - wytnie się otwór w podłodze i z buta! Ceny paliw idą w górę, a na byle łuku każą zwalniać do 50. Paranoja! Do tego jeszcze rozrastający się system kontroli w postaci kamer, pętli indukcyjnych i filmowców z drogówki.
Gdzie ja żyję?
Przecież wkrótce zacznę się czuć jak wróg publiczny (dołujący film). Mam już dosyć wtłoczenia w szereg aut wlekących się kilometrami za ciężarówką, potem autobusem, potem niedzielnym kierowcą, potem traktorem, koparką, ciężarówką, kolejnym autobusem. Jak wsiadam na motocykl, mogę zapomnieć choć na trochę o tym całym bagnie. Przestaję być elementem masy. Cóż, odkąd istnieje transport kołowy, współistnieją ludzie, którzy traktują poruszanie się utylitarnie (rzemieślnicy jazdy) i tacy, co robią z jazdy sztukę dla sztuki (artyści), czerpiący z niej przyjemność. No i jestem niedostosowany! Co z tego? Mnie to "ryba". Zwiedzam sobie Grecję. Nikt mnie nie pilnuje, czy założę kask, a mimo to zakładam. Orzeszek, ale jest. Żaden mundurowy nie czyha na mnie z suszarką. Może nie jadę super przepisowo, bo jakieś 120, a powinno być 90. Ale nie przeginam, nie stwarzam zagrożenia. Nie zachowuję się egoistycznie, kierunkami sygnalizuję manewry wcześnie, nawet gdy robię to tylko dla innych. Potrafię ustąpić, by ktoś mógł się włączyć do ruchu. Jestem normalny, choć nie za każdym razem dostosowuję się do "ogólnie przyjętych norm". Jakich zresztą przyjętych? Narzuconych! Chyba, że ograniczymy się do specyficznej definicji wolności - być wolnym to umieć przyjąć narzucone normy. W tym przypadku więzień idący do krematorium też był wolny - mógł wewnętrznie przyjąć lub odrzucić decyzję oprawcy. I jestem niedostosowany. I dobrze! Gdyby nasi przodkowie tak poddawali się wszystkiemu, to bylibyśmy może nadal III Rzeszą. A ja w sobie mam coś ze szczura (o fuj, jak ja nie znoszę szczurów). Te gryzonie zaatakowane np. przez kota i osaczone potrafią z całą furią rzucić się na agresora, choć "wiedzą", że są bez szans. Okazuje się, że wydziela się im hormon, który determinuje do ataku wbrew wszystkiemu.

 
Strony:
1 2 3
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms