załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

To nie będą bić?

ks. Janusz
29-03-2007, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ To nie będą bić? kliknij i przesuń wskaźnik
Prudnik 2000. Jako młody, 25-letni ksiądz zacząłem pracę na osiedlu. Wszystko było dla mnie nowe, nawet nie znałem swojego miejsca pośród ludzi. Powoli zapominałem o swoim bziku na punkcie motocykli. Pojawiły się inne wyzwania, choćby praca w zawodówce, która czasem mnie przerastała. Zresztą te wypady bez karty na Jawce po dziadku, przygotowywanie mieszanki z benzyny podbieranej ojcu, potem jakieś szaleństwa z kumplem na M-72... te wspomnienia stawały się coraz bardziej mgliste...

Zapomniałbym może, gdyby nie bulgoczące po mieście V-ki i ryczące ścigi. Wiedziałem, że w Prudniku jest jakiś klub motocyklowy, ale ludzie ci kojarzyli mi się ze środowiskiem dla mnie niedostępnym i tajemniczym... Nie wytrzymałem jednak wiosną 2001 roku, coś mnie korciło od dłuższego czasu. Wreszcie zdobyłem się na odwagę, złapałem za słuchawkę, wybrałem numer do "Korzenia" - słyszałem, że jest prezesem klubu, a kontakt zdobyłem w szkole. Czułem się jakbym dzwonił do samych "Hellsów"... Po kilku sygnałach usłyszałem męski głos w słuchawce. Przedstawiłem się... "Mam propozycję... może byśmy zrobili coś w rodzaju otwarcia sezonu motocyklowego pod kościołem?" "Czemu nie?" - padła odpowiedź. Ustaliliśmy termin i od tego czasu z niepokojem odliczałem dni do 17 kwietnia. W ustalonym dniu im bliżej 18-tej, tym większe miałem drgawki. Jak to będzie, co ja im powiem?

Nadchodzą!!!

Lęk mnie opuścił, gdy wchodzili do kościoła w skórach, z kaskami w dłoniach - "Idependens Prudnik". Poprosiłem, by kaski złożyli pod samym ołtarzem. To już stało się potem tradycją na każdej takiej imprezie. Gdybyście mogli zobaczyć twarze moich parafian... Babki się odsuwały, jakby przedstawiciele piekła wchodzili. Proboszcz nie wiedział, jak zareagować, a organistka co zagrać. Po wszystkim odbyło się tzw. poświęcenie motocykli, a chłopaki w przypływie euforii zrobili pokazy na drodze - palenie gumy, jazda na kole, potem wozili chętnych. Nie miałem żadnego obycia z tymi ludźmi, byłem w sutannie, stroju dla wielu z nich kojarzonych ze średniowieczem. A mimo to pojawiła się atmosfera jak w rodzinie. Sukces, choć przyjechało wtedy około 30 maszyn.

Zbliżały się Święta Wielkanocne. Około 15 wchodziłem do kościoła - tam już ludzie w kolejkach do spowiedzi czekali. Nagle z oddali usłyszałem ulubiony dźwięk - V-ka wkręcała się na obroty, spuszczenie z gazu, strzał w wydech... pod kościół zajechał jakiś koleś. Honda VT 500, wymuskana, lśniąca. "Chciałem się wyspowiadać... ale tak bez kolejki, bo do roboty się spieszę." Weszliśmy razem, ja dumny, on nieco zgarbiony. Od tej chwili już znałem swoje miejsce w życiu jako ksiądz. To był Bartek, potem mój kumpel, doradca przy zakupie motocykla. Wiele przegadaliśmy. Ale zanim wsiadłem na własny motocykl, jeszcze trochę czasu musiało upłynąć.


Spokojny lans i... gleba
1 czerwca 2001 roku skończyłem mszę dla młodzieży. Wyszedłem przed kościół, bo już wcześniej słyszałem charakterystyczne bulgotanie. W promieniach zachodzącego słońca lśniły dwa sprzęty - jakieś Suzuki i VT. Podszedłem do gości. Przybiliśmy "piąchę". VT zmieniła już właściciela, teraz dosiadał jej "Bodek". Zapytałem, czy mogę sobie usiąść? Wsiadłem, w sutannie. "Mogę odpalić i posłuchać?" Jasne. To była chwila magiczna, ten klang powodował dosłownie ciarki na moich plecach, rogala na twarzy i łzawienie oczu. "Mogę kawałek się bujnąć?" "Jak ksiądz już jeździł..." "Jeździł - zapewnił ten drugi, Korzeń, na wiosnę pod kościołem jeździł na Junaku." Jedynka, lekki gaz, ruszył. Jadę!!!!
Bez kasku, bez prawka, w sutannie. Po stu metrach skręciłem na osiedle. A co?! Niech mnie widzą!
Trzeci bieg, spokojny lans. Nawrotka na parkingu...i dzida na dwójce! Jak to maleństwo się wkręciło na obroty, oczy mi załzawiły, zakręt, przechyłka, nie! Nie tylko nie krawężnik!!! Nawet nie wiedziałem kiedy i jak to się stało - leżałem na boku, lekko przygnieciony sprzętem. W głowie jedna myśl - już po mnie. Kolesie podbiegli, pytają czy mi nic się nie stało. "Nie będą lać? A to spoko" - pomyślałem. Podnieśli mnie, motocykl... co tu dużo opisywać? Jak zrobili oględziny, dałem im numer telefonu, zapewniając, że całe straty pokryję, bo to moja wina, a rogala miałem jeszcze kilka dni.

Wtedy już wiedziałem - koniecznie muszę mieć własny motocykl. To jest to. Przygoda na Hondzie kosztowała mnie 300 złotych - nowy kierunek, nowa kierownica i coś tam jeszcze. Nasza znajomość stała się jeszcze bardziej zażyła. Wtedy nawet nie przypuszczałem, że to tylko wstęp do wydarzeń, jakie były przede mną.


Komentarze użytkowników
(2)
30-01-2008 17:48
Janusz
No i znowu mam odmienne zdanie:) o spowiadaniu się trzeba mówić i nie jest to zdradą tajemnicy spowiedzi. Wręcz może posłużyć zgłębieniu sakramentu, by ktoś następny uczynił to ważnie, a nie zaliczał księdza na I piątek. Poza kolejnością? No właśnie on spieszył się do pracy.
30-01-2008 14:41
Vendax
Temat spowiedzi...

Proszę Księdza NIGDY, PRZENIGDY proszę go nawet nie wspominać w swoich artykułach.
Nawet się nie zbliżać do niego.
Czy w rozmowach z innymi księżmi, nie mówiąc już o uczniach, znajomych, motocyklistach...
Niech to zostanie świętą tajemnicą.
Niech Ksiądz potraktuje ten temat jakby sam nigdy nie robił tego - jakby nie spowiadał.

Może nawet trzeba by dwa razy pomyśleć zanim się powie czy ktoś był u spowiedzi... kto był....
Niech wszystko będzie okryte tajemnicą i niech nie będzie wystawiany na światło dzienne.
Nic.
Absolutnie nic.

To jest jak "rozmowy za zamkniętymi drzwiami",
Księdza PIN do karty kredytowej,
szyfr do sejfu,
tajemnica wywiadu,
kod do guzika atomowego...

Absolutne milczenie na ten temat i osób z tym tematem związanych.

Tyle na ten temat...
I proszę mnie źle nie zrozumieć. Tylko uwrażliwiam.
A Ksiądz zdaje sobie pełną sprawę z konsekwencji.
Tyle.

A teraz coś luźniej....
A to tak ładnie brać kumpli poza kolejnością?
Będę się czepiał (he, he...), a co....
A może ta kolejka była cała ludzi spieszących się do pracy?
Matka spiesząca zgotować obiad dzieciom...
Babcia spiesząca się na spotkanie organizacyjne ZBOWiD-u...
Gostek umówiony na randkę z dziewczyną....

Nóżki motocyklistę bolą?
- to umówić się wieczorem, po pracy, u niego czy u Księdza w domu...
A co to znaczy, że motocyklista?
- człowiek jak każdy inny.
Jak na motor miał czas to chyba do roboty mu się aż tak nie spieszyło...
[ W takich sytuacjach nie popuszczę...he, he].
TRANSPARENCY INTERNATIONAL "się kłania"...

Ok. Tyle.

Dzięki Księże, że zajmuje się Ksiądz motocyklistami...
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms