załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

Pompka, skarbówka i bąk

Janusz "Prałat" Ogórek
13-03-2009, 11:09
OCEŃ ARTYKUŁ Pompka, skarbówka i bąk kliknij i przesuń wskaźnik
Bąk - bohater tej
Bąk - bohater tej "koloratki"

Na Forum Motocyklistów poznałem „Pompkę”, ale to nie będzie o nim. Choć może kiedyś się spotkamy i będzie okazja, by coś napisać. W tym felietonie poznacie moje perypetie z pompką paliwa, ciągnące się od jesieni ubiegłego roku do lutego. Od razu ostrzegam, że tekst może nie nastrajać pokojowo, więc wszystkim zwolennikom wzorowego stosowania się do kodeksu drogowego, odradzam dalszą lekturę.


Kilka dodatkowych epizodów opisałem, by rozcieńczyć odrobinę stężony anarchizm drogowy.

Grzebanie paluszkami
Zaczęły się posezonowe doły. Mimo sprzyjającej aury w listopadzie, nie mogłem wyjechać. Blisko godzinę przesiedziałem w garażu, mordując się z pompką paliwa. Niby nic skomplikowanego – wystarczy osadzić ją i nowy filtr paliwa w gumowej obejmie, podpiąć wężyki, całość nałożyć na stelaż i podłączyć zasilanie. No właśnie. Ten ostatni etap okazał się nie do przeskoczenia.
Kostka schowana jest pod zbiornikiem paliwa na tyle głęboko, że trudno ją chwycić. A z czystego lenistwa nie chciało mi się odkręcać baku. Wszystko przez skórzany pas na zbiorniku. Grzebałem więc palcami w zakamarkach, usiłując wymacać łącze i wsunąć w nie kostkę nowej pompki z allegro. Ginekologiczna robota, niczym naprawianie silnika przez wydech. Obierałem różne pozycje – od klęczącej, przez siedzącą aż do leżącej. I za nic nie mogłem włożyć tego maleństwa do gniazdka. Palce skostniały mi od chłodu i co chwilę dawał się we znaki skurcz. Wreszcie poddałem się. Zabrałem się za rozsupływanie rzemieni pasa, by nieco unieść pękaty zbiornik.
– Mogłem wcześniej się do tego zabrać – powiedziałem ze złością pod nosem, gdy udało mi się wreszcie ująć swobodnie palcami plastikową kostkę.
– Cholera jasna! Wejdziesz wreszcie czy nie?! – syknąłem do maleństwa, które chciałem połączyć z tym czymś w ciemności. Ale kostki logicznie się zachowały, odpowiadając „nie połączymy się”. Poświeciłem latarką, analizując jednocześnie układ otworków obu wtyczek.
– Ja pierdzielę! Przecież wy do siebie nie pasujecie!
Pompka z allegro wymontowana została z Road Stara i najwidoczniej Amerykańce używają minimalnie innych łączy. Mogłem tak się bawić w ginekologa kilka godzin, a i tak nie doprowadziłbym do kopulacji elementów niekompatybilnych. Co za pech! Zrezygnowany opuściłem garaż. I tak zakończył się sezon A.D. 2008. Ale dlaczego musiałem naprawiać pompkę?

Byle pokonać szlaban

Jakoś pod koniec września wróciłem ze szkoły wcześniej niż zazwyczaj, bo około 13. Było jeszcze w miarę ciepło. Nie musiałem się długo zastanawiać, by zawodowy uniform zamienić na skórę. Wytoczyłem Wild Stara z garażu i ożywiłem. Ostatnio zrobiłem to kilka dni wcześniej, by sfotografować akcesoryjną kanapę na sprzedaż. Tym razem jednak nie miałem ochoty zadowalać się tylko wstępną grą pulsującej V-ki. Miałem do dyspozycji kilka godzin przed zapadnięciem chłodnego zmroku i chciałem wykorzystać ten czas. Dzika euforia aż ze mnie kipiała. Miałem wrażenie, że tego dnia powalę na ziemię wszystkie ograniczenia prędkości.

„No Leaf Clover” (Metallica S&M) brzmiało mi w głowie. Dzięki Ci, Boże, że dałeś mi ten cudowny „twardy dysk”! Dzięki, że mogę słuchać muzyki bez żadnego odtwarzacza. Wystarczą ułamki sekund, a już słyszę dźwięki i mogę wydłużać ulubione frazy, dopasowywać je do stylu jazdy. Tak, jazdę najlepiej można opisać muzyką.
Po kilkuset metrach dotarłem do sznura „puszek”, oczekujących na podniesienie szlabanu. Ten przejazd kolejowy od jakiegoś czasu doprowadza mnie do furii. Biało-czerwone dechy opadają bezlitośnie na kilka długich minut nim pojawi się żelazny wąż. Unoszą się łaskawie do 5 minut po jego zniknięciu. Ale dzisiaj nastąpi czas zemsty. Ustawiam się na lewym pasie. Zza szyby samochodu ktoś na mnie zagląda. Nie interesuje mnie, co sobie myśli. Patrzy z sympatią, zazdrością czy nienawiścią. To nie mój problem.
Walić wizerunek, make-up i maskaradę.
Zarzuć mi coś, lagę na to kładę.
Jestem sobą zawsze i nie udaję.
Płaszczysz się przed nami jak złotówka pod tramwajem.
Za to bluzgasz na nas, kiedy nie słyszymy.
Życzę zdrowia dla ciebie i całej rodziny

Ja mam jeden cel – jak najprędzej przeciąć linię torów, która jest pierwszym ograniczeniem, jakie dziś usiłuje mnie powstrzymać. Gdybym siedział na Boss Hossie, założyłbym koło z pił tarczowych i pastwił się nad tym przejazdem aż do jego całkowitej destrukcji. „Trzeba do tego się przyzwyczaić” – słyszałem już wiele razy. – „Tutaj tak to wygląda i nic nie poradzimy”.
Nigdy nie będę niewolnikiem chorego systemu i czyjegoś widzimisię. Pociąg przejeżdża, a wszyscy nadal muszą stać, jakby za wagonami wlókł się masywny ghost. Co? Pociąg się cofnie?
Nagle źrenice wychwytują drżenie znienawidzonej dechy. Furia uderza do głowy. Bez żadnego sterowania umysłem ciało samo wykonuje czynności – ruch manetką, sprzęgło, ogień! Niczym rakieta w tumanie dymu ruszam powoli, by w momencie sklejenia się opony z asfaltem wystrzelić do przodu jak pocisk. Nim pierwszy w kolejce kierowca skończył dłubać w nosie ja już przecinam tory. Wolność!

 
 
Komentarze użytkowników
(33)
12-06-2009 15:53
~dzinksowa
I jaaaa podpuszczasz:) czy nie jest to dowod nba to, ze sie nie bojhe, jesli wyrazam cos publicznie???ale dobrze chcesz prywaty to bedziesz ja mial
10-06-2009 22:29
Janusz
Poważnie? Jakoś nie widzę chęci ryzyka z Twojej strony. Tylko oficjalne i publiczne wiadomości :p
10-06-2009 08:53
dzinksowa
w zyciu trzeba ryzykowac:)
09-06-2009 22:53
Janusz
"Uważam, jak tańczyć, bo życiowy parkiet bywa sliski..."
09-06-2009 20:15
~dzinksowa
no to moze zatanczymy:P?
09-06-2009 20:11
Janusz
Może tak, może nie. Do tanga i tak trzeba dwojga. Pozdrawiam
07-06-2009 22:00
dzinksowa
oj ksiezulo, moze lepiej Cie nie poznawac, kto wie jaki z Ciebie demoniczny kociak:P
30-05-2009 11:44
dzinksowa
sie zdenerwował:P
30-05-2009 09:35
Janusz
Drogie Panie! Zdaję sobie sprawę z tego, że kobieta lubi, jak mężczyzna sam się domyśli o co Wam chodzi. No ewentualnie możecie nas naprowadzić łaskawie. Ale nie piszcie do mnie w przypowieściach, tylko konkretnie:) Nie obiecuję, że poddam się komercji i zacznę pisać tylko pod publikę. Ponieważ opinia publiczna jest tak różnorodna, że dopasowanie się do niej prowadzi najczęściej do schizofrenii. Jestem osobą publiczną. Z tym się pogodziłem, do tego duchowną, przedstawicielem kleru itd. Jedni oczekują ode mnie nieskazitelności i świętości "metr nad ziemią", inni - bym był taki bardziej do ludzi, a jeszcze inni zarzucą mi, że życia nie znam, bo żyję "metr nad ziemią". A jak już ukażę swoją przyziemność, to usłyszę, że innego księdza się spodziewali. Konkluzja - najważniejsze, to być sobą i nie szukać poczucia własnej wartości w oczach innych, bo można oszaleć. A tak w ogóle - by ocenić człowieka, trzeba go poznać. Tymczasem z samych tekstów nigdy mnie nie poznacie.
27-05-2009 16:51
dzinksowa
PS...KOMENTARZ NA DOLE OD DZINKSóWA, z ta stronka można czasem kota dostać.:)
27-05-2009 16:50
~gość
Ależ potrafisz obracać kota ogonem, a niech Ci będzie z tą aluzją tak , a nie inaczej...:) Ale zajechało kontrolą słów...:P A jeśli chodzi o przekroczenie limitu prędkości, to mi to opowiada, lubię poczuć smak ryzyka i to podniecenie, wrrrr....., a poza tym zakazany owoc bardziej smakuje - prawda??? Ja wcale nie podpuszczam, wypierać się będę i zapierać nogami tego:P:P

No nie wiem nie wiem lepiej nie dawać mi prawa do krytyki, bo wiele rzeczy, a może i samą tu Twoją hmmm... "świętość" bym skrytykowała. Dobrze, że istnieje coś takiego jak tajemnica? Czasem lepiej nie obrzucać fekaliami:/

Pozdrawiam księdza Robaka:P:P
27-05-2009 10:23
Janusz
Dzinksowa, nie wiem jakich księży dotad spotkałaś, ale tę "obrazę majestatu" możesz sobie odpuścić. To, co piszę w małym stopniu wpływa na moje poczucie własnej wartości. Także można śmiało krytykować:) Poza tym we wcześniejszcyh odcinkach zarzucano mi "za dużo koloratki", czyli treści moralno-religijnych na wortalu motoryzacyjnym. Stwierdziłem, że mam być szczery i tyle. Zatem czasem przedstawiam rzeczywistość taką, jaka jest. Nie zakładam maski w trakcie jazdy. Prezentuję sporą część polskich kierowców, którzy na drodze ulegają w różnym stopniu zdenerwowaniu. Wiem, że według domorosłych psychologów każde dodanie gazu i przekroczenie limitu prędkości jest przejawem niedojrzałej osobowości i problemów psychicznych, ale akurat mnie to nie interesuje. Nie uważam się za agresywnego debila na drodze. Aluzję zrozumiałem tak - wymagam od innych sam nie dając przykładu (nie wiem, czy o to Ci chodziło).
26-05-2009 23:31
dzinksowa
Bez obrazy majestatu za komentarz...ponieważ byłaby grzechem:)
26-05-2009 23:20
dzinksowa
Jak dla mnie niefrasobliwość nie jest powodem do chwalenia...:)
Czytając te teksty przeraża mnie czasem ta nałożona maska...a why??? a bo....


Naprowadzenie:): jest spotkanie przygotowania do małżeństwa. Ksiądz pyta kawalera: -czy uprawiał pan już sex z dziewczyną ? a on mu odpowiedział: -a czy ksiądz kupił kiedyś motor bez jazdy próbnej?

Bądź pochwalona duszyczko nieczysta he he....
Nadal "nie dotykam" ambicji:)
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
26-05-2009 22:29
Janusz
Orchidea, dzięki. Dżinksowa, bo ja czasem jestem nifrasobliwy. Ambicje nie są dla mnie istotne. Po prostu lubię jasne informacje. Pozdrawiam:)
26-05-2009 21:50
dzinksowa
Czasem proste rzeczy są trudne do zrozumienia nawet dla księdza :PPPPP
Rozwinięcie : Reasumując czasem zaskakuje mnie księdza niefrasobliwość ...oczywiście nie chcę tu "dotknąć" księdza ambicji...:)..ale nolens volens chyba dotykam...
25-05-2009 15:32
Orchidea
Cześć!
Aż chciałoby się napisać : Niech będzie pochwalony … :)
Pokazujesz magię i czar, wydawałoby się zwykłej i szarej rzeczywistości, a wystarczy chwila, zadumy, wnikliwszej obserwacji i wrażliwości żeby tę magię dostrzec, ale robisz to w sposób tak odjazdowy, że trudno oderwać się od czytania. Nie będę oryginalna i napiszę, że jestem pod wrażeniem – dużym! To działa jak narkotyk – chce się coraz więcej…
PS. Dopiero zaczynam przygodę z motorami i czasami wychodzi śmiesznie – ale wiedz, że kobiety są mądrzejsze od mężczyzn i muszą włożyć dużo wysiłku w to, aby ukryć ten fakt :)
A co do wynagradzania - to jak na razie stanowczo za mało - ale jest nadzieja, że będzie lepiej.
Pozdrowienia!
22-05-2009 18:32
Janusz
Dzinksowa, mogłabyś rozwinąć swoje zdanie? Esenscja nie oddaje wszystkiego:)
20-05-2009 21:30
~Roseska
Izzy, Twoja wiadomość to balsam na moje skołatane serce<jupi>
Dzięki:)
20-05-2009 12:26
Izzy
Mogę Cię w takim razie pocieszyć, że Janusz właśnie oddał do korekty kolejny odcinek, tak więc w przeciągu kilku dni powinno już być wszystko opublikowane na stronie :)
20-05-2009 12:14
~Roseska
Właśnie skończyłam czytać księdza opowieści i jestem wściekła... bo to już koniec:( Muszę przyznać, że dawkowałam sobie te księdza opowiadania po jednym dziennie, żeby mi się za szybko nie skończyły, a taka wstrzemięźliwość nie była najłatwiejsza:P
Przyznam, że ostatnia trochę mnie zaniepokoiła na początku, ale ok, każdy ma taki dzień, kiedy musi wyrzucić z siebie frustrację i złość.
Ostatnia historyjka jest genialna, chciałabym zobaczyć minę tej babki, kiedy facet przyniósł jej torebkę:D

Pozdrawiam i czekam na więcej:)
17-05-2009 22:32
dzinksowa
poryte masz felietony człowieku
13-04-2009 08:28
Janusz
Dzięki wielkie i też pozdrawiam:) I mam nadzieję, że się kiedyś spotkamy:)
11-04-2009 22:24
~draggho/zen
Wielki powrót, oj wielki i w doskonałym czasie, pointa niezwykle pouczająca;) Jak zwykle czytałem z przyjemnością. W zasadzie to chciałem tylko przesłać pozdrowienia, bo jesteś fascynującą osobą. Szczególnie dla agnostyka i antyklerykała, takiego jak ja. Do zobaczenia na trasie/zlocie i do przeczytania w moderowanym przez Ciebie dziale.
20-03-2009 21:48
Janusz
Dzięki, Błażej. Fakt - miejsca to jedno, a ludie to podstawa. W serii zabrakło - po zmianie z moto-magazynu na motogen - dwóch części z wyprawy na Ukrainę. Ale i tak jest tego już sporo. Pozdrawiam i życzę udanego sezonu.
20-03-2009 15:12
~Błażej
Witam a właściwie to może i "Szczęść Boże" . Jestem Błażej i jeżdżę na Virażce 750, to takie krótkie przedstawienie. Wczoraj skończyłem czytać całą serie księdzowych tekstów z tej serii i jestem pod wrażeniem zarówno talentu pisarskiego jak też samych opisywanych sytuacji prawdziwych, niekiedy zmyślonych, i tych której godzą w serce i powodują przygnębienie. Czytałem te artykuły trochę od d... strony, to znaczy niechronologicznie od najświeższych do tych najstarszych. Czytając opowieści z wypraw aż chciałbym teraz tam pojechać, no ale samo miejsce nie daje jeszcze klimatu, ważniejsi są ludzie z którymi się jedzie. Fakt faktem "motór" mój jest 250 km ode mnie a dosiądę go dopiero na wielkanoc, a księdza opowiadania spowodowały że jeszcze bardziej tęsknię za jazdą. Dzięki za te teksty i oby pasja pisania się rozwijała dalej jak dotąd albo i lepiej. Pozdrawiam i szerokości życzę, hej.

PS. "Motór nie umiera nigdy, motór jest wieczny...", ten motór w sercu :D
20-03-2009 12:05
Janusz
Dzięki, aeRo:) zapis sensowny, ale w praktyce bywa już różnie. Sam mam na koncie "zawiasy" za potrącenie pieszego, który praktycznie wbiegł na jezdnię, bez obowiązkowych szkieł korekcyjnych, przekraczał drogę pod skosem - tyle z zeznania świadka. Świadek jednak na rozprawie się nie pokazał, a potrącony student był synem jakiegoś radcy prawnego czy adwokata. Długa historia, może kiedyś opiszę, ale skończyła się zawiasami "roka na trzy lata":) także mam awersję.
20-03-2009 00:05
aeRo
"Nie zamierzam dzisiaj gwałtownie hamować, bo komuś się wydaje, że jest uprzywilejowany. Sucha litera prawa pozwala ci, piechurze, postawić nogę na zebrze nawet wtedy, gdy dzieli mnie od ciebie kilka metrów. Ale to tylko zwykły zapis." - otóż nie, Drogi Prałacie :) W taryfikatorze mandatów jest pozycja "wejście pieszego na jezdnię bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd" karana mandatem 50-cio złotowym (przy przechodzeniu przez przejście dla pieszych) bądź 100 złotowym (w innych wypadkach).
To tyle czepialstwa. Tekst jak zwykle profi :)
18-03-2009 08:47
Janusz
Cieszy mnie to:) Ja często lubię pokpić ze stereotypów na temat agresywnego zachowania, do których - według mnie mylnie - często gęsto na łamach czasopism motoryzacyjnych zalicza się dynamiczną jazdę. Dynamiczną, a nie szaleńczą. U mnie etap frajdy z pokręcenia się po okolicy minął, ale to naturalna kolej rzeczy. W miarę upływu lat i przejechanych kilometrów poszerzają się horyzonty, zmieniają priorytety. Wczoraj gadałem z kumplem (brać H-D), który narzekał, że "H-D na imprezach dużo obiecują, a jak przyjdzie sezon, to najwyżej na zlot jadą - można się pokazać - a na inne wypady trudno kogoś namówić". Osobiście nie chciałbym nigdy tak osiąść na mieliźnie.
18-03-2009 00:13
johnnysixcannons
Prałacie ja jestem generalnie nerwusem.Jednak jestem na początkowym etapie,gdzie samra radosc płynie nawet z przejażdżki dokoła komina.A wracając do artykułu początkowo nie bardzo rozumiałem o co chodzi.Czy to zachęta do szybkiej agresywnej jazdy dawcy.Dopiero od połowy zaczeło mi klapować,że właściwie mam tak samo.Ja jak w seksmisji "Ja nie jestem agresywny!Agresja zero!"Co nie znaczy,że nie lubię pojechać.Jeżżę też po linii,bo tak na prawdę od tego zaczeło się moje myślenie o motocyklu.Też nie jest to zachowanie agresywne,bo korek korkiem pozostanie,a mnie już nie ma.Poza tym ich korek jest 3 m krótszy o właśnie mój samochód.
Tak na marginesie śledze w koloratce na 2 kołach i śmiało możesz mnie dopisać do grona pozytywnie przez Ciebie nakręconych.Twoje teksty były kolejnym impulsem do zadziałania.Dzięki! Zabrzmi to dziwnie , ale odkąd zaczołem jeżdzić wiele mi się odkręciło na dobre.Naprawdę jakbym skrzydeł dostał.

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms