załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

Pogrzeb "Jeja"

ks. Janusz
25-05-2007, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Pogrzeb "Jeja" kliknij i przesuń wskaźnik
Jeśli chcesz, Drogi Czytelniku, wczuć się w klimat wydarzeń poniżej opisanych, to słuchaj podczas czytania "Brothers In Arms" Dire Straits. Ta melodia wybrzmiewała nam w sercach, gdy odprowadzaliśmy naszego kumpla Jerzyka 'Jeja' Duszkiewicza.

Pusty garaż
W niedzielę 31 sierpnia w godzinach popołudniowych Prudnik był szary. Ciężkie chmury przesuwały się leniwie po niebie. Ulice jakby opustoszały - takie przynajmniej miałem wrażenie. Podjechałem pod garaż bliźniaków. Zamknięta brama i pustka... Coś się skończyło. Jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy tutaj 37 urodziny braci, każdego dnia można tu było się spotkać. Teraz zabrakło tego, który był dobrą duszą motocyklowej atmosfery. W domu rodzinnym Jerzyka zaduma i łzy... Mały Kacper, który niczego jeszcze nie pojmował, ciągle pytał o 'Jeja'.
- 'Jejo' jest u Bozi, Kacperku - tłumaczyła mu zapłakana mama.
- A gdzie? - pytał dociekliwie.
- W niebie.
- A kiedy przyjedzie?
Pytanie, kiedy wróci długo jeszcze było powtarzane. Chłopiec wreszcie zrozumiał (chyba), że 'Jejo' zmienił dom. Choć długo miał w sobie żal, że wujek o nim zapomniał. Na dźwięk motocykla biegł do drzwi, bądź okna, wołając z radością 'Jejo'!
Około 15 zjechało się kilkunastu motocyklistów, głównie z WRM. Rozmowy nadal prowadziliśmy przytłumionym głosem, a każdy miał zatroskany wyraz twarzy.
- Trzeba zamówić jakiś krzyż - odezwał się Piotrek.
- Na cmentarz?
- Nie, na miejsce wypadku. Chłopaki się zjadą, podjedziemy tam po pogrzebie.
Po kilku minutach staliśmy pod domem jakiegoś ślusarza. Przedstawiliśmy sprawę. Słyszał już o śmierci naszego kumpla. Mimo krótkiego terminu obiecał krzyż zrobić na wtorek.
- Jedziemy pod szpital - rzucił ktoś z WRM.
Nie wiedziałem w jakim celu, ale ruszyłem ze wszystkimi.

Edek "Klucznik"
Blisko dwadzieścia maszyn podjechało pod budynek, w którym leżał na obserwacji sprawca wypadku. Miałem obawy, czy aby komuś nie przyjdzie do głowy zawitać do niego. Wczoraj sam przecież byłem w szpitalu. RRMC także byli z nami, a 'Jeja' znali jeszcze z czasów szkolnych. Nikt jednak nie zsiadł z motocykla, nikt nawet nie zdjął kasku. Ustawiliśmy się w dwuszeregowej kolumnie pod oknem, gdzie na piętrze był on - "morderca", jak go wtedy określaliśmy. Ktoś na przedzie uniósł ramię i zakręcił dłonią.

W tej chwili ciszę niedzielnego popołudnia przeszył ryk motocykli. Przechodnie zatrzymali się na chodniku. Starsze małżeństwo z groźnymi minami coś nam wygrażało.
- Bandziory jedne! Dajcie ludziom spokój!
- Tu leży zabójca naszego kolegi - powiedział Piotrek.
- A to gazujcie, gazujcie mu! - dziadek wyraźnie wyczuł nasz stan emocjonalny.
Choć nie kręciliśmy do odcięcia, to ostre przygazówki sprowadziły wiele osób do okien. Nam chodziło tylko o tego jednego. Jakaś pielęgniarka kręciła przecząco głową, wyrażając swoje niezadowolenie. Czy on tam był? Podobno uciekł do toalety, a z relacji innych pacjentów wiem, że cały czas schizował:
- Ja go nie zabiłem! Sam mi wjechał na maskę. Nagle się zjawił. Oni mnie chyba zabiją...
Jak się ma 2,6 we krwi, to wszystko się dzieje nagle, nawet żółw potrafi zaskoczyć. Od tamtego czasu nie pobłażam w konfesjonale nikomu, kto po alkoholu prowadzi jakiś pojazd. Zresztą wśród chłopaków reakcje były i są podobne. Nie jeden raz słyszałem ostre i stanowcze napomnienia między kumplami na zlotach czy imprezach:
- Siedź, ku***, na tyłku. Piłeś i nigdzie nie pojedziesz.
- Przez pijaka 'Jeja' nie ma wśród nas, po pijanemu nie pojedziesz.
- Dawajcie jego kluczyki; wsiądzie na motocykl, jak wytrzeźwieje.
Niektórzy sami nawet, znając swoją słabą wolę, oddają kluczyki nim coś w siebie wleją. W taki właśnie sposób Edek - zagorzały i godny podziwu abstynent - stal się klucznikiem... Oby ten zwyczaj się utrzymał.
Pojechał na zlot...
W poniedziałek rano ostatni raz mogliśmy oglądać 'Jeja'. W kaplicy cmentarnej wystawiono jego zwłoki. Nie mogłem zbyt długo stać przy trumnie i nie chcę się rozpisywać nad tym, jak wyglądał. Wolę zapamiętać przyjaciela żywego. Potem jego ciało zawieziono do kremacji. Edek stwierdził - słusznie zresztą - że tak będzie lepiej. Serce matki nie wytrzymałoby widoku trumny. Urna natomiast nie wzbudza już takich emocji. Strata syna, brata, męża, ojca i tak jest zbyt ciężka, by jeszcze sobie dokładać żalu na pogrzebie.

 
Strony:
1 2
 
Komentarze użytkowników
(2)
30-01-2008 17:43
Janusz
Vendax, nie rozumiemy się:) Prośba o przyjęcie do grupy nie ma nic wspólnego z żebraniem i poniżaniem się. Poza tym obnoszenie się ze swoją godnością kapłańską jest mi tak obce, że nigdy bym się nie poniżył do wywyższania się nad innych. Dumny to ja jestem z tego, że się nie wynoszę. Jakbym podchodził do sprawy w ten sposób, że ja nie będę się tam zniżał do poziomu jakichś tam ludzi, to odniósłbym największą chyba porażkę w życiu.
30-01-2008 08:35
Vendax
Na początek: niech "Jejo" odpoczywa w Panu.

Teraz trochę o czymś innym.
Wydaje mi się, że źle Ksiądz zrobił przyjmując jakiekolwiek barwy klubowe. A że jeszcze Ksiądz poprosił o to.

Przecież Ksiądz ma godność kapłańską, a nie będzie tam - z całym szacunkiem - jakiegoś "President" prosił o przyjęcie do jakiejś grupy, która za kilka lat się rozleci. Ksiądz należy go Kościoła - ponad 2000 lat historii, z naczelnym "Presidentem" Chrystusem.
gdy Ksiądz odprawia Najświętszą Ofiarę to jest ksiądz kimś więcej niż nawet aniołowie - którzy mogliby sobie szeptać, śpiewać, mruczeć, buczeć... ale nigdy nie zamieniliby chleba w Ciało Chrystusa i wina w Krew Pańską.

Mówi Ksiądz o nogach z waty i podekscytowaniu.
Nogi z waty to powinien mieć każdy Ksiądz biorąc do rąk hostię i mówiąc: Oto Baranek Boży...

Nie mówię, że Ksiądz nie przeżywa tak Mszy św. Chcę tylko pokazać jak bardzo jest Ksiądz ważny, żeby nie zniżać się i prosić o przyjęcie do jakiegoś tam klubu, który zdechnie za kilka lat. Ksiądz jest dla wszystkich. Jak chleb leżący na stole, do którego każdy z domowników przychodzi , kroi tyle ile mu potrzeba i rusza do swoich obowiązków.

Tyle. Proszę mnie źle nie zrozumieć.

Dzięki, że Ksiądz się zajmuje motocyklistami!

Pozdrawiam!
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms