załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

Pielgrzymka do Mekki, cz. 5

Janusz "Prałat" Ogórek
02-10-2009, 12:48
OCEŃ ARTYKUŁ Pielgrzymka do Mekki, cz. 5 kliknij i przesuń wskaźnik
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5

Śp. Andrzej
Wspominałem wcześniej, że towarzyszyło nam dwóch motocyklistów w stanie spoczynku – Tomek i Darek. Obaj całym sercem rwą się do dwóch kołek, ale życie tak się potoczyło, że zrobili sobie przerwę. Tomek założył rodzinę, sporo wyjeżdża za granicę i po prostu nie ma czasu na oddanie się pasji. Obiecuje sobie, że jak dzieci podrosną, a on zapewni im jako taki start, to wróci do dwóch kółek. Darek to zupełnie inna historia. Rozstał się z Hondą Shadow wiosną tego roku. Stało się to w tragicznych okolicznościach. Wybrał się na mały spacer z kumplem, Andrzejkiem. Andrzej dopiero co skończył reanimację kupionej Jawy z koszem. Ruszając na pierwszą przejażdżkę klasykiem, cieszył się niczym mały chłopiec. Była słoneczna niedziela, więc postanowili rozpocząć sezon. Darek prowadził, upajając się pogodą i wiatrem. Od czasu do czasu zerkał w lusterko i obserwował radość kumpla. Za którymś razem jednak nie zobaczył jego odbicia. Andrzej nie jechał już za nim. Darek zawrócił i po kilkuset metrach zobaczył Andrzeja. Było za późno. Życie już z niego uchodziło. Poszedł na czołówkę z autem. Ten cios wystarczył, by Darek pozbył się Hondy. Ale już w Chorwacji widziałem w jego oczach, że wróci na drogę. Andrzej był mi w jakiś sposób bliski. To właśnie ten taksówkarz pomógł mi kiedyś namierzyć złodzieja.

Skorupa i pszczółka
– Jadą do nas razem – powiedział Remek, kończąc rozmowę telefoniczną z Adamem.
– Co znaczy jadą? Będzie ich więcej?
– Nie wiem. Adaś powiedział, że jedziemy do was.
– Może z jakąś kobietą tu sypie?
W poniedziałek drugiego tygodnia dotarł do nas oczekiwany Adaś „Skorupa” z Białegostoku, znajomy Remka, również trener karate. Szczupły i wysportowany świr, który w ubiegłym roku kupił Yamahę XJ, nie mając jeszcze prawa jazdy. Podczas transakcji zrobił kółko na stacji paliw, potem wyłożył kasę i poprosił właściciela o odprowadzenie sprzętu do garażu. Wkrótce zrobił prawko i zmienił motocykl na XJR-ę. Trasa do Chorwacji była jego pierwszą poważną wyprawą. Ten wariat sam pokonał 2 tys. kilometrów. Chyba więc potraficie sobie wyobrazić, jak przeżywał swój wyczyn.
– Nie było ci ciężko samemu jechać? – zapytałem.
– Wiesz, gdybym walił w ciemno, pewnie źle bym się czuł. Ale przecież jechałem do was! – skomentował z entuzjazmem, poklepując mnie po ramieniu. – Wiedziałem, że czekacie, że was spotkam. Wtedy burza, tuńczyk z puszki, trasa, odległość… po prostu wszystko wygląda inaczej.
Dało mi to trochę do myślenia. Każda trudna droga przez życie ma zupełnie inny sens, gdy znamy cel i wiemy, że ktoś na nas czeka. Ale Adama zapytałem o coś zupełnie innego.
– Adaś, mówiłeś Remkowi, że jedziecie do nas, a przyjechałeś sam.
– Jak to sam? Miałem na myśli mnie i moją „pszczółkę” – odparł kumpel, czule przy tym głaszcząc bak XJR–y.
Adam wniósł sporo życia do naszej grupy. Jego pomysły, dowcip, miny na trasie, wygłupy były „spidem” dla wszystkich. Potrafił się tak fascynować prostymi rzeczami, że momentami czułem się przy nim starym zgredem, choć jestem młodszy. Tego nam trzeba było – jeszcze więcej szaleństwa i spontanu.

Cel bywa drugorzędny
We wtorek wybraliśmy się na półwysep Pelješac. Ludzie, to była dopiero urokliwa trasa! Asfalt był tak równy, że miałem ochotę go zwinąć i zabrać do Polski. Droga wiła się pośród gór i wiosek. Raz podziwialiśmy błękit morza, innym razem winnice. Pnąc się natomiast przez góry, już nawet nie myślałem o ślizgu. Winkle były po prostu fantastyczne.
Tak dotarliśmy do Orebiča. W porcie jednak okazało się, że przeprawa na Korčulę już nie ma sensu.
– Dochodzi 19. Zanim się tam dostaniemy, będzie pewnie 20. Nie pośmigamy za bardzo po wyspie, bo trzeba będzie wracać.
– Bilety za prom są zbyt drogie na tak krótką podróż.
– Pokręcimy się tutaj trochę i wracamy.
Droga powrotna w promieniach zachodzącego słońca – tego nie da się opisać. Odpuszczam. Momentami wyrywałem do przodu, by jak najbardziej naładować się widokiem szybko przesuwającego się nieba w odbiciu na lampie i złocisto oświetlonym baku. Pełnia szczęścia. Nic więc dziwnego, że zatrzymaliśmy się w jakiejś tawernie przy morzu. Jednak ceny były już nie na nasze kieszenie. Kryzys. Pomknęliśmy dalej, planując zahaczyć o winiarnię. Długo nie musieliśmy jechać.

 
 

Pielgrzymka do Mekki, cz. 5 zdjęcia(zdjęć: 30)

Komentarze użytkowników
(2)
03-10-2009 18:30
Janusz
Dzięki:) Dubrownik - faktycznie - drogi i ciasny. Że głośny nie zauważyłem, choć turystów było sporo. Myśmy ograniczyli się do zwiedzania starego miasta. Poza tym - najważniejsze - gdy myśmy opuszczali HR, to sezon urlopowy się zaczynał. Potem ceny rzeczywiście piekielnie podskoczyły na kwaterach... wszędzie, nie tylko pod Dubrownikiem.
03-10-2009 15:45
~MN
taa... teraz wystarczy tylko poczekać rok i znowu można będzie organizować wyprawę :-) Piękna sprawa. Ja w tym roku przejechałem w zasadzie całym wybrzeżem chorwacji nocując po drodze na kempingach. Co prawda puszką, ale itak wrażenia z tras "widokowych" niezapomniane. Co jak co, ale Dubrownik to porażka. Owszem pięknie, ale piekielnie drogo, głośno, ciasno... Tydzień spędziłem na Plejesaczu. super półwysep. Polecam Tripanj - malutkie miasteczko.
Wracająć do Polski stałem dobrych kilka godzin w korku przed ostatnimi bramkami autostrady chorwackiej. masakra.
Fajna relacja z wyprawy.
pozdrawiam

RZUĆ OKIEM NA INNE, CIEKAWE GALERIE:

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Motocyklowy weekend, czyli gdzie warto ruszyć dwa koła

30-09-2011
Przed nami podobno ostatni weekend prawdziwej złotej polskiej jesieni, który warto wykorzystać jak najaktywniej. Jak zwykle chcemy Wam zaproponować kilka imprez, które warto odwiedzić korzystając z przyjaznej motocykliście aury.
 
 
 
 
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Czy byłbyś zainteresowany MOTOGEN w wersji drukowanej?
TAK
NIE




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/8
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms