OCEŃ ARTYKUŁ
Na rozbudzenie smakukliknij i przesuń wskaźnik
Pod naszym klubem motocyklowym robiło się powoli ciasno. Dobrze, że obok jest spory parking, bo nie byłoby gdzie się zatrzymać. Zjeżdżały się maszyny różnej maści – od starszych chopperów japońskich, poprzez nowsze cruisery, wypasione „hadeki”, aż po sportowe sprzęty i turystyki
Okazja? Zbiórka przed paradą na ślubie kumpla. Bartek „Mały” postanowił zrezygnować z kawalerskiej swobody i powiększyć motocyklową rodzinę. Pogoda dopisała, więc chętnych do prowadzenia Mustanga GT ‘Shelby’ z młodą parą też nie brakowało. Szykowała się autentycznie mocna parada.
Nadciąga burza
Początkowo wyglądałem na nadciągających ludzi i ich motocykle, ale gdy w oddali zabłysły podwójne światła samochodu, wiedziałem, że to szczególne auto. Reflektory były dosyć szeroko rozstawione, przysadzista sylwetka mocno leżała na drodze, a unoszące się opary asfaltu nieco rozmywały widok. No i ten klang! Tak mogło brzmieć tylko V8. Co za dźwięk! Chrapliwy, basowy bulgot potężnego silnika, który nie potrzebuje japońsko-wysokich obrotów, by się poruszać. Mustang zbliżał się majestatycznie, aż wreszcie zaparkował przede mną – jak na złość. Mrowienie przleciało przez całe ciało. Czarna i lśniąca głębia, chromowane dodatki i potężne gabaryty. Piękne coupe, a nie jakiś czterodrzwiowy autobus. Klasyka stylu, przy którym większość europejskich mieszańców wygląda żenująco i śmiesznie. Bo ni to hatchback, ni to van! Porażka. A ten szlachetny amerykaniec nie był kompromisem między autem sportowym a rodzinnym. On był pogodzony ze swoim przeznaczeniem. Artyzm! Kierowca warknął ośmiocylindrowcem, po czym uśpił to dzikie zwierzę. Patrzyłem oczarowany.
Ostatni samuraj?
Jednak ile można się gapić? Głupio tak się ślinić jak dzieciak. A napalać się nie będę, bo podobny byłbym do szczerbatego marzącego o wojskowych sucharach. Nie będę czymś takim jeździć i tyle. Trudno. Nie wszystko można w życiu mieć. Z tą świadomością poszedłem na parking przywitać się z ludźmi, pozaglądać na nowe nabytki. A że kontakty ze Stanami się polepszyły, dolar nisko stoi, to i maszyn przybyło w naszym gronie. Coraz więcej kumpli wsiada na H-D. Kurde, a tak się zarzekali kiedyś. Co to się dzieje? Czyżby zachwalali wówczas japońską technikę, bo nie było ich stać na Harleya? Jeszcze trochę, to będę „ostatnim samurajem” w towarzystwie. Albo sam zanabędę legendę. Mało prawdopodobne.
Jak zwykle świetny tekst, mnóstwo sytuacji " z życia wziętych", (znam to, trochę jeżdżę ze swoim chłopakiem );i ta, trochę" zadziorna " satysfakcja doświadczonego motocyklisty...Świetnie;)) Oby tak dalej!
A co do aluzji do zdjęć na " Naszej- klasie", w pełni się zgadzam z Księdzem... Śmieszne są te sesyjki nastoletnich dziewczyn, eksponujących swoje nogi z każdej strony i do tego żałosną - pseudoteatralną mimikę , i te , pełne patosu, komentarze "wynajętych", wciąż tych samych wielbicieli...<lol>
Pozdrawiam i czekam na kolejny odcinek. Olivia
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
A co do aluzji do zdjęć na " Naszej- klasie", w pełni się zgadzam z Księdzem... Śmieszne są te sesyjki nastoletnich dziewczyn, eksponujących swoje nogi z każdej strony i do tego żałosną - pseudoteatralną mimikę , i te , pełne patosu, komentarze "wynajętych", wciąż tych samych wielbicieli...<lol>
Pozdrawiam i czekam na kolejny odcinek. Olivia