załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

Knajpiane historie

ks. Janusz
26-11-2007, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Knajpiane historie kliknij i przesuń wskaźnik
Napisało je życie. Ja tylko nieco nadałem kolorytu owym wydarzeniom. Naocznych świadków proszę o wyrozumiałość. Zima za oknami, więc trzeba się trochę pośmiać, by doła nie załapać.
Wstąp do policji
Klub karaoke na przedmieściach. W małym lokalu zawiesina dymu papierosowego unosi się niczym mgła. Przy stolikach towarzystwo w różnym wieku, choć przeważają ci w średnim. Po pracy poprzychodzili z żonami, dziewczynami. Ktoś śpiewa "Białego misia", przypominając sobie czasy, gdy jeszcze "chodził" z dziewczyną, obecną żoną. Wszyscy wsłuchani w piosenkę; nikt nie krytykuje, bo przecież nie o to chodzi, by bawić się w Kubę z "Idola". Barmanka - cholernie zgrabna szatynka o ciemnej karnacji - uwija się przy nalewaniu i roznoszeniu piwa. Drzwi lokalu otwierają się i wchodzi mężczyzna. Skórzane spodnie, czarna kurtka i kamizelka z barwami na plecach. Rozgląda się chwilę i wybiera miejsce przy barze. Przez moment jest w centrum uwagi, lecz po chwili wszyscy znowu patrzą na wokalistę, który kończy śpiewać.
- Colę z lodem proszę i popielniczkę.
Nie sposób nie palić w takim miejscu. Organizm sam domaga się nikotyny, a przez zasłonę dymną lepiej tez obserwuje się otoczenie. Jakoś czujemy się wtopieni w tłum.

W pewnej chwili rozbryzg stłuczonego szkła przykuwa uwagę wszystkich. Jakiś koleś przy barze nie zauważył stojącej butelki po piwie i łokciem strącił ją na ziemię. Tuż obok motocyklisty.
- Przepraszam najmocniej - powiedział zażenowany do barmanki, która tylko zrobiła minę sympatycznego focha. - Ja to zaraz posprzątam a za butelkę proszę doliczyć mi do rachunku.
- Dobra, dobra. Niech się pan nie przejmuje. Wiem, że to nie było celowo.
Motocyklista w tym czasie sączył spokojnie "odrdzewiacz". Jego w ogóle ta sytuacja przecież nie dotyczyła. Zresztą zajęty był obserwacją jednego gościa. Facet wyraźnie na bani. Może nie tyle mięśniak, co masywny. Krótko ostrzyżony. Chwiejnym krokiem improwizował jakiś taniec, gibając tułowiem na wiotkich nogach. Cały czas na nie spoglądał, jakby były mu obce. Uniesionymi ramionami łapał równowagę. Jednak zbyt dobrze się "bawił". Z gęby "moczymorda i zadymiarz". Usiłował właśnie podbijać do fajnej laski, która akurat śpiewała coś z repertuaru Dody, chyba "Virgin". Wymiatała głosem niesamowicie; Pod względem fizycznym też niczego jej nie brakowało. "Towarzystwo" zalanego jednak nie przypadało jej do gustu, bo co chwilę odsuwała go od siebie, a spojrzeniem niemal chciała go zabić. Sfrustrowany podszedł do baru.
- Eeee! Szemu zbiłesz buthelkę? - rzucił pytanie do motocyklisty. W pytaniu najbardziej charakterystyczne było owo "eeee". Najpierw próbował ułożyć usta do owej samogłoski, a potem wydobył z siebie dźwięk. Całość przypominała stękanie dziecka przy robieniu kupy.
- Nie ja ją zbiłem - padła opanowana odpowiedź.
- Ale ona koło ciebie stała, nie?
- Tak, ale ktoś inny ją zrzucił. Nie ja.
- Acha.
Odszedł znowu podbijać do wokalistki. Ta właśnie kończyła swój występ i podeszła do baru coś zamówić.
- Ładnie śpiewasz! Bez ściemy. Podobało mi się. Bardzo dynamicznie. Dosłownie bawisz się głosem i bardzo pewnie to robisz - zagadał mężczyzna w skórach.
- Dziękuję. Jeśli chcesz, to możesz sobie wyobrazić, że śpiewałam dla ciebie.
- Miłe zaskoczenie. A czym sobie...
- Eeee! To twoja kobieta? - do rozmowy wtrącił się nagle pijaczek. Z bliska dopiero było widać brak przedniego uzębienia i bliznę na policzku. Musiał z niego być zakapior, bo reszta zębów była w dobrym stanie. Pewnie stracił więc w bójce cały przód.
- Nie. Rozmawiamy tylko.
- Acha. Ale szemu zbiłesz buthelkę?
- Już ci tłumaczyłem. Nie stłukłem jej.
- Ale ona koło ciebie stała - uparcie pijackim językiem artykułował kolejne słowa. Usta wyraźnie odmawiały mu posłuszeństwa.
- Facet, usiądź sobie. Zamów coś. I wyluzuj trochę. Szkło już posprzątane. Temat skończony.
- Wracam do tematu. Czym sobie zasłużyłem na dedykację?
Dziewczyna najwidoczniej poczuła się bezpieczna w towarzystwie mężczyzny, który nie operował prymitywnym językiem.
...W prawdzie ubiór świadczył o przynależności do grupy, która ma niezbyt dobrą renomę... Ale ten był jakiś inny. Już chciała rzucić coś zalotnego, lecz zakapior nie dawał za wygraną.
- Eeee. Znasz smak swoje krwy?
- Znam - motocyklista cierpliwie i z pobłażliwością odpowiedział.
- A chcesz spróbować?
- Nie smakuje mi.
- Jesteś mężczyzną? Eeee! Jesteś mężczyzną?! - powtórzył pytanie, gdy nie widział żadnej reakcji. - Eeee. Pytałem cię o coś!
- Jestem.
- Udowodnij to.
- A co, mam spodnie zdjąć przy wszystkich?
- Ty sze ze mnie nabijasz, kura.
- Nie nabijam się. Człowieku, zejdź ze mnie już.
- Choź sze bić, jak jesteś mężczyzną!
- Co? A niby czemu?
- O twoją kobietę.
- Spokój mi tutaj! - wtrąciła się barmanka. Pewnie znała już gościa i reagowała zawczasu. - Uspokój się, bo policję wezwę.
- Dobra, ja już jestem spokojny - potwierdził, unosząc otwarte dłonie na znak, że panuje nad emocjami. Nie trwało to długo, bo kręcąc się po lokalu zahaczył kogoś innego. Wywiązała się krótka szarpanina i poleciało szkło. Barmanka wystartowała odważnie do kolesia. Zaszła mu drogę i stanowczo zagroziła policją. Agresor natychmiast się wyciszył. Szerokim krokiem udał się znów do baru.
- Eeee. Z jakiej jeseś fyrmy?
- Nieważne. Ja tu tylko przejazdem jestem. Na służbie.
- Ja mieszkam w hotelu robotniszym. Eeee! Znasz smak swoje krwy?
- Już się pytałeś o to. Znam i mi nie smakuje. Usiądź. Pogadamy.
Dziewczynie najwyraźniej nie przypadło ostatnie zaproszenie, ale rozumiał sytuację z natrętem. Jednemu po alkoholu włączy się "przytulaczka", innemu "rozczulaczka", bo przeprasza, płacze i żałuje. Inny znowu załapie "szwędaczkę" i łazi nocą. W tym natomiast odezwał się "agresor".
- Choźcie się bić. Was dwóch, a ja sam - mówiąc to zaczął zdejmować dżinsową katanę.
- Dwóch? Ja tu sam jestem - motocyklista z uśmiechem wyszeptał pod nosem tak, by tylko dziewczyna słyszała. - Pani naleje temu panu piwa na mój koszt. Może zobaczy nas pięciu i się wydyga.
- Pijanym alkoholu nie podaję. Jemu już wystarczy. Uspokój się, bo po policję zadzwonię - zwróciła się do pijaka.
- Ale on do mnie startuje. Mam się dać? - cedził swoją kwestię, jak mały chłopiec, który bójkę chce usprawiedliwić wymówką "bo on mnie zaczął".
- Człowieku, nikt cię nie zaczepia. Jesteś pijany... - do zajścia wkroczył jakiś inny mężczyzna. Próbował grzecznie rozładować napięcie i stojąc za agresorem złapał go za łokcie, chcąc wyprowadzić z lokalu. Motocyklista dopiero teraz zauważył, że wszyscy w środku od dawna zainteresowani są całą sytuacją. Zresztą pijaczek dosyć głośno mówił, więc trudno było nie słyszeć jego gadki. Nagle wyrwał się z dłoni pacyfikatora i całym impetem uderzył go z łokcia w twarz. Agresja w nim eksplodowała. Ruszył w stronę motocyklisty.
- Choź, kura, gnoju! Choź! - Niby atakował, ale nadal przypominało to skakanie koguta, który szuka poważnego pretekstu. Atmosfera zrobiła się w jednej chwili bardzo napięta. Kilku gości wstało od stolików, czując zadymę. Kobiety zaczęły głośno komentować pijackie wybryki.
- A bo to się nachleje i potem szuka zaczepki.
- Do żony by poszedł, do dzieci!
- No choź! - krzyknął ponownie zakapior. Dłonią spróbował szarpnąć motocyklistę za ramię. Ten nadal siedział opanowany na hokerze. - Co, kura, boisz się mnie?!
- Dosyć tego! - Motocyklista przerwał pijackie szeplenienie. Błyskawicznie sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki. Sprawnym ruchem wyjął czarny portfel i dynamicznie podsunął pijakowi pod sam nos prawie, rozkładając mu portfel przed oczami na ułamek sekundy. - Wydział kryminalny!!!
 
Strony:
1 2 3
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms