Zagajenie tematu
Ilekroć mój rozmówca dowiaduje się, że jestem pasjonatem jazdy na motocyklu, słyszę sformułowania brzmiące mniej więcej tak:
– Ta wolność, wiatr we włosach i prędkość… – wszystko wypowiedziane z błogim uśmiechem na twarzy i miną niczym po zjaraniu się skunem. Złe porównanie? Gorszące? Może. Zatem użyję innego. Minę, jaką wtedy widzę można porównać do wyluzowanej twarzy „dzieci kwiatów”. Jeszcze tylko brakuje „Jah Rastafari” w tle i byłaby pełna sielanka.
Pomijam tutaj ów „wiatr we włosach”, bo jakoś nie wiem do czego się owo skojarzenie odnosi. Już moja dawna koleżanka z ogólniaka (Gosia, pozdrawiam) zauważyła, że przecież z kaskiem na głowie nie można mieć wiatru we włosach. Przy mojej skąpej fryzurze żadne „pióra” nie fruwają mi na wietrze. Zresztą gdyby nawet, to pewnie nie odczuwałbym tego podczas jazdy. Może zatem rozmówcy chodzi o moją brodę? Albo skrzętnie zakamuflował pytanie o stan mojego owłosienia innych części ciała? Owszem, jeżdżąc w krótkich spodenkach miałem „wiatr we włosach”. Ale na nogach! I jakoś nie przywiązywałem do tego uwagi...
Natomiast w bardziej wylewny sposób chciałbym odnieść się do pozostałych skojarzeń z jazdą na motocyklu – „ta wolność, ta prędkość…”. Nie myśl sobie Czytelniku, że będę pisać pod wpływem alkoholu, rozżalony na całą rzeczywistość. Ale obalę kilka mitów.
Drogi? <lol>
Stan dróg… Masakra! Mam nawet poważne wątpliwości co do określenia „droga”. Prędzej trakt, ścieżka, patatajka... Ale nie droga! Wylany na polną drogę asfalt ma tyle wspólnego z drogą, co chiński skuter z zaawansowanym technicznie motocyklem BMW. Nie dość, że wcześniej owe polne drogi wyznaczali pijani chłopi wracający furmankami z targowisk – przez co szlaki mamy kręte, jak włosy murzyna – to do tego podróżując po nich, można odnieść wrażenie, iż rzeczywiście ktoś wylał asfalt na ubitą drogę. I tam, gdzie była koleina, gdzie niecka po kałuży, nic się nie zmieniło oprócz nawierzchni. Do jasnej cholery! Jak ma nie dochodzić do wypadków?! Podczas jazdy mam zwracać uwagę na jelonki, sarenki i dziki, tudzież łosie i pijaków. Bo wybiegnie/napatoczy się i będzie kłopot. Mniejszymi czworonogami nie warto sobie głowę zaprzątać. Jak jakiś kot złapał kotkę na bzykaniu z wędrownym kocurem, to potem czeka na okazję przy drodze i rwie prosto pod koła. Samobójca. Jego wybór. Z tego nie będzie „buby”. Ale jak się wbiję w stado dzików? To już grubsza sprawa. Oczywiście, można by rozciągnąć siatkę w szczególnie niebezpiecznych miejscach. Lecz znając nasze polskie realia, to za kilka dni siatka znalazłaby się na złomie, na targu, wokół zagród Józka i Staszka oraz na allegro. Rozwiązanie kosztowne, inwestycja ciągła, więc pomysł odpada. A nam pozostaje wypatrywać futra i ślepiów na poboczach.
Asfalt na spulchniaczu
Jeśli już opanujesz zagrożenie ze strony grubego zwierza i pijaków na rowerach bez oświetlenia (ostatnio jednego prawie musnąłem gmolem, gdy z chodnika padł na jezdnię), to pozostają ci wyżej wymienione koleiny, dziury, wyboje, muldy, pęknięcia wielkości jarów… Dobrze, ze polszczyzna jest bogata w słownictwo. No w mordę jeża! Furii dostaję, jak widzę te pieprzone polskie „drogi”! Do asfaltu ktoś chyba spulchniacza dosypał! A jak zbliża się ładny łuk, to prawie pewne jest, że będzie pofałdowany jakby ktoś dziesięć progów zwalniających położył jeden po drugim. Jadę przepisowo 90 km/h. Składam się do zakrętu… I co? I nagle czuję kleksa w spodniach, bo wpadam na coś, co przypomina zwłoki słonia pod dywanem asfaltu. Mija rok, dwa i nic. Nikt tego palcem nie tknie. W samochodzie zawieszenie dobija, koła tracą przyczepność, motocyklem rzuca nieprzyjemnie... Ale kogo to obchodzi?
Po muldach trzeba wspomnieć o dziurach, wyrwach i uskokach. Ja pinkolę! Zaglądam już na ssaki, na „homo żłopens”, wypatruję pofałdowań terenu, a tu jeb! Dziura! Jeb! Druga! A potem jeb! Jeb! Jeb! Trzy studzienki kanalizacyjne! I sam już nie wiem, co robić! „Przełączyć” wzrok z długich na krótkie? Prawdopodobieństwo, że coś/ktoś wlezie mi pod koło jest znacznie mniejsze od tego, że wpadnę w dziurę czy studzienkę. Ba! Na odcinku 100 km można zaliczyć więcej dziur w tzw. drodze niż… No właśnie, brak mi porównania. Bo u nas napraw asfaltu dokonuje się w deszczu, po deszczu, na mrozie. Przy czym łata się po kawałku, przez co można dostać oczopląsu od całej gamy odcieni szarości i czerni. Jedna wielka szachownica na drodze, a każda kratka znajduje się kilka metrów poniżej/powyżej sąsiedniej! Dzięki temu co jakiś czas masz atrakcje, jak w wesołym miasteczku na kolejce. Przy prędkości 100 km/h nasze „drogi” gwarantują ci takie uskoki, że wnętrzności przemieszczają się od miednicy po przełyk. Że też nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, by pobierać opłaty za dodatkowe atrakcje. Chociaż bilety wstępu na A4 można już pod to podciągnąć.
Szkoda Twojego pióra, jest jak jest :(
Dla tego ci z góry na "P" tak bija się o jedynego latającego TU aby po dziurach nie jeździć.
Rozumiem Cię jednak, bo i ja wracając z zagranicy odczuwam czasem smutek, a najczęściej irytację gdy przejazd przez miejsce gdzie kiedyś był szlaban jest od razu okupiony podskokiem na dziurze !
Ale i tak co by nie mówić to jest filing, wiatr we włosach (gdzie kto je tam ma ?!), swoboda, 3D-jazda, nie koniecznie szybkość, itd.
A przede wszystkim bezpośredni kontakt z atmosferą, otoczeniem, odczucia zmian temperatury (znacie to gdy wieczorną porą mijacie łąkę na której podnosi się już lekka mgiełka, a zaraz potem wpadacie na jeszcze nagrzaną góreczkę :)) i ZAPACHY !!!
Pozdrawiam
RobB.
Pozdrawiam
Pszym - paleta ludzkich uczuć jest bardzo bogata i same uczucia są - jeśli już poruszyłeś nauczanie KK - MORALNIE OBOJĘTNE, czyli ani dobre ani złe. Ocenie moralnej poddać można to, co się potem z tymi uczuciami zrobi lub co się zrobi pod ich wpływem. A uczucia gniewu/złości można przełykać i dusić w sobie, można nimi ranić, można też pozytywnie z nich korzystać, choćby odpowiednio ubierając w słowa. Na szczęście Jezus też odczuwał gniew, a przecież był bez grzechu. A jak wpadł do Świątyni Jerozolimskiej, to niezły sajgon w niej zrobił, rozrzucając monety bankierów, przewracając stoły, preganiając handlarzy i ich zwierzęta. Uważasz, że zrobił to z cielęco-błogim wyrazem twarzy i głosem w stylu "przeoraszam, że jestem"? Gniewem można ranić, ale można tez zgłębiać, działać pozytywnie z pasją. "Przekujcie miecze na lemiesze..." Pozdrawiam
Pamiętam jak wracałem z Ukrainy do Polski. Odczucia dokładnie jak w Twoim artykule.
Wystarczyło jednak przekroczyć polską granicę, aby znowu się cieszyć równymi, szerokimi i bezpiecznymi drogami :-)
Do tej pory pamiętam tą radość na POLSKICH drogach :-)
"...Gniew jest zwalczany przez Kościół i potępiony przez Pismo Święte. Gniew zabija, rani, napada, powoduje u swych ofiar fizyczne i moralne szkody. Jak strzelba nabita wielkim ładunkiem, często razi swym odrzutem tego, który ją dzierży, wyrządzając jednakową szkodę skrzywdzonemu i krzywdzicielowi..."
Autor: Billy Graham
bardzo ładnie zwerbalizowane przemyślenia, przychylam się w całej rozciągłości. co najwyżej tankowania nie będę prowadził na słowacji - ciut za daleko ;)
jsz
Najlepiej, aby w ogóle zniknął, a my zapomnijmy, że w ogóle coś takiego żeśmy czytali, i że wyszło to spod pióra Janusza.
Tytuł "Jestem wściekły" może i w jakiś sposób obrazuje treść.
W normalnych warunkach swoją wściekłością - a raczej jej wybuchami - się nie afiszuje,
ale przemyśla się sprawę, a następnie przeprasza i wyciąga wnioski.
Myślę, że analogia ta w pełni znajdzie zastosowanie i w tym wypadku.
Szerokosci!
druga sprawa autostrada a4 (odcinek krzywa-wroclaw) nie moze byc platny poniewaz nie ma pasa awaryjnego nie wiem jak dalej na opole, katowice bo nie bylem tam dawno :)
ksiadz pisze coraz mniej i rzadziej (niesystematycznie) ale to mozna wybaczyc :P bedzie jakies opowiadanie z wakacji ?? :)
Polaczki to naród z natury tępy i chciwy.Wszystko chcą tanio.Nawet sportowe litry chcą TANIO !! TANIO TANIO TANIO !! No to macie TANIO !!!! Zamiast Mostostal pracować na 3 zmiany, pracuje na 1-dną...bo TANIO !!! Wchodzi gość do sklepu motocyklowego i chce TANIO kask,TANIO Dainese... no to jak TANIO to TANIO !!! I tak cały kraj jest TANI,TANDETNY i TANI AGAIN !!!
A to wszystko powoduje własnie ta końcowa mentalność debila.TANIO...wtedy i każdy producent żeby temu sprostać szuka oszczędności.Wydłuża czas,oszczędza na ludziach i na sprzęcie,i koło się zamyka.Na przykład Trasa Toruńska,ile Ona ma ? 6 lat ? Może więcej,a wygląda jakby czołgi po niej jeździły.BO ....TANIO MIAŁO BYĆ !!! TO I TANIO JEST !!! ZADOWOLENI ?!!