OCEŃ ARTYKUŁ
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5kliknij i przesuń wskaźnik
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Biere każde auto z boku,
nikt dziś do mnie nie ma szans.
Błyszczy się na słońcu motur […]
Ryk motoru mnie podjarał,
linkę gazu w ręce mom. [...]
Mówią, żem jest paranoik,
a ja nie przejmuję się.
Jadę, co fabryka dała,
jadę, jadę do ciebie.
Nieco przestoju było przed bramkami wyjazdowymi z autostrady, a potem na granicy ze Słowenią. Ale prawdziwy korek zobaczyliśmy dopiero po drugiej stronie. Na wjazd do Chorwacji oczekiwała kolejka samochodów, ciągnąca się z małą przerwą 50 km! Jedynie motocykliści nie musieli w niej kwitnąć. Reszta dosłownie koczowała, przepychając samochody co jakiś czas.
W Austrii, po przejechaniu górzystym odcinkiem, wpadliśmy na Autostradę. Kierunek Wiedeń. Wtedy zaczęło się pałowanie do zamknięcia liczników. Nawet do głowy nam nie przyszło, że generujemy grzmot, którego żadne normy nie dopuszczają. Podczas tankowania pojawiła się nawet propozycja, by zrobić nocleg pod stolicą. Większość postanowiła inaczej. I to była słuszna decyzja. O ile rano prawie spałem na kanapie, o tyle po kilku kawach powieki służyły mi tylko do nawilżania gałek.
Najgorszym odcinkiem podróży powrotnej – o dziwo zupełnie bezdeszczowej – był przejazd przez Czechy. Temperatura gwałtownie spadła i zrobiło się tak zimno, że, ratując się przed chłodem, nakładaliśmy na siebie wszystko, co było łatwo dostępne w sakwach. Dosłownie koszmar. W życiu tak nie zmarzłem na motocyklu. Przed totalnym wyziębieniem stóp uratowały mnie nakładki przeciwdeszczowe na buty.
Po 1250 km o godzinie 3.15 w nocy wszedłem do swojego pokoju. Pozostali nieco wcześniej, bo dzieli nas jakieś 50 km. Jak dotąd była to najbardziej udana wyprawa, której głównym atutem okazało się przemieszczanie, a nie pobyt w jednym miejscu. Na koniec dodam, że przejechaliśmy jakieś 4500 km, wlewając do baku około 190 l benzyny.
Ponad 18 h na przejechanie 1250 km – żaden rekord. Ale trzeba wziąć pod uwagę przestoje na tankowanie, krótką regenerację sił, bramki i granicę chorwacko-słoweńską. No i fakt, że dosiadamy cruiserów. Na autostradzie staraliśmy się nie schodzić poniżej 130 km/h. Tutaj polecam wypuścić na prowadzenie kogoś, kto ma tempomat w łapie. Wahania prędkości pierwszego strasznie męczą pozostałych.
Całej ekipie wielkie dzięki za ten czas!
Post scriptum
Pamiętam czasy, gdy w domu robiło się zapasy na zimę – jabłka wędrowały do skrzynek, ziemniaki i marchewka w kopcach, warzywa i owoce w słoikach. Potem, gdy spadł śnie, korzystało się z tych rezerw. Truskawki i sok z malin stanowiły odrobinę lata w mroźne dni. Tym samym dla mnie są letnie wypady – robieniem zapasów na zimową przerwę w sezonie. Odkurza się wspomnienia, powraca do zdjęć… Taka cząstka lata, gdy nie sposób jeździć.
Uważasz, że dziś nie robi się zapasów na zimę, bo wszystko można kupić? Błąd. Po powrocie z Chorwacji prowadziłem ceremonię ślubną znajomych z WRM MC na Śląsku. W paradzie brali udział także kumple z Prudnika. Szybko jednak zniknęli.
– A gdzie Prudnik? – zapytał ktoś z klubu.
– Chłopaki mają pewnie jeszcze kilka parad do obskoczenia – wtrąciłem się do rozmowy.
– Sprzedają się na pokazówkach?
– Nie. Robią zapasy na zimę.
– Jakie zapasy?
– Skrzynka wódki za paradę. Do tego jakąś bramę jeszcze zrobią i wpadną kolejne flaszki. Potem zimą jest przy czym usiąść w klubie...
Dzięki:) Dubrownik - faktycznie - drogi i ciasny. Że głośny nie zauważyłem, choć turystów było sporo. Myśmy ograniczyli się do zwiedzania starego miasta. Poza tym - najważniejsze - gdy myśmy opuszczali HR, to sezon urlopowy się zaczynał. Potem ceny rzeczywiście piekielnie podskoczyły na kwaterach... wszędzie, nie tylko pod Dubrownikiem.
03-10-2009 15:45
~MN
taa... teraz wystarczy tylko poczekać rok i znowu można będzie organizować wyprawę :-) Piękna sprawa. Ja w tym roku przejechałem w zasadzie całym wybrzeżem chorwacji nocując po drodze na kempingach. Co prawda puszką, ale itak wrażenia z tras "widokowych" niezapomniane. Co jak co, ale Dubrownik to porażka. Owszem pięknie, ale piekielnie drogo, głośno, ciasno... Tydzień spędziłem na Plejesaczu. super półwysep. Polecam Tripanj - malutkie miasteczko.
Wracająć do Polski stałem dobrych kilka godzin w korku przed ostatnimi bramkami autostrady chorwackiej. masakra.
Fajna relacja z wyprawy.
pozdrawiam
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
Wracająć do Polski stałem dobrych kilka godzin w korku przed ostatnimi bramkami autostrady chorwackiej. masakra.
Fajna relacja z wyprawy.
pozdrawiam