OCEŃ ARTYKUŁ
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5kliknij i przesuń wskaźnik
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Pielgrzymka do Mekki, cz. 5
Skrojeni turyści
Tomek się nie zjawił, więc do restauracji poszliśmy sami. Wąska uliczka, miejsca w cieniu, oczywiście, strategiczne dla facetów. Znaczy się z widokiem na przechodzących turystów. Był pierwszy aperitif: 80% wody w stanie ciekłym, 10% w stanie stałym, resztę stanowił alkohol. Kelnerka przyniosła też butelkę wina. Zamówiliśmy różne dania i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że nie chciano nam podać pozostałych bonusów.
– Kolega napisał, że będzie was ośmioro, a jest sześcioro – tłumaczyła w obcym języku kelnerka.
– Aperitif sobie darujemy. Ale wino miało być, więc będzie – poprosiłem o dopisanie do rachunku butelki wina.
Gdy przyniosła nam na koniec rachunek, ze zwykłej ciekawości zaczęliśmy go analizować.
– Księciuniu, butelka tego wina 100 kun!
– Za tyle mielibyśmy pięć butelek w winiarni. Ale naciągacze! – ktoś skomentował.
– Obiecałem, że będzie i tyle. Nie ma, że boli.
– Jak pieczywo razy sześć? Przecież jest tylko jeden mały koszyk?
– Banda zdzierców.
– Kto pił Coca-Colę? Napisali „Cola razy 4”.
Kelnerka długo nie wracała z wyjaśnieniem dziwnych pozycji na rachunku. Potem tylko lapidarnie wyjaśniła, że „szef tak pisze” i tyle. Usunęła jedynie Colę. Oczywiście, dostała od nas należność wyliczoną co do lipy, czyli grosza.
Przy okazji zauważyłem kolejną różnicę między reakcją kobiety a mężczyzny w przypadku wysokiego rachunku. Facet przelicza np. ile obiadów mógłby mieć w barze mlecznym za jedną pizzę. Kobieta natomiast przed lub po fakcie stwierdza, że „w domu też jest pizza”.
Marzenia się spełniają
Ten mały incydent nie był w stanie zepsuć nam nastroju. Szybko zapomnieliśmy o próbie wyłudzenia pieniędzy, bo na chodniku jakaś niezwykle gibka szatynka wykonywała taniec brzucha. Było na co popatrzeć. Potem zrobiliśmy jedno okrążenie wokół studni z szesnastoma kranami. Łyk z każdego i można było pomyśleć życzenie. Ktoś z ekipy myślał chyba o kończącej się kasie, bo chcąc wejść na mury Dubrownika, zaczepił nas „bramkarz”, oferując „tańszą alternatywę”. Poszliśmy więc za nim w ciasną uliczkę i jakimiś schodami wprowadził nas na mury. Usługa kosztowała nas tyle, co jeden bilet. Przypuszczam, że kasa nie zasiliła budżetu miasta.
W Dubrowniku pojawiliśmy się jeszcze raz, ale w nocy. Pominę jednak ten wątek. To po prostu trzeba zobaczyć i przeżyć.
Ostatnie atrakcje
Podczas pobytu w Slano pierwszy raz zdecydowałem się wreszcie na kąpiel w morzu. Nawet kilkakrotnie. Dzięki temu mieliśmy z facetami zawsze powód, by połazić swobodnie po plaży bez kobiet. Po co nieść drzewo do lasu? Jednak – wersja oficjalna, bo dziewczyny mogą przeczytać – nic ciekawego nie rzuciło się nam w oczy. Tylko się kąpaliśmy, a jakiś Niemiec chciał, byśmy naprawili mu elektronikę na wypasionej łodzi. Właśnie dlatego pewnego razu tak długo nie wracaliśmy…
W międzyczasie wybraliśmy się ponownie na Peljejšac, by połazić po murach dawnych obwarowań twierdzy Ston. Zabytek nie robił już takiego wrażenia jak Kotor czy Dubrownik, ale warto było się ruszyć. Na dalsze wypady nie mieliśmy już ochoty, a i finanse powoli się wyczerpywały. Wreszcie w piątek nie zostało nam już nic z żywieniowych zapasów, więc kupiliśmy chyba 5 kg ziemniaków, cebulę, śmietanę i boczek. W ramach relaksu przed podróżą zabrałem się za pichcenie. Potem była przednia i bardzo swojska uczta.
Paranoid
Dzień powrotu nadszedł nieubłaganie. W sobotę o godzinie 9.00 wyruszyliśmy w stronę Polski, korzystając już z autostrady. W trakcie podróży zatrzymywaliśmy się jedynie na tankowanie i kawę. Do tempa jazdy najbardziej pasuje „Paranoid” z repertuaru Black Sabbath i to w wersji Pawła Kukiza:
Jadę, jadę na motorze,
wiater mi owiewa twarz.
Mam na sobie czarne spodnie,
a na brzuchu czarny pas.
Dzięki:) Dubrownik - faktycznie - drogi i ciasny. Że głośny nie zauważyłem, choć turystów było sporo. Myśmy ograniczyli się do zwiedzania starego miasta. Poza tym - najważniejsze - gdy myśmy opuszczali HR, to sezon urlopowy się zaczynał. Potem ceny rzeczywiście piekielnie podskoczyły na kwaterach... wszędzie, nie tylko pod Dubrownikiem.
03-10-2009 15:45
~MN
taa... teraz wystarczy tylko poczekać rok i znowu można będzie organizować wyprawę :-) Piękna sprawa. Ja w tym roku przejechałem w zasadzie całym wybrzeżem chorwacji nocując po drodze na kempingach. Co prawda puszką, ale itak wrażenia z tras "widokowych" niezapomniane. Co jak co, ale Dubrownik to porażka. Owszem pięknie, ale piekielnie drogo, głośno, ciasno... Tydzień spędziłem na Plejesaczu. super półwysep. Polecam Tripanj - malutkie miasteczko.
Wracająć do Polski stałem dobrych kilka godzin w korku przed ostatnimi bramkami autostrady chorwackiej. masakra.
Fajna relacja z wyprawy.
pozdrawiam
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
Wracająć do Polski stałem dobrych kilka godzin w korku przed ostatnimi bramkami autostrady chorwackiej. masakra.
Fajna relacja z wyprawy.
pozdrawiam