Weterynarz, który w byłej kwiaciarni otworzył gabinet, akurat teraz musiał dać mi obiecany latem film. Ale niech będzie. Wrzuciłem płytkę do sakwy. On, zachwycony „czarnulą”, coś tam jeszcze mlaskał, gdy na drodze pojawił się kumpel na Fat Boyu. Łapa w górę – też pierwszy raz w tym sezonie. Dając doktorkowi do zrozumienia, że się spieszę, wyjechałem na drogę. A że maleńka była już ciepła, odkręciłem dynamicznie i tyle mnie widzieli… ludzie z koszykami przy otwartych bagażnikach aut pod Biedronką.
Co za radość! Tego klangu było mi trzeba. Czułem jak neurony powoli odzyskują zapchany przepływ. Szyba z kolekcji Silverado – wyższa od poprzedniej – pozwalała toczyć się bez zamykania kasku. Delikatny zefirek pieścił facjatę, a ja sobie mknąłem w stronę stacji paliw.
W małym miasteczku, za sprawą szybkiego rozwoju motoryzacji i dennej organizacji ruchu, jak zwykle, panowały korki. Ale cóż mnie one obchodzą? To w aucie muszę czekać aż ktoś się ruszy, by po kilku metrach znowu stanąć, bo zabłyśnie czerwone światło. Teraz niczym pan i władca mijam zapuszkowanych braci i siostry i zajmuję „pole position”. Obok mnie stoją chłopaki w Civicu. Kierowca zerka, płaszcząc nos o szybę. Muza dudni w tej Hondzie tak głośno, że zastanawiam się gdzie jest ZAiKS. Przecież taki koleś powinien płacić za publiczne odtwarzanie utworów muzycznych. Po chwili jednak japońska dyskoteka była już tylko przeszłością. Ten za kierownicą miał kiepski czas reakcji na starcie...
– Dzień dobry. Co lejemy? – zapytał pan pompiarz pod dystrybutorem.
Nie chciałem go niegrzecznie uświadamiać, że tylko ja mam prawo do tak intymnego zbliżenia z „czarnulą”, więc zbyłem go pytaniem retorycznym.
– Pan chce mnie po takiej długiej przerwie, mnie wygłodniałego, pozbawić tej przyjemności włożenia pistoletu i zatankowania? – cedziłem z uśmiechem.
Zrozumiał aluzję i poszedł tankować diesla. Ja w tym czasie mogłem spokojnie napełniać zbiornik „czarnuli”. Robiłem przerwy, aby przedłużyć naszą przyjemność i nie dojść zbyt szybko do końca jej możliwości. Potem zostawiłem ją na moment, by zapłacić. Jak zwykle, przy kasie musiałem czekać aż pani kilku panom włoży parówki w wilgotne od sosu bułeczki. Gdy zwolnili mi miejsce, położyłem kartę na punkty i pieniądze.
– Z szóstki proszę.
– Może Red Bulla w promocyjnej cenie?
– Nie, dziękuję.
– Może płyn do spryskiwaczy?
– Droga pani, ja wiem, że takie macie procedury, ale ja nie jestem żadnym testowym klientem. Proszę mnie już skasować, bo aż mnie nosi, by sobie pojeździć – odparłem grzecznym tonem, zastanawiając się gdzie niby miałbym sobie wlać ten płyn do spryskiwaczy. Mogła mi jeszcze myjnię zaproponować.
A potem było kilka godzin sam na sam z nią. Nie mam tu na myśli kasjerki, tylko „czarnulę”. Po drodze jeszcze podniosłem jej ciśnienie w kołach, bo coś nieposłusznie wchodziła w zakręty. Ale to moje zaniedbanie. Zawsze zapominam o gumkach, a potem się dziwię, że niechętnie się kładzie.
pozdrawiam serdecznie:)
może być skrobnął parę słów ?
Czekamy!!
Na artykul natrafilam przypadkowo, chcac dowiedziec sie czegos o ks. Januszu, ktory glosi czasem zabawne ale na pewno zawsze reflekcyjne kazaniam (ktore od czasu do czasu mam zaszczyt wysluchac ;)...
Ma ksiadz duzy dar "trafiania" do ludzi poprzez slowa - zreszta po przeczytanym powyzej artykule widze, ze takze dar pisania ;)
Pozdrawiam :)
Wielkie dzięki
Pozdrawiam:)
Świetne / nie do końca święte poczucie humoru, no ale przecież o to chodzi. Czekamy na więcej... a stronę dodaję do ulubionych.
Odniesienia do "Pomagam" i Zaiks genialne ... prawie się popłakałem a koledzy w pracy na mnie dziwnie patrzyli gdy oplułem monitor :D
Sezon rozpoczęty więc mam nadzieje, że spotkamy się kiedyś na drodze. Lewa w górę!
Co do meritum znaczy pojęcia "prawdziwego motocyklisty",to myślę,że taki nie istnieje.Czy to jest gość , który widząc podobnych sobie stanie na stacji benzynowej , żeby się przywitać?Może taki co jest samotnym wilkiem?A stary wyga zlotowy?A ten co dla wygody pomyka maxi skuterem?Endurasy brudasy - co po 2-3 przemierzają leśne dukty wokół wielkich miast w ramach walki ze stresem urbanizacyjnym?Nie rozumiem faszyzmu markowego ,że tylko Harley,lub Honda.Sam chciałbym mieć kilka różnych motocykli do odmiennych celów.Więcej czasu na jazdę,oraz mitycznych kumpli motocyklowych,którzy byli by gotowi na każde skinienie.Z perspektywy moich trzydziestu paru lat nie wierzę w takich kumpli.Droga motocyklisty jest samotna i kręta jest.Prawdziwy motocyklista to nie 1%,tylko taki ,co związany ze swoją maszyną ,może zmienić ją w następnym sezonie,kocha jazdę nie wygody,choruje całą zimę,daje się ponieść nitce drogi , bez wyraźnego powodu.Nie dopomina się płaczliwie zrozumienia ze strony innych użytkowników drogi.Myślę,że takie typy się na wzajem wyczuwają.Mają jeśli nawet nikczemny, to kochany motocykl i ten specyficzny błysk w oku.
I JEST jest długi, konkretny, taki jak zawsze - zaje...ty! Czytanie tego tekstu to jak zawieszenie w powietrzu takiego "czegoś" co mówi, że niedługo będzie wszystko dobrze. Jeszcze tylko czyszczenie gaźników bo Sunia nie kaszle i pofruwamy.
Także tak osobiście, personalnie tylko od siebie chcę Panu podziękować. Szerokości.
tak swoją drogą to nie był Ksiądz wczoraj w kk?
NARESZCIE :-P
Ja już w lutym się upominałem że dawno nic nie było :-P
powinien być 1 art miesięcznie ;-P
a co do wakacji...
to naprawdę zmiana kraju byłaby świetna :-P
może Hiszpania ?
Włochy ?
ooo... Sycylia... <--- hmm my Wam miejsce znajdziemy :-P
Dobrze jest móc znowu zagłębić się w tych przemyśleniach, to sama przyjemność :)
Krisk2k - dzięki. Liczę na udany sezon. Mam mocne postanowienia co do rzadkiego zasiadania w fotelu na rzecz kanapy. Choćbym miał po nocach jeździć.
Pietrucha - z pewnością nie będzie w tym roku Chorwacji.
Okrop - nikogo nie wykreślam. Przeczytaj z uwagą. Raczej podważyłem obiektywne kryteria, kierując się ku subiektywnym. I nadal uważam, że to co prawdziwe będzie zarażać innych, nawet gdy sobie z tego nie zdajemy sprawy.