załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

W KOLORATCE NA DWÓCH KOŁACH

Gdyby nie te dekle...

ks. Janusz
12-04-2007, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Gdyby nie te dekle... kliknij i przesuń wskaźnik
Yamaha Virago, mój własny chopper! Uczucia, jakie we mnie buzowały potrafią zrozumieć tylko ludzie z benzyną w żyłach. Jako dzieciak dosiadłem motorynki, mając jakieś 8 lat. Należała do kolegi; był to jego komunijny prezent. Ostrzegał, bym nie odkręcał przy ruszaniu, ale cóż... stało się... motorynka poszła na kołoi trochę przytarłem plasik. Potem była wspominana Jawka. W międzyczasie miałem przygodę z Komarkiem kuzyna. Świeżo odrestaurowany. Kuzyn był u babci a ja postanowiłem zrobić rundkę na podwórku. Wszystko skończyłoby się dobrze, gdybym nie przydzwonił w piłę tarczową he he. Postawiłem Komara i uciekłem. Potem się okazało, że zerwałem łańcuch a widełki "naprostowałem" aż do silnika. Nigdy jednak nie mogłem się doprosić, by mi rodzice kupili motorynkę, ani "Charta", a o Simsonie nawet nie wspomnę. Teraz dosiadałem prawdziwego motocykla, po tylu latach oczekiwania. Brak prawka nie mógł mnie powstrzymać.

W związku z brakiem ważnego dokumentu, uprawniającego do poruszania się po drogach publicznych, liczyłem się z jakimiś konsekwencjami. Jednak urok jazdy przyćmiewał mi wszystko. Zresztą cóż to była za jazda? Jakieś drogi, zimą odśnieżane w okolicach wiosny, czyli wcale. W tym czasie raz tylko miałem przygodę z drogówką. Otóż 9 stycznia, gdy słupek rtęci wskoczył na magiczne naście stopni, ruszyłem na krótką przejażdżkę. W pewnym sensie musiałem, bo moto szło do serwisu, a "Bolo" chciał wiedzieć, na co ma zwrócić uwagę. Nie mogłem jechać starym szlakiem, pojechałem więc drogą na Głuchołazy - była czarna i sucha. W pierwszej wiosce ograniczenie do 40, patrol, ja spokojnie pyr pyr pyr. Udało się... ale zmarzłem już na kość. Kilka kaemów za wioską zawróciłem i zamiast wracać inną drogą, to na pewniaka ruszyłem w ogień drogówki. Kto normalny jeździ w styczniu? Już z daleka widziałem, jak Pan Władza przechodzi na mój pas, prostuje ramię z lizakiem. Ja pinkolę!!! To się doigrałem!!! Rozmowa była na szczęście krótka - dostał ubezpieczenie, dowód rejestracyjny. Przeglądał uważnie, pytał o zameldowanie (mam bezdomny zawód), aż padło sakramentalne "i prawo jazdy"... Bez wahania sięgam do kieszeni i... strzelam zdziwko. Potem nerwo robię coś w stylu "Michael Jackson szuka rozporka", czyli klepię po wszystkich kieszeniach... "Nie mam, zostawiłem samochodzie, wyjechałem na chwilę, uległem euforii i zapomniałem..." Skończyło się polubownie, pchałem moto do końca zakrętu. W sumie prawko leżało w samochodzie, a Pan Władza nie pytał o kategorię, ale miałem już dosyć jazdy z pasażerem-strachem.
"Bolo" - Tomek Zięba - oprócz regulacji zmienił mi końcówki wydechu i całe tylne oświetlenie . Zapomniałem wspomnieć, że dopadł mnie w międzyczasie wirus. Chopperowcy wiedzą jaki - UBIERANIE!!! I tak powoli zbliżała się wiosna. Emocje nieco opadły. Nie wiem, jak potoczyłyby się moje dalsze losy, gdyby nie kolejna zachcianka. Już mniej więcej wiedziałem, co można przerobić w Virażce, jak dodać jej wdzięku. I cały czas chodziły mi po głowie dekle na silniku. Miały wżery. Jak one mnie gryzły w oczy!!! Pasty nic nie pomagały. Bartek, "Korzeń", "Bolo" - stwierdzali jednoznacznie - polerka nieunikniona. Podjechałem do znajomego lakiernika. On jednak miał tak napięte terminy, że nawet nie dał mi cienia nadziei. "Chodź ksiądz, podjedziemy w jedno miejsce, tam coś się załatwi" - powiedział. Wsiadłem z nim do auta, przejechaliśmy kilka uliczek, cały czas jednak centrum Prudnika. Zaprowadził mnie do jakiegoś przydomowego garażu. Wchodzimy... szok! Dwie traje, dwóch kolesi podobnych do siebie na maxa, po częściach i narzędziach rozpoznałem, że trafiłem do ekspertów. "Poznajcie się - to jest Edek, a to Jerzyk". "Janusz" - przedstawiłem się. Zaraz też dodałem z jaką sprawą przychodzę, ale nie mogłem oderwać wzroku od cudów w garażu. "No, ku***a, nie ma sprawy, podrzucisz dekle kiedyś i się zrobi" - powiedział jeden z bliźniaków, ale nie pamiętam który, zresztą i tak byli identyczni. Mój "przewodnik" wziął go na bok, szepnął coś do ucha. Konsternacja, chrząknięcie. Domyśliłem się, że już nie jestem tajniakiem. Natychmiast więc dodałem, że ja tu prywatnie, bez krępacji proszę.

To był mój pierwszy dzień, przełom w życiu, choć wtedy jeszcze niczego nie podejrzewałem. To było tylko preludium. Lakiernik odjechał, ja zostałem z bliźniakami. Byli ode mnie starsi o 12 lat, ale dogadywaliśmy się bez problemu. Oglądałem trajki. Coś mi się obiło kiedyś o uszy, że w mieście pojawiła się traja, nawet ją widziałem latem, ale uznałem, że to złom. Teraz stała przede mną odrestaurowana, w niebieskim metaliku, po polerce, remoncie silnika. Piękna! Obok niej żółta - niska, agresywna, zbudowana od podstaw przez bliźniaków. Do tego jeszcze nie obyło się bez prezentacji "garbusa" po tuningu (nawet nie będę go opisywać, wystarczy Wam fakt, że rok później zdobył I miejsce na zlocie VW). Widziałem na własne oczy, że chłopaki mają talent. Zaraz podsunąłem im temat rozpoczęcia sezonu w Prudniku. Pomysł jak najbardziej podchwycili, głośno zastanawiając się nad tym, kogo można jeszcze zaprosić. Czułem, że spotkałem bratnie dusze - bratnie także dla mnie.
Drugi mini zlot z rozpoczęciem sezonu w kościele wypadł bardzo dobrze. Sprowadziłem lokalne media - niech ludzie wiedzą, że nie jesteśmy diabłami. Postarałem się o eskortę policyjną - integracja wskazana, poza tym parada przez miasto tego wymagała. Pojawiło się znacznie więcej motocyklistów niż za pierwszym razem. Przyjechało więcej WRM-ów (za sprawą Jerzyka i Edka). W kościele odbyło się krótkie nabożeństwo z poświęceniem kasków, modlitwą, znakiem pokoju, kazaniem. Muzykę puszczałem z płyty - jakieś rockowe kawałki. Potem było poświęcenie motocykli przed kościołem i wspólne odpalenie z przygazówkami. Po minach ludzi widziałem, jakie wrażenie to na nich wywarło. Sam zresztą odczuwałem ogromną wspólnotę i siłę jedności.
Po wszystkim najbardziej podekscytowany był Jerzyk ("JEJO") - pierwszy raz widział księdza przy ołtarzu w glanach i skórzanych spodniach. Z natury był pełen humoru, ale te glany i skórę długo wspominał. Kiedyś oddałem mu hołd, zakładając ten strój na mszę w Jego intencji, ale o tym jeszcze za wcześnie pisać.

ARTYKUŁY POWIĄZANE

I bańka prysła...

11-04-2011
Pokora – wbrew częstemu utożsamianiu jej ze spuszczaniem głowy i mówieniem „deszcz pada”, gdy plują nam w twarz – pochodzi od łacińskiego słowa humilitas (z łac. humus – ziemia).
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms