Wypowiedziałem wojnę dziwnym świerszczom, które zagnieździły się w motorze. Odkąd pamiętam, tzn. od 2 sierpnia 2005 roku, kiedy pierwszy raz wsiadłem na czarnego Wild Stara, wolnej jeździe i przepychaniu towarzyszyły piskliwe dźwięki. Początkowo mało drażniące, ale z biegiem czasu doprowadzały mnie do szału.
Wyobraźcie sobie wyczyszczonego i wypastowanego Cruisera, który gabarytami i połyskiem wzbudza zachwyt i mistyczną ekstazę. Zbliża się w Waszym kierunku. W kolanach, a u facetów nieco wyżej, pojawia się charakterystyczne mrowienie, wędrujące w niekontrolowany sposób na plecy. Chrapliwy ryk wydechów niemal każe Wam upaść na kolana. Na szybie i lampach dogorywają rozbite owady Demonstrują co się stanie, gdy ktoś nie ustąpi. W Lightbary wbity jakiś ptak, który nie umknął na czas. Na gmolach resztki rudych kłaków jakiegoś sierściucha. Motocykl mija Was majestatycznie i nagle słyszycie piskliwy zgrzyt „łłłiiit łłłiiit”. No siara! Porażka! Szacunek spada niemal do zera. Choćby jeździec na plecach miał czachę czy skrzydlate koło, to i tak niczym nie nadrobi tego deprymującego dźwięku. Jest on żenująco śmieszny, a drażni jak włos w wykwintnej potrawie czy emblemat „HTP” na „rasowo” ospojlerowanej Skodzie Fabii.
Wytoczyłem Wild Stara z garażu. Kilka metrów na wstecznym, czyli na podeszwach już mnie wyprowadziło z równowagi. Zgrzyt! Znowu! W ruch poszły klucze, ciepła woda i szare mydło „Jeleń”. I co? Nabawiłem się rogów na głowie, a zgrzytu się nie pozbyłem. Jak tu się gdzieś wybrać? Gdzie nie podjadę, to każdy będzie zaglądał, czy tylne koło mi nie odpada.
- No „Czarnula”! Jedziemy do doktora!
Narzuciłem na siebie katanę i kamizelkę. Poszedłem otworzyć bramę…
Mieszkam obecnie w centrum miasta. Naprzeciwko szpital i poczta. Przed bramą znajduje się wjazd, na którym mieści się jedno auto. W pobliżu jest parking, ale płatny. Pod szpitalem można zaparkować za darmochę, ale tylko w nocy. W ciągu dnia zmieści się skuter. Co zatem widzę po otwarciu bramy? Białe BMW 520. Nie powiem, podoba mi się ten model. Tak pięknie siedzi na glebie, ale dlaczego ktoś zastawia mi wyjazd, skoro na skrzydle bramy wyraźnie napisano „NIE ZASTAWIAĆ WJAZDU”? Widocznie kierowca „bawary” podjechał, rozejrzał się i stwierdził, że nikt nie wjeżdża. Muszę dopisać „I WYJAZDU”. Mniejsza o to. W glanach i skórzanych spodniach kulki się pocą, a tu wyjechać się nie da. Obszedłem autko dookoła.
Ja cię przecież znam! Bujaliśmy się kiedyś razem kilka godzin. Ty przecież należałaś do „Ciapka”.
BMW okazało się byłym autem kolegi z Prudnika. Gdy usłyszałem plotki, że się wożę po mieście (kilkuletnim Polo, z plebanii do kościoła, 3km), to postanowiłem pokazać plotkarzom, co znaczy „wozić się po mieście”. Pożyczyłem ową „beemkę” i z zimnym łokciem spowalniałem ruch, tocząc się 20 - 40 na godzinę. W tym czasie poznałem kilka tajników tego autka…
szerokiej drogi :o)
pozdrawiam
you made my day... :)
Przy fragmencie o kolesiu wpatrującym się w motocykl przypomniała mi się scenka z sobotniego Easy Rider Party w Dobczycach :) Zupełnie nie wiem dlaczego :D
Przy: "Według mnie lepszy cellulitis w garści niż silikon na zdjęciu", po prostu padłem :D
Pozdrawiam - gratuluję - i... czekam na więcej... :)