Była już połowa września, a ja się jeszcze nie przebudziłem. Niemal na okrągło słuchałem „House of Domm” Black Label Society. Chodziłem w ciuchach z wypadu, zakładałem jakieś naszyjniki, nocowałem w śpiworze.
Dzikość zamieszkała we mnie i ciężko było się z nią rozstać. Gdyby zaproponowano mi kiedyś w niebie wybór wieczności, to już wiem, jak by wyglądała. Droga bez końca, jazda do zachodu słońca, czasem rozpraszanie Lightbarem nocy, knajpy po drodze, długie włosy, woń wiatru na skórze, zakurzone dłonie i twarz, przetarte spodnie, znoszone buty... Wataha takich samych świrów obok. Pewnie robilibyśmy wypady do piekła na rozróby, by diabłom skopać tyłki. Marzenie…
Fast Food po sushi? Nigdy!
Od wczesnej wiosny na pytanie, gdzie w tym roku wybywam, odpowiadałem krótko i pewnie „Chorwacja”. Dlaczego pewnie? Bo jak Remek coś planuje, to można się szykować w ciemno. Wiadomo, że wszystko dojdzie do skutku.
Wyjazd jednak już nie pochłaniał mnie tak, jak w ubiegłym roku Grecja.
– Ile mamy do przejechania? – Pytałem kumpla.
– Jakieś dziewięć stówek.
– Przecież to będzie spacerek. Musimy koniecznie na miejscu sporo kilometrów nawinąć, żeby głupio nie wyglądało. „Pojechali na urlop, a nakręcili tyle, co nad polskie morze z hakiem”.
– Spokojnie Księciunio. Tam jest co zwiedzać.
– A dokąd my w ogóle jedziemy? – to pytanie padło na tydzień przed wyjazdem. Bo w sumie obojętne mi było dokąd. Byle daleko stąd, byle pogoda była ładna.
– Pula. Tam mamy punkt noclegowy.
Wyszperałem w necie jakieś informacje o Puli. Zajrzałem na mapę. „Może być. Blisko, ale zapowiada się dobrze”.
Odkąd pokonałem samego siebie w trasie do Grecji „na strzała”, to się trochę rozbestwiłem. Można powiedzieć, że długo dochodzę, nim załapię klimat. A im dalej od domu, tym lepiej się czuję – wyzwolony, swobodny, dziki.
Nie wiem, czy rozumiesz mnie w tym momencie… Już nie potrafię, raczej nie mam ochoty wsiadać na motocykl, by pokulać się po okolicy, czy, jak to niektórzy określają, „wokół komina”. Zupełnie przestało mnie to bawić. Jak nie mam przynajmniej sześciu godzin, to nawet nie rozdrażniam zmysłów. Jesteś kobietą? Wyobraź sobie, że buszujesz między półkami ekskluzywnego sklepu z ciuchami i nie możesz sobie ostatecznie nic kupić, bo dzieciak lub mąż chodzi marudny i musisz opuścić przybytek szczęścia. Jesteś mężczyzną? Hmm, jakiego użyć porównania. Jedno ciśnie mi się na myśl, ale nie mogę go użyć, bo znowu zgorszę kogoś. Domyśl się sam. Albo wyobraź sobie, że po długiej biesiadzie przy sushi pełnej rytuałów i wręcz przepełnionej magiczną atmosferą, masz nagle cieszyć się z zarzucenia jakiegoś hot-doga na mieście. Nie te przebiegi. Lepiej nie psuć sobie smaku.
W tym właśnie sensie długie wyjazdy mnie rozpuściły. Potem nie czuję satysfakcji z byle śmigania i nie znoszę wracania na jakąś tam ustaloną godzinę. Robię się wtedy nerwowy, jak w czasie jazdy z kończącą się rezerwą na obcym terenie lub autostradzie. Muszę mieć pełen luz czasowy, by odczuwać smak jazdy i „zdziczeć”....nie czuję satysfakcji z byle śmigania i nie znoszę wracania na jakąś tam ustaloną godzinę...
W tym roku szczególnie wyjątkowo potrzebowałem odskoczni. Moja obecność w Kędzierzynie dobiegała końca. Znowu traciłem jakiś dom, znowu czekała mnie przeprowadzka. Długa droga była nadzieją na ucieczkę od przykrych uczuć i myśli. Miałem ochotę na reset. Chciałem całą przeszłość zostawić za sobą i powrócić oczyszczonym. Tak też się stało. Gdy odpinałem bagaż z motocykla 20 sierpnia około 22:00, to wiedziałem, że na rozczulanie się nie ma czasu. Pozostawiłem sobie raptem dwa dni na to, by spakować rzeczy i przewieźć je do nowego miejsca pracy. Idealne rozwiązanie. Kędzierzyn opuściłem bez „przedłużania agonii”. A wszystko dzięki Chorwacji…
A księżom zostawiam do przemyślenia czy warto tak szybko padać komuś do nóg tylko dlatego, że jest niewierzący.
A może raczej najpierw zadbać o tych co jakoś wierzą, a dopiero potem ruszać z kimś nieznajomym na "pivko" (tu odnośnik do RobB.)
Ja osobiście odradzam picie z gębą, której się nie zna...
pozdrawiam i zamykam temat
vendax
Zachęcająca, pierwsza część wakacyjnych wspomnień. Cały tekst emanuje pozytywami „wolności” i „dzikości”, które powinny motywować czytelników do zaczerpnięcia chociażby najmniejszego calu podobnej przygody. Jeśli będzie wymagało to nieco ryzyka, to tym bardziej warto, bo z tym wiąże się prawdziwa wolność, która nie szkodzi innym, a daje możliwość zrealizowania własnych marzeń. – Janusz rób to co wychodzi Ci najlepiej, czekamy na więcej, pozdrawiam :)
Dla mnie człowiek wierzący i niewierzący to taki sam człowiek. Słuchacz Radia Maryja i RMF to taki sam człowiek mający te same prawa do wolności wyboru. I żadnych tu wyjątków nie będzie.
A Wy Księża bronicie tu bezczelnego kolesia, który się chowa za monitorem i obraża innych.
Z cynizmem się nie rozmawia – to nie jest partner do rozmów.
A w dobrego wujka to lepiej zabawić się ze swoimi. Oni bardziej potrzebują rozmowy aniżeli ludzie cyniczni.
Mam pomysł...
Zróbmy „deal”. Zobaczymy co za jeden z tego ATEISTY.
Niech wycofa swój post.
Ja wycofam moje.
To będzie taki test na gest dobrej woli z jego strony.
Zobaczymy kto miał rację: Wy Księża czy ja?
Co Wy na to?
Proszę bardzo: napisać do niego, zadzwonić, pogadać...
Daję czas do końca tygodnia.
Przekonamy się , wszyscy Forumowicze MOTOGEN, na ile w ateiście jest człowieka poszukującego i nie wyśmiewającego innych, a na ile cynizmu, który najlepiej odstrzelać bez żadnych pertraktacji.
Pozdrawiam
Vendax
P.S.
Sorry Janusz. poniosło mnie.
Słowa może zbyt ciężkie, ale niestety prawdziwe...
Pozostaję przy swoim zdaniu.
P.S.
A póki co, to "fanatycy spod rydzykowego sztandaru" jeszcze nikogo nie spałowali tak, jak o. Rydzyka codziennie i na różne sposoby pałują wykształciuchy z TVN, Polsatu czy RMF!
To jest ludzkie? I proszę to jasno zauważyć.
A co do mnie, to słowo "fanatyk", "faszysta", "homofob", "antysemita" i inne - naprawdę nie robią już na mnie wrażenia.
Ja staram się być obiektywny jedynie, a nie poprawny politycznie.
Nie zachowuj się więc jak fanatyk spod rydzykowego sztandaru, który w imię wiary spałował by każdego myślącego inaczej!
Ateista co prawda nie wie co gada i wykazuje się zarówno brakiem wiedzy w temacie religii jak i tolerancji w sprawie zlotu, ale jak widać nie miał Mu kto tej wiedzy przekazać, a sam korzysta wyłącznie ze stereotypów!
Nawiasem Ateisto ten szamanizm jest nieco starszy bo łapie się na starożytność!
Życzę Ci, abyś dorósł i zrozumiał co to wiara i nie wyjeżdżał z naukowymi teoriami powstania świata i prawami nim rządzącymi, bo jak jest, to nie wie ŻADEN z naukowców i spotkałem już niejednego z tytułami profesorskimi, którzy na równo z innymi mniej wykształconymi leżeli krzyżem w kościele.
Więc uszanuj WIARĘ innych, bo i na Ciebie przyjdzie czas, kiedy zaczniesz szukać pociechy i zrozumienia w czymś innym niż encyklopedia !
Co do zlotu w Prudniku i wszelkich innych inicjatyw z kręgów kościelnych to bardzo mnie cieszy, że istnieje w nim nurt, aby wchodzić między ludzi, a nie tylko spoglądać na nich z wysokości ambony. Ja odbieram to akurat jako powrót do korzeni naszej religii/wiary kiedy kapłan był razem z wiernymi, a nie tylko występował jako kolejny urzędnik!
Przepraszam, to nie to forum na teologiczne rozważania, ale nieco mnie Ateisto sprowokowałeś :)
Pozdrawiam i mam nadzieję, że może się spotkamy przy pivku na zlocie w Prudniku, czy gdzie tam.. i dokończymy temat :)
RobB.
Nawiasem Janusz, pomysł, abyś coś napisał w formie książkowej jest OK. Pewnie były by to bestselery co najmniej na miarę Ludluma czy Chmielewskiej ?!
W ogóle, to ci franciszkanie pobudowali klasztor w miejscu, gdzie zawsze miały być zloty. Wybacz im. Wiesz, ktoś się pomylił... A tak w ogóle ATEISTA to jesteś fajny, sorry, że Ci humor ci "kościelni" popsuli... Także następnym razem nie zrażaj się zbyt szybko:) pozdrawiam i dzięki!" - może tak trzeba było napisać, Janusz?
A wypier...! na zbity pysk jak się nie podoba!
Pierniczysz facet o jakieś naukowej teorii. Wiesz, co to jest TEORIA? i czym różni się ona od FAKTU?
Gdybyś był taki biegły w tych sprawach to byś tak nigdy nie napisał. Więc kretyństwa tu walisz!
"kościelne party", "odczynianie", " średniowieczny szamanizm"... - człowieku takie słownictwo świadczy, że ty dopiero przed kilkoma laty z drzewa zszedłeś! Naucz się co to jest Msza Święta, poświęcenie pojazdów... A jeżeli chciałeś błysnąć, to mało inteligentny sposób wybrałeś, prostaku.
Z zacięciem znawcy oceniłeś artykuł.
Mało na kolana nie padłem z radości, że jakoś go strawiłeś! [sic!]
A jaki ty warsztat prezentujesz?
Co napisałeś?
Pokaż! - zobaczymy czy przypadkiem wyżej srasz niż dupę masz!
Więc koleś rada ode mnie...
Jak taki uczony, to przeczytaj program przed wyjazdem na zlot .
I jak ci się nie podobało, to jesteś frajer, że tyle kilometrów jechałeś, żeby się na początku wycofać.
A tak swoją drogą, to co taki jaśnie oświecony gość bał się takiego "średniowiecza"?... dziwne!
A propos...
Gdzie i kiedy twoja pseudointeligencja jakiś zlot organizuje?
Masz w rękawie jakąś alternatywę dla szamaństwa, franciszkanów, Kościoła...?
Czy takowy zlot to też tylko w TEORII...?
pozdrawiam i życzę poznania świata i teorii naukowej jego powstania.
A tak na poważnie to nawet w środku nocy te artykuły czyta się łatwo i z dużym zaciekawieniem 'co dalej? no co dalej?!'. Jako początkujący motocyklista póki co mogę tylko pomarzyć o takich wyprawach ale myślę, że kiedyś też będę mógł doświadczyć czegoś podobnego, przynajmniej mam taką nadzieję :)
BTW: nie myślał Ksiądz o złożeniu tego w całość? powstałaby z tego niezła książka :P
Pozdrawiam.
Słowenię niestety traktujemy nieco tranzytowo, a warta jest osobnej wyprawy lub poświęcenia jej choćby 3 dni.
Bogactwo zjawisk krasowych, po za Plitvickimi polecam też Śkotiańske Jame - te są z kolei najgłębsze, 6 km pod ziemią i najwyższa jaskinia ponad 200 m robią DUUUUŻE wrażenie. A przy tym wymagają sporej kondycji bo w przeciwieństwie do Postojnej można liczyć tylko na własne nóżki ;)
Pokonanie po schodkach tych końcowych 200 m udowadnia, że własnym językiem można dotknąć stopy :)
Warto też odwiedzić Lipice, gdzie od 1580 r jest hodowla koni lipicańskich, używanych min. w Hiszpańskiej Szkole Jazdy w Wiedniu, kto widział pokaz ich możliwości ten zostanie koniarzem do końca życia!
A sama stadnina warta obejrzenia, boksy na konie są tam czystsze niż niejedna sala szpitalna, na każdym menu z dziennym jadełkiem.
A dla kupujących luksio hotel z basenem i dla spędzenia wieczorów kasyno jak w Monaco :)
Potwierdzam też, ze na policje trzeba tam uważać, nie tylko winietki, ale i Vmax bywa twardo egzekwowany !
Jedyny mandat za prędkość w czasie wojaży, właśnie tam zabuliłem. Na szczęście policjant był sympatyczny i wynegocjował dla Polaka przez radio zniżkę z 30 na 15 Euro :)
Predjamski Grad miałem okazję oglądać w sierpniu, po zmierzchu oświetlony światłem księżyca, a w okół zapach ziół i kwiatów, szum wpadającej
pod ziemię rzeki no i granie cykad - polecam tak właśnie zwiedzać to miejsce. A tuż obok całkiem sympatyczna gospoda, dostarczy również wrażeń smakowych.
Odnośnie żarełka to polecam również restaurację w Postojnej przy drodze do jaskiń w rynku, znajdziecie na pewno!
Nie drogo, a jakie frykasy ?!
Pozdrawiam i czekam na kolejne odcinki
RobB.
Postoja i Predjamski zaliczone... polecamy takie miejsca jak Skofja Loka i jezioro Bled, w samej Ljubljanie nie ma nic ciekawego ;)
A Wieden wart zoabczenia, stare miasto jest rewelacyjne!
Troszke sie mijamy z Toba pralacie... na zlocie na Dziernie tez bylismy... strasznie fajna sprawa miec ta swiadomosc ze te motocyklowe sciezki gdzies sie tam mijaja :)
Szerokosci!