załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

TURYSTYKA

Wyjazd na Białoruś

Nadesłane
04-11-2011, 18:55
OCEŃ ARTYKUŁ Wyjazd na Białoruś kliknij i przesuń wskaźnik
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś
Wyjazd na Białoruś

WIZA
Grzesiek Sosna mówi, że jedzie. Mówi też, żebym jechał z nim – jeśli mam ochotę. Na Białoruś. Ochotę mam, więc się deklaruję. Dogadujemy termin na wypad do Białegostoku w celu wyrobie-nia wizy. Grzesiek był tam nie raz, wizę niejednokrotnie wyrabiał, więc służy mi za przewodnika.
Najpierw Towarzystwo Ubezpieczeniowe. Wchodzimy do pomieszczenia, gdzie stoją dwa biurka. Za jednym z nich pani w średnim wieku.
– Proszę paszport – zwraca się bezpośrednio do mnie.
– To widać?
– Oczywiście.
Podaję paszport i wcześniej przygotowany w domu wniosek. Pani bardzo sprawnie wypełnia kwitki, wprowadza dane do komputera, drukuje zaświadczenie i inkasuje 75 złotych.
– Miłego pobytu – życzy na odchodne, po czym zasuwamy z Grześkiem do konsulatu Białorusi. Najpierw dzwonek do furtki, która się nie otwiera, dopóki nie znajdziemy się w polu widzenia ka-mery. Po wkroczeniu na teren konsulatu idziemy, zgodnie ze wskazaniami strzałek, do pomiesz-czeń znajdujących się w piwnicach budynku. Cztery okienka – jak w banku lub na poczcie – z czego tylko dwa czynne – też jak w banku lub na poczcie. Na szczęście obsługa idzie dość spraw-nie i po kilku minutach staję przed panią bez makijażu. Podaję paszport, wniosek i polisę ubezpieczeniową. W zamian otrzymuję karteczkę z wypisaną kwotą 35 Euro, numerem konta i adresem banku, w którym mam dokonać wpłaty. Bank znajduje się kilka ulic od konsulatu. Lecimy więc z Grześkiem pod bank. W banku kolejka – jak w banku. Pytam, czy mogę płacić przelewem lub kartą. Nie. Tylko gotówką. Za to mam wybór: złotówkami lub Euro. Szukam bankomatu, biorę przybliżoną równowartość 35 Euro i wracam do banku. Stoję i się wkurzam, bo na sześć okienek tylko dwa czynne. Procentowo wynik słabszy niż w białoruskim konsulacie. Wreszcie wpłacam gotówkę (do tego prowizja) i otrzymuję imienne potwierdzenie. Wracam do konsulatu. Znowu kolejka. Ale tym razem na dobre mi wyszła, bo stojąc w niej, przypominam sobie, że nie podpisa-łem złożonego wniosku. W końcu podaję potwierdzenie wpłaty i podpisuję wniosek. Pani ładnie dziękuje i mówi, że po odbiór paszportu mogę zgłosić się w czwartek, czyli za sześć dni. Wycho-dzimy z konsulatu.
– No, to za tydzień będę mieć wizę.
– Za tydzień to ty będziesz mieć paszport, może z wizą – studzi moje zapały Grzesiek.
– Jak to? Przecież wzięli pieniądze.
– No. Za przyjęcie wniosku, ale nie za wydanie wizy. Wizy są za darmo…
– A jak nie dadzą, to forsę zwrócą?
– Jasne. Dogonią i jeszcze dorzucą – śmieje się Grzesiek.
Tydzień później wizę odebrałem osobiście, bez żadnych komplikacji.

 

WYJAZD
W dzień podróży dzwoni Grzesiek:
– Opóźni nam się, mam trochę zaległej roboty.
– To o której ruszamy?
– Zależy o której Panorama wróci z Białegostoku.
– To Panorama przyjechał?
– No, i będzie z nami wracać na Białoruś.
– To zadzwoń jak będziesz coś wiedzieć.
– Dobra.
Olega, zwanego Panoramą, poznałem rok wcześniej u Grześka, kiedy ten organizował kame-ralne zakończenie sezonu motocyklowego. Panorama przyjechał wtedy z Grodna własnoręcznie odrestaurowanym „Uralem”. Jak zapewniał Grzesiek, zarówno motocykl, jak i jeźdźca, znała cała zmotoryzowana Białoruś. Teraz odwiedził Polskę na wpół skonstruowaną przez siebie trajką, czyli trycyklem.
Powoli kończę pakowanie jedynego tobołka, który umieszczam na bagażniku motocykla. Jesz-cze raz sprawdzam dokumenty: paszport z wizą, zielona karta, ubezpieczenie zdrowotne, pienią-dze. Biorę 50 dolarów – podobno na jeden dzień to aż zanadto – bo tylko na jeden dzień zaplano-waliśmy z Sosną ten wyjazd. No i czekam. W końcu Grzesiek dzwoni z informacją, że za pół godzi-ny ruszamy na granicę. Odpalam motocykl i po dziesięciu minutach stawiam się pod garażem So-sny. Kilka minut później przyjeżdża Panorama. Przepakowujemy tobołki, bo Grzesiek jedzie na „Samie”, czyli składanym Harleyu, zwanym „Dziką Świnią”, i nie ma tam nic, na czym można by zamontować bagaż.
W pięć minut stawiamy się na granicy. Panorama zostaje skierowany na osobny pas, ponieważ jego trajka traktowana jest przez Białorusinów jako samochód. Dość szybko tracimy go z oczu, ponieważ los nam sprzyja. Celnicy, wopiści, a nawet pani z kantoru z zainteresowaniem przygląda-ją się motocyklowi Grześka. Padają w takiej sytuacji standardowe pytania o pojemność, moc silnika i maksymalną prędkość. Na moją maszynę prawie nikt nie zwraca uwagi – dzięki temu unikamy zaglądania w bagaże. Mimo tak korzystnego obrotu sprawy, musimy odwiedzić JEDENAŚCIE okienek wypełniając formularze, dokonując opłat i zbierając pieczątki. W końcu, po czterdziestu minutach, jesteśmy na Białorusi.
– Ekspresem poszło – mówi Sosna na pierwszym postoju, jakieś trzy kilometry za granicą. Dzwoni do Panoramy. Ten nie odbiera. Dzwoni do Igora. Ten odbiera i po chwili się zbieramy.
– A Panorama? – pytam Grześka.
– Przyjedzie do Igora.
No i lecimy. Szosa szeroka, łagodny, długi podjazd – szczyt góry łączy się bezpośrednio z nie-bem. Coś na wzór amerykańskich pocztówek z samotnym jeźdźcem. Do tego zachodzące słońce. Istny kicz. Ale w realu.
Wjeżdżamy na posesję Igora, znajdującą się na odległych obrzeżach Grodna. Niektóre budynki jeszcze w budowie, ale garaż okazały i wykończony. Wylewne i szczere powitanie. Chyba jeszcze ze czterech motocyklistów, syn Igora, jego kolega i koleżanka. Zostawiamy bagaże i motocyklami jedziemy do miasta po zakupy i wymianę walut. Prowadzi Igor na Walkirii, potem Grzesiek, ja i Kola z Dimonem na Drag Starze. Igor zasuwa przez Grodno chwilami około stu kilometrów na godzinę. My nie odstajemy ani na chwilę. Jadąc po bruku, mijamy jakiegoś motocyklistę na rusku z koszem. Macham mu na powitanie ręką, on odmachuje – koszem. W końcu wymieniamy pieniądze i robimy zakupy na jakąś astronomiczna kwotę. Dolar tego dnia stoi pięć tysięcy białoruskich rubli. Chleb kosztuje dwa tysiące osiemset. Nasze zakupy alkoholowo-żywieniowe na kilku motocyklistów poszły za kilkaset tysięcy…
W zawrotnym tempie, bo na horyzoncie burza, wracamy do Igora. Okazuje się, że na zapleczu Igor ma gospodarstwo agroturystyczne, którego nie może oficjalnie zarejestrować, bo ma mel-dunek w Grodnie. Wchodzimy do bani, czyli parowej łaźni. Po chwili siedzimy w drewnianym wnę-trzu. Igor przekręca na ścianie klepsydrę. Piętnaście minut parówki. Nie jest lekko, ale wytrzymuję. Potem prysznic. I na dwór. Na dworze burza, więc wśród piorunów i strug ulewy włazimy do fura-kie, czyli drewnianej balii wypełnionej wodą o temperaturze około 40°C. Siedzimy w kółeczku na podwodnych ławkach – obrzeża balii okupują butelki z trunkami i co smaczniejsze przekąski. Nie-zapomniane wrażenie – zimna burza z piorunami nad nami, a my w gorącej wodzie kąpani…
Potem znowu prysznic. Burza ustępuje. Zasiadamy za drewnianym stołem. Chleb, kwas, kur-czaki, ser, ogórki, kiełbasa, smalec. Nawet stara gitara. Wszystko gra. Gadki, śpiewy, oglądanie zdjęć, wspominki i plany. O północy pojawiają się dziewczyny balujących z nami chłopaków. Naj-pierw wskakują do furakie. Potem dołączają do biesiady. Około godziny trzeciej idę spać. Dostaję pokój z szerokim łożem tylko dla siebie. Grzesiek dostaje podobny, obok. Ale o tym dowiaduję się o piątej nad ranem, obudzony jego chrapaniem…

 

Komentarze użytkowników
(3)
19-02-2012 09:42
~a
Super relacja!
24-11-2011 00:01
~blum
Kapitalnie, szczerze i jednocześnie z rozmachem napisane.
Szkoda tylko że redaktorzy portalu przekleili tekst nie zwracając uwagi na przenoszenie wyrazów...
07-11-2011 20:09
paprykarz
Świetna relacja, czyta się jak dobrą książkę - pozdrawiam

RZUĆ OKIEM NA INNE, CIEKAWE GALERIE:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Ducati Breaks the Borders – Liban 2012 wersja hard

dzisiaj
Wprawa do Libanu jakiej jeszcze nie było! Trzech kolegów, trzy motocykle Ducati, zabytki, inna kultura, a w tle zamieszki i konflikty, przez które miejmy nadzieję w nienaruszonym stanie przejadą nasi podróżnicy.
 
 
Maroko jest spoko
13-02-2012
 
 
Mull Of Kintyre
04-10-2011
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms