Wycieczki za naszą południową granicę mają w sobie coś nieprzeciętnie pociągającego, chociaż sam nie bardzo wiem co. Być może to kwestia znacznie większej górzystości, a co za tym idzie, większej liczby interesujących winkli do zwiedzenia?
A może po prostu lekki podmuch obcości, świadomości wyjazdu za granicę, przy zachowaniu jednodniowego dystansu wyjazdu. Tak czy inaczej o wyjazdach na Słowację jeszcze napiszę, tymczasem dwa miejsca do odwiedzenia, z opcją przedłużenia pobytu.
Wyjazd od strony Krakowa pomijam, zazwyczaj i tak okazuje się, że najszybsza mimo remontów i sukcesywnej rozbudowy jest Zakopianka. Motocykl jest mniej wrażliwy na zakorkowanie na zwężeniach, a podróż bocznymi drogami jest wyraźnie dłuższa i jednak nieco wolniejsza, zwłaszcza iż sukcesywnie oddawane są kolejne, poszerzone – i dzięki temu szybkie - odcinki za Myślenicami. Tym niemniej, zainteresowanym mogę polecić przejazd przez Wieliczkę i dalej Dobczyce na południe, do Mszany. Jeśli przejazd ma służyć jedynie przejazdowi dalej na południe, wracamy jednak na Zakopiankę w Rabce. Dość szybko, bo już w Nowym Targu odbijamy na Czorsztyn, w lewo od głównej drogi. Znacznie ciekawszą - zarówno krajobrazowo jak i motocyklowo, opcjonalną trasą jest droga z Mszany przez Zabrzeż i Krościenko nad Dunajcem. Tak czy inaczej grunt, żeby znaleźć się na przejściu granicznym w Niedzicy. Po przejściu jako takim pozostały już tylko zadaszenia dawnego punktu kontroli – można przejechać nawet nie zwalniając. Zwyczajowo wymieniam w tym miejscu walutę na słowackie korony, chociaż nie jest to niezbędne - w większości przygranicznych miejscowości płacić można polskimi złotymi, a dalej przynajmniej naszymi kartami płatniczymi.
Dalej trasa jest prosta… przynajmniej na mapie. Od granicy śmigamy przez Przełęcz Magurską, która udowadnia nam, że nie tylko polskie drogi na mniej ważnych odcinkach bywają w kiepskim stanie, a przyjemność z jazdy po winklach mogą zepsuć dziury w nawierzchni. Ten kawałek asfaltu jest dla mniej jak na razie jedną z nielicznych tego typu nieprzyjemnych niespodzianek, zazwyczaj bowiem stan bocznych dróg jest u Słowaków nieco lepszy, niż u nas. Dalej cały czas na południe, w miejscowości Kezmarok można zjechać na boczną drogę, omijając Poprad i zyskując kilka kilometrów (nic nie tracąc na prędkości, a zyskując na przyjemności jazdy nieco bardziej krętą trasą). Później mijamy oznaki słowackiego programu budowy autostrad i skręcamy na wschód – gdzie rzekomo powinna być jakaś cywilizacja. Fakt, do Levocy już niedaleko.
W czasach średniowiecznych miasto należało do tych bardziej znaczących. Po pierwsze - położone było na szlaku wiodącym do Krakowa, po drugie – posiadało prawo składu – przejeżdżający kupcy mieli obowiązek wystawiać swoje towary na tutejszym rynku. Przez większość swojej historii węgierskie, dopiero na wiele lat po kolumbowskiej zmianie epoki, w czasach Habsburgów i ich cesarstwa, zaczęło tracić na znaczeniu. Paradoksalnie dzięki temu jego walory historyczne są dziś znacznie wyższe, bowiem zostało ono w zasadniczej części nieomal zamrożone w swoim zamierzchłym układzie urbanistycznym – wraz z murami, rynkiem i jego zabudową. W znacznej części zachowane do naszych czasów zostały również ówczesne mury miejskie, pierwotnie liczące około dwóch kilometrów, wraz z trzema miejskimi bramami. Obecnie w znacznej części restaurowane lub rekonstruowane. Aż żal bierze, że ci sami Habsburgowie zwrócili jednak swoje taksujące strategiczne spojrzenie na dawną polską stolicę, doprowadzając za swoich rządów do niemal całkowitego wyburzenia krakowskich murów miejskich.
jsz