Tym razem będzie krótko i szybko: bywają wśród czytelników i takie motocyklowe tygryski, które innego stylu nie uznają. Trzy przełęcze do przejechania na odcinku niewiele przekraczającym 100km, w tym jedna z niedawno zmienioną nawierzchnią – czegóż można sobie życzyć więcej, mając nieco wolnego czasu i motocykl pod sobą?
Trasę rozpoczynamy w Andrychowie, niewielkim mieście na trasie Kraków – Bielsko-Biała, niewyróżniającym się niczym specjalnym wśród wielu podobnych, mijanych podczas jazdy. W centrum miasta uwaga na oznaczenia: po zjechaniu w dół, do centrum, przejeżdżając dalej przyglądamy się strzałkom wskazującym w lewo od głównej trasy; ostatnim miejscem na skręt jest skrzyżowanie ze światłami przed mostem. Wśród rozlicznych reklam szukamy nazwy „Kocierz” – to jest owa lokalna mekka motocyklistów. Do przejechania jest kilka kilometrów przez wioski, by dotrzeć do Przełęczy Kocierskiej. W tym miejscu uwaga: jakkolwiek nawierzchnia drogi jest odnowiona, to pozostała ona w niezmienionej, skromnej szerokości i w winklach należy brać pod uwagę poruszające się z przeciwnego kierunku czterokołowe zawalidrogi. Większość tutejszych kierowców, jak i gości przemierzających ten szlak, umowny środek jezdni traktuje swobodnie, co może prowadzić do nieprzyjemnych sytuacji, gdy wyłaniają się one nagle z naprzeciwka.
Zdecydowanie jednak warto, ponieważ na tej trasie nie grożą nam niespodzianki typu nagłego pogorszenia stanu jezdni w środku winkla, bądź niespodziewane dziury pozostałe po zimie – przynajmniej w najbliższym czasie. Znaki informują o około 10 km zakręconej jezdni, co przynajmniej niektórych przekona do wycieczki. A to jeszcze nie koniec, ponieważ okolica obfituje w takie ciekawe dla motocyklistów miejsca.
Po pokonaniu przełęczy kierujemy się dalej trasą w prawo, na Żywiec. W tym mieście byliśmy „z wycieczką” ostatnio, nadmienię tylko niejako w przelocie, iż w drodze powrotnej można zatrzymać się nad jeziorem w celach rekreacyjnych. Tym razem jednak przemykamy przez miasto jak najszybciej, by skierować się nowo powstającą trasą S69 na południe, w stronę granicy czeskiej. W przyszłości będzie można przelatywać tędy znacznie szybciej wysoko poprowadzonymi, malowniczymi wiaduktami – któż jednak wtedy zwróci uwagę na piękno okolicznej przyrody..? Tymczasem jednak pozostaje na większości przebiegu tego odcinka toczyć się między białymi tablicami terenu zabudowanego. W miejscowości Milówka – skręt w stronę kolejnej przełęczy, Koniakowskiej. Asfalt tutaj położony nie jest już tak gładki jak na poprzednich winklach, odpowiada niestety typowej nawierzchni bocznych dróg w naszym kraju. Najgorszy odcinek to zjazd w stronę Wisły, rodzinnej miejscowości naszego skoczka Adama Małysza. Aż przykro jechać trzymając niemal cały czas minimalną prędkość, ograniczoną przez niemiłosiernie rzucające motocyklem zawieszenie. Cały czas mam nadzieję, że niedługo ktoś ze znajomych doniesie o jakimś remoncie w tej okolicy, i trasę będę mógł przejechać raz jeszcze – ze znacznie większą przyjemnością czerpaną z nieskrępowanego winklowania.
polecam