Podobnie do innych wycieczek, ta również planowana przez dłuższy czas – nie chciała jakoś się poskładać w udaną całość. W końcu jednak raz, w następnym sezonie drugi, dwa kolejne wyjazdy doszły do skutku.
Tym razem będzie krótko i szybko: bywają wśród czytelników i takie motocyklowe tygryski, które innego stylu nie uznają. Trzy przełęcze do przejechania na odcinku niewiele przekraczającym 100km, w tym jedna z niedawno zmienioną nawierzchnią – czegóż można sobie życzyć więcej, mając nieco wolnego czasu i motocykl pod sobą?
Decyzja o wakacyjnym wyjeździe w Alpy zapadła bardzo szybko. Przekonało mnie przeczytanie kilku internetowych relacji z wyjazdu w ten piękny zakątek Europy. Z powodu braku innych chętnych, wraz z końcem lipca 2008 wyruszyliśmy w naszą samotną wyprawę przez Alpy w składzie: ja, moja wspaniała druga połówka i nasze pierwsze "dziecko" (Hayabusa).
Jak to mawia jeden z moich niepełnoletnich internetowych współdyskutantów: dzisiaj to będzie hardcore. W każdym razie dla wszystkich tych, którym bliższe jest jeżdżenie niż zwiedzanie, a gwizd powietrza w uszach cenią bardziej niźli piękne widoki. Jeśli należysz do powyższej kategorii – odradzam czytanie. Polecam zaś zwłaszcza tym, którzy w czasie wizyty w okolicach historycznego grodu królewskiego Rzeczypospolitej za punkt honoru stawiają sobie zwiedzenie fragmentu chociażby Szlaku Orlich Gniazd.
Fantastyczne zakręty, idealny asfalt, zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy. Jednym słowem Alpy. Od zawsze były celem każdego motocyklisty. Odkąd zainteresowałem się turystyką motocyklową, stały się moim marzeniem. Jednak, aby sprostać wymaganiom takiej górskiej wyprawy, musiałem postarać się o odpowiedni sprzęt.
Pasją moją są – jak to kiedyś określił jeden ze znajomych – kupy kamieni w krajobrazie. Czyli rzecz ujmując bardziej precyzyjną polszczyzną zamki oraz ich ruiny, których na ziemiach polskich nie brakuje, jako pozostałości rozlicznych rodów szlacheckich oraz konfliktów zbrojnych przetaczających się przez kraj.
10.157 km przez 17 krajów Europy + Monako w 38 dni ( w tym 28 dni Jawą na trasie + dzień "-1" w którym z powodów technicznych wróciliśmy do domu) Średnio 350 km dziennie w trasie. Zapraszamy do zapoznania się z dziennikiem podróży i zdjęciami.
Podróż dookoła świata... Choć temat sam w sobie niesamowity, to przerabiany już wielokrotnie na różne sposoby. Okrążenie naszej Matki Ziemi na pokładzie samolotu to w dzisiejszych czasach nic nadzwyczajnego. Co innego, jeżeli jako środek lokomocji wybierzemy sobie mały, 12 konny motocykl, a decyzje o wyjeździe podejmujemy spontanicznie i bez większego przygotowania...
Kiedy zaczynam się zastanawiać nad trasą przejażdżki, zawsze toczę małą bitwę: ciekawe miejsca - ciekawa, kręta droga. Zazwyczaj udaje się osiągnąć coś na kształt remisu... Naturalną tego konsekwencją jest kierunek wyjazdów. Oczywiście południowy!
Pomysł na wyprawę zrodził się tak naprawdę jakieś 4 miesiące temu. Początkowo na ten rok planowaliśmy Portugalię, ewentualnie Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, ale coś ciągnęło nas na północ Europy. Na południe Europy jeździliśmy już dwa razy. Dlaczego jednak na północ, przecież tam jest zimno, drogo, ciągle pada deszcz, odległości pomiędzy miastami są duże a i tych nie ma za wiele...
Czasami wystarczy tylko zjechać z głównej drogi, by znaleźć się w zupełnie innym świecie, nierzadko zdecydowanie ciekawszym niż widziany na co dzień. Bywa jednak i tak, że takie wyjazdy trzeba sobie po prostu zaplanować. A potem jeszcze ze trzy razy przełożyć, z kilku różnych powodów. I kiedyś wreszcie można pojechać...
Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy ile motocykli i ile osób wybiera się z nami na podbój rumuńskiej ziemi. Pomysł wyjazdu zrodził się już w okolicach stycznia i ja z Jolą konsekwentnie wytrwaliśmy w swoim postanowieniu. Pozostała załoga zmieniała się z dnia na dzień: to ktoś dochodził, to ktoś odchodził i stanęło na tym, że dopiero w czwartek wieczorem znaliśmy pełny, stuprocentowy skład ekipy. Zatem pojechali: Lewar AT, Ropuch-Owsik (wszędzie go było pełno) AT, Cement-Lentylek AT, Julka Cementowa, Włodar TA (człowiek Total Spontan- szybka decyzja o wyjeździe: przeczytał posta na forum i jazda!), Mio AT (ale tylko do Budapesztu) i my: Kajtek AT i Jola Kajtkowa.