Wstaje w piątek rano o 4:00, bo na 8:30 jestem umówiony z Szymkiem na kawe w Cieszynie. Za oknem szaro, zimno i pada...
Dane ogólne Africa Twin 750 RD07 z 1994r. Dodatkowe wyposażenie: gmole Africa Qeens, szyba Mgg, stelarze i kufry boczne Givi monokey E45, podgrzewane manetki Oxford, gniazdko 12V, torba na bak Oxford, akcesoryjne siedzenie od Mariomoto. Na wyjazd zakładam nowe opony, przód Metzeler Tourance, tył Michalin Anakee. Wymiana oleju, filtrów, świec, klocków, łańcucha, zębatek i... w droge. Stan licznika 55740km
Dzień 1 (670km) Polska Czechy Słowacja Wstaje w piątek rano o 4:00, bo na 8:30 jestem umówiony z Szymkiem na kawe w Cieszynie. Za oknem szaro, zimno i pada.
Kładę się dalej spać. Budzę się znowu o 9:00. Wysyłam kumplowi smsa, że zaspałem. Za oknem bez zmian. W telewizorze mówią ze pogoda w PL na najbliższe dni bez zmian. to samo dla europy południowo-wschodniej. Wiec zakładam kuferki na moto i o 12:00 już mnie nie ma! Dolatuje w deszczu do Cieszyna. Po południu jemy z Szymkiem pizze, dwa nie zjedzone kawałki pizzy pakuje do kufra, i jadę dalej na Bratysławę. Tam jak zwykle na odwiedzany co roku kemping "ZŁOTE PIASKI" Dwa browarki i w śpiwór. Następnego dnia jestem umówiony dla odmiany z Qrczakiem w Kotorze (CG) na kawę, wiec musze się wyspać przed całym dniem jazdy.
Dzień 2 (1020 km) Słowacja Węgry Chorwacja Bośnia i Hercegovina Czarnogóra Pobudka o 6:00, zwijanie maneli i o 6:30 stoję za bramą kempingu. Kierunek: Gyor, Szekensfehervar, Mohacs (H), Osijek (HR), Visoko, Sarajevo, Foca (BiH), Niksić i Kotor(CG). Pada deszcz. Wciskam dwa wczorajsze kawałki pizzy miedzy cylindry Afriki. Po 70km pizza jest dostatecznie ciepła do konsumpcji, a Afryka dopomina się tankowania. Karmie siebie i Afri. Omijam nudne autostrady węgierskie, jadę bocznymi drogami przez miasta i wsie. Jest wcześnie rano. Na drogach spokój, ruch niewielki, więc idzie to równo i sprawnie. Tak dojeżdżam do granicy H - HR. Przelatuje krótki odcinek przez chorwackie drogi i wsie. Na stacji benzynowej okazuje się, że pękł mi tłumik w motocyklu na dwie części, i mam okopconą jedną stronę motocykla. Szukam jakiegoś warsztatu ze spawarką, ale nigdzie nie mają. Olewam temat i obieram drogę na Sarajevo. Pewny siebie nie włączam GPS, póki co jestem w cywilizacji. Ale mylę drogę i ląduje na małym przejściu tylko dla obywateli HR i BiH. Strażnik za żadną cenę nie chce mnie wpuścić do Bośni. Nadkładam 30km i wracam na drogę na Slavonski/Bosanski Brod. Szybka odprawa i jestem w Bośni i Hercegovinie. Cały czas od rana pada lekki deszcz. Drogi wąskie, masa tirów, trzeba ciągle wyprzedzać by dojechać do mety za dnia. Kieruje się na Visoko. Miejscowość znajdującą się 30km przed Sarejevem. Serbski archeolog odkrył tam górę, wyglądającą jak piramida. Wpisane przeze mnie współrzędne w GPS prowadzą prosto pod obiekt. Po badaniach kamerą termowizyjną okazało się, że ta niby góra jest pusta w środku, i budową przypomina egipskie piramidy. Sam nie wiem, ale wygląda podobnie. Wracam z powrotem na drogę. Tuż przed Sarajevem świeżo położona autostrada, chyba jedyna w całej Bośni, choć tylko 25km. Jestem już za stolicą Bośni. Zwiedzę ją w drodze powrotnej. Jadę dalej. 3cie już tego dnia tankowanie. Wacha na Bałkanach kosztuje tyle co u nas. Na stacjach benzynowych jem byle co, nawet nie wyłączam grzanych manetek. Zostało mi 90km do granicy z Czarnogórą, i 250km do Kotoru. Paliwa powinno wystarczyć. Droga od ostatniego tankowania zaczyna biec miedzy kanionami, górami. Pomimo, iż nie jest zbyt ciepło i od rana pada, widoki zaczynają mi rekompensować zmęczenie i trudy jazdy. I tak dojeżdżam do Czarnogóry. Coraz bardziej pada, ale widoki ładniejsze. Dobre opony pozwalają na pokonywanie różnorakich przeszkód, i stabilne prowadzenie na nienajlepszych górskich drogach. Przejeżdżam przez Niksić i kieruje się do IX wiecznego Kotoru na spotkanie z Qrczakiem. Boli mnie już wszystko po całym dniu jazdy. Nigdy wcześniej nie tankowałem motocykla 3 razy do pełna wciągu jednego dnia. Walimy z QQ browarki, nocne polaków rozmowy, i szukamy noclegu na kempingu gdzieś nad Boką kotorską.
Podróż na koniec świata w założeniu miała być zupełnie spontaniczna i pełna przygód oraz niezaplanowanych tras, jednak będący od nieco ponad miesiąca w trasie Clidanor Cano nie napisałby chyba takiego scenariusza wyprawy, nawet gdyby mocno puścił wodze fantazji.