OCEŃ ARTYKUŁ
Fazerem przez Alpykliknij i przesuń wskaźnik
Fantastyczne zakręty, idealny asfalt, zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy. Jednym słowem Alpy.
Od zawsze były celem każdego motocyklisty. Odkąd zainteresowałem się turystyką motocyklową, stały się moim marzeniem. Jednak, aby sprostać wymaganiom takiej górskiej wyprawy, musiałem postarać się o odpowiedni sprzęt.
Yamahę FZS 600 Fazer kupiłem w styczniu 2007, myśląc właśnie o wyjeździe w Alpy. Od tego czasu zacząłem się zastanawiać nad trasą i przygotowywać maszynę do wyjazdu. Wspólnie z moją dziewczyną, Danusią ustaliśmy, że chcemy odwiedzić wszystkie alpejskie kraje (poza Chorwacja i Słowenią, bo w nich byliśmy już wcześniej), zwiedzić najpiękniejsze górskie drogi oraz, specjalnie na jej życzenie, zobaczyć zamek Neuschwanstein, Wenecję oraz spędzić minimum jeden dzień na plaży.
W przygotowaniach motocykla i bagaży pomogło nam doświadczenie zdobyte podczas poprzedniego, wspólnego wyjazdu do Chorwacji. Fazera wyposażyliśmy w gmola, tylny stelaż pod torbę, wymieniliśmy podnóżki pasażera na wygodniejsze oraz zabezpieczyliśmy przed odrapaniem boczki, w miejscach, gdzie zostały zamocowane sakwy. Jak można się domyślić, spakowanie dwóch osób na 3 tygodniowy wyjazd pod namiot, jednym motocyklem, nie było prostą sprawą. Nasze rozwiązanie było następujące: każde z nas miało do dyspozycji jedną 20l sakwę, w której musiał się zmieścić śpiwór, ręcznik oraz wszystkie ubrania. Ciężkie biwakowe przedmioty, apteczkę oraz narzędzia umieściliśmy w dwupoziomowym tankbagu. Na tył do 50 l nieprzemakalnej torby zapakowaliśmy namiot, dwie karimaty, plastikowe talerze oraz chińskie zupki na czarną godzinę. Oboje mieliśmy też na sobie po małym plecaku na podręczne rzeczy, aparat fotograficzny i jedzenie.
Wyjazd został zaplanowany na niedzielę 15.07.07, ale w sobotę podczas przymiarki bagaży okazało się, że coś kapie z motocykla. Winna tej tragedii była pompa cieczy chłodzącej. Dzięki wielkiemu szczęściu oraz nieocenionej pomocy zaprzyjaźnionego mechanika, Fazerek był gotowy do drogi o 13:00 we wtorek, 17.07.07.
Dwie godziny później już byliśmy w trasie kierując się do Wiednia, do którego dotarliśmy o 3 w nocy. Pierwsze dwie noce w stolicy Austrii spędziliśmy, u naszej przyjaciółki Gosi. Pobyt w Wiedniu wykorzystaliśmy na odpoczynek i zakup dokładnych map Alp w Louisie (Motorrad Powerkarten- Alpen und Gardasee za 19,90 euro).
19 lipca około południa wyruszyliśmy do Sankt Johann in Pongau. Tu zaczęły się pierwsze piękne alpejskie widoki. Zatrzymaliśmy się na kempingu Hirschenwirt Gasthof (10 euro za 2 osoby, namiot i moto za noc) gdzie zgodnie z planem spędziliśmy 2 noce. Następnego dnia postanowiliśmy wjechać na naszą pierwszą wysokogórską alpejska drogę Großglockner Hochalpenstraße. Wstęp na nią kosztował 18 euro, jednak uważam ze warto było tyle wydać. Idealny asfalt, przepiękne widoki, trzydziesto cztero kilometrowa droga, a na niej 52 serpentyny oraz mnóstwo zakrętów i tylu motocyklistów, że trzeba było zrezygnować z pozdrawiania się, bo nie byłoby kiedy trzymać kierownicy.
Super relacja w ciekawy sposób opisana, napewno kilka wskazówek przyda się przy planowaniu naszej wyprawy w alpy. Pozdrawiam-szerokości.
19-08-2008 23:27
daxman
Jak sie uda to juz 29 sierpnia tego roku wraz z dwoma innymi motocyklistami wyruszamy w podobna wyprawe ;) Ja na Fazerze '03, kolega na Bandicie i znajomy na czyms ciezszym ;) oj.. bedzie wyprawa ;)
07-08-2008 09:43
Spider
Świetna relacja, bardzo przydała się przy planowaniu mojej wyprawy w Alpy. Pozdrawiam
bardzo mnie zafascynowała wasza podróż... jestem pełny podziwu.. ja niestety jeszcze bede musiał poczekac na pierwszy motor:( zreszta na prawo jazdy tez(miałem robic po tych wakacjach ale nowa ustawa mowioca ze prawojazdy na motor można robic po ukończeniu 24 lat mnie delikatnie mówiac wkurzyła) moim marzeniem jest wyjechac na taka wycieczke jak wy... może kiedyś sie spełni... pozdro...
Wprawa do Libanu jakiej jeszcze nie było! Trzech kolegów, trzy motocykle Ducati, zabytki, inna kultura, a w tle zamieszki i konflikty, przez które miejmy nadzieję w nienaruszonym stanie przejadą nasi podróżnicy.