Podróże motocyklowe, szczególnie te samotne, są zwykle domeną mężczyzn. Ania Jackowska przeczy temu stereotypowi. Wyprawy motocyklowe stały się jej życiową pasją. Pokonała już tysiące kilometrów w siodłach różnych motocykli, odwiedzając m.in. Chorwację, Portugalię czy Maroko. Niedawno podróżniczka i jej towarzysz, którym tym razem było BMW GS 650, wrócili z wyprawy po Syrii i Jordanii.
MOTOGEN.PL: Od czego to wszystko się zaczęło?
Ania Jackowska: Od zawsze miałam potrzebę eksploracji, lubiłam jeździć. Zaczęło się od wyjazdów z plecakiem. Kiedyś znalazłam czarter samolotowy do Grecji. Kupiłam bilet i pojechałam. Na lotnisku pożegnałam się z wycieczką i zobaczyłam się z nimi po dwóch tygodniach. Oni siedzieli przez ten czas w hotelu, a ja z tym plecakiem jeździłam sobie po greckich wyspach śpiąc pod drzewami i w portach. Celem zawsze było to, żeby małym kosztem jak najwięcej zobaczyć. Wtedy jeszcze bez motocykla.
Kiedy przyszedł motocykl, zaczęłam zwiedzać na nim. Lubię jeździć innymi środkami komunikacji, każdy dostarcza Ci innych wrażeń, bo każdy z nich ma coś do zaoferowania. Jednak uważam, że motocykl pozwala wjechać bliżej i jeszcze skupić wokół siebie mnóstwo wartościowych ludzi, od których można w tej podróży tak wiele dostać. Oczywiście, chodzi mi o rzeczy niematerialne – wspomnienia, możliwość poznania kogoś ciekawego...
MG: Jak rodzina przyjęła Twoją pasję?
AJ: Na początku w rodzinie rzeczywiście wystąpił pewien opór, obawa, chociaż byli już przyzwyczajeni, że włóczę się gdzieś po świecie z tym plecakiem. Jednak to było co innego. Na szczęście, w końcu to zaakceptowali. Szanowali, że znalazłam coś, co jest dla mnie ważne i pogodzili się z tą pasją.
MG: Nie było prób dywersji?
AJ: Nie. Raczej wiele pytań, które miały mnie skłonić do zastanowienia się, czy aby na pewno samotna podróż jest dobrym pomysłem. W którymś jednak momencie moja mama zobaczyła, że nie może mi tak po prostu powiedzieć: „Nie jedź”. Kiedy przekonała się, że nie jest w stanie mnie zatrzymać, przyjęła postawę wspierającą. Była dla mnie oparciem, dała mi atlas Europy, a na motocyklu przyczepiła mi wizerunek św. Krzysztofa. Dzięki jej wspierającemu zachowaniu bardziej zaczęłam dbać o swoje bezpieczeństwo podczas tych podróży. W pewien sposób chciałam się jej odwdzięczyć za to że ma do mnie zaufanie.
MG: Twój pierwszy wyjazd…
AJ: Wyjazd do Chorwacji był rewelacyjny. Zero stresu. Decyzja o wyjeździe zapadła na kilka dni przed planowanym terminem podroży. To jest dla mnie wyjazd-legenda. Totalnie spontaniczny. Jechałam bez żadnego przygotowania i, oczywiście, bez sponsorów. Na szczęście, Chorwacja wówczas nie była jakimś wielkim wydatkiem. Dzień przed wyjazdem, a dokładniej wieczór przed, kolega uczył mnie, jak smarować łańcuch w motocyklu i korzystać ze specjalnego sprayu do dziurawych opon.
Pojechałam w jakiejś kurtce bez ani jednego protektora, kupionej na motobajzlu, i jeansach, które mam zresztą do dzisiaj. Kask i kufry dostałam. Znajomy wyspawał mi do nich stelaże. Na wszelki wypadek miałam dużo pajączków, które okazały się niezastąpione. Wywróciłam się na trasie, gdzieś na Węgrzech, i rozwaliłam mocowanie jednego z kufrów. Potem codziennie musiałam go jakoś ratować i trzymał się właśnie na takiego pajączka. Do ostatniej podróży do Syrii i Jordanii, był to zdecydowanie mój najlepszy wyjazd.
Podczas tej wyprawy miałam ogromną wiarę w siebie i w innych ludzi. W to, że nikt nie zrobi mi krzywdy. Kiedyś, ponieważ spóźniłam się na prom, stałam w porcie o 4.00 czy 5.00 rano i patrzyłam jak prom się oddala. Wszystko o tej porze było zamknięte. Podeszli do mnie rybacy i powiedzieli: „Płyń z nami”. Niewiele się zastanawiając, zostawiłam w porcie Bandita i popłynęłam. Łowiłam z nimi ryby, a potem jeszcze mi je upiekli. Dostałam też coś do picia, chleb i ryby na drogę, na ten kolejny prom. Niesamowite. Tak naprawdę w pewnym momencie zatraciłam granicę między tym, że to są wakacje, a nie moje życie. Podczas tego wyjazdu zrobiłam bardzo mało zdjęć. Byłam tak zaangażowana, tak pochłonięta tym, co dzieje się wokoło. Wydawało mi się, że jest to tak naturalne, że zawsze tak będzie.
MG: Czy miałaś jakieś obawy, lęki w trakcie drogi?
AJ: Starałam się nie myśleć o takich rzeczach. Może to było strasznie krótkowzroczne, ale ja mam wrażenie, że z każdej sytuacji da się w jakiś sposób wyjść. Kiedy w Syrii przewrócił mi się GS, wiedziałam, że na pewno nie podniosę go sama z tymi kuframi. Nie było takiej opcji. Zaczęłam nawet zdejmować kufry i próbowałam sama go jakoś postawić do pionu, ale akurat przejeżdżał samochód. Ktoś wyszedł i pomógł mi.
Zdaję sobie sprawę, że podczas tych podróży w pewnym sensie polegam na innych ludziach. W trudnych chwilach daję im możliwość pomocy sobie. Wydaje mi się, że to nie jest złe. Gdybym, siedząc w domu, starała się przewidzieć wszystkie sytuacje, które się zdarzą lub mogą się zdarzyć i dogłębnie analizowałabym czy znajdę na nie rozwiązanie, czy nie dam rady, to pewnie nie dojechałabym dalej niż do Kazimierza, zwariowałabym chyba.
Córcia moja też jest w Tobie "zakochana". Przymierza się do zakupu porządnej maszyny....
Pozdrawiam Ciebie i innych. Lewa w górze!
Odwiedziłem Twoją stronę internetową - niestety. Nie wiem kto Ciebie kreuje na podróżniczkę ale po tym co przeczytałem i zobaczyłem na kiepskich zdjęciach ... do podróżniczki masz jeszcze bardzo daleka drogę. Takich podróżników bez wyrobienia są całe autobusy jadące do Chorwacji czy Maroko. Raczej nie masz nic do powiedzenia. Niby w drodze do celu rozglądasz się by chłonąć okolice ... i na tym się kończy. Wybacz ale jak dla mnie jesteś zbyt mdła i nie bardzo rozumiem kto Ciebie promuje (coś z parciem na szkło) w artykułach prasowych / internetowych. Nie widzę podstaw by się podniecać, że akurat zgrabny tyłeczek wieziesz motocyklem jakby to był jakiś wyczyn. Znam fora internetowe, gdzie prawdziwi podróżnicy (sami siebie nie mają odwagi tak nazwać) dając porady innym kolegom, potrafią opisać każdy większy głaz w zapyziałej wiosce w Syrii i ledwo widoczną ścieżkę, która zaprowadzi w cudowne miejsca. Ty robisz z tego "wydarzenie nadzwyczajne". Nie potrafisz pisać, wyświechtane zwroty zapożyczone z książek, zdjęcia takie sobie. Mam nadzieję, że z czasem to się w Tobie zmieni i naprawdę zaczniesz czuć podróż w głowie, w sercu, w duszy. Jak na razie więcej o Tobie piszą niż jesteś tego warta (wg. oceny przeczytanych materiałów). dziwię się BMW Polska i innym figurującym na naklejkach Twojego BMW ... jak na razie dla mnie jesteś antyreklama podróży. Jedyne co mnie cieszy to fakt, że lubisz wino. Może kiedyś "trafimy" się na szlaku i skonsumujemy coś więcej niż szlachetny trunek ... gdyż do Twojej urody nie mam specjalnych zastrzeżeń.
Poza tym ma nadzieje że dobrze się trzymasz... Liczę że planujesz następny wyjazd. Pozdrawiam gorąco !
„Kartagina musi zostać zburzona”…tylko dlaczego ją burzyć skoro dla nikogo nie stanowi zagrożenia…
Wnioskując z treści Twoich wypowiedzi, mieliśmy okazję się poznać. Szkoda tylko, że pozostajesz anonimowy. Łatwiej byłoby nam się porozumieć. Nie mając możliwości ustosunkowanie się do Twojej wypowiedzi prywatnie, pozostaje mi wypowiedzieć się na Forum.
Parcie na szkło…Zastanawiałam się nad tym długo... Nie mam. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że „szkło” w wielu kwestiach pomaga. Oczywiście jest mi przyjemnie, gdy mogę pokazać swoje zdjęcia, coś napisać, podzielić się swoimi wrażeniami z podróży. I naprawdę nie widzę w tym nic złego. Podróże, które realizuję, realizuję przede wszystkim dla siebie, zostawiając ogromne pole do improwizacji, zmiany planów i spontaniczności. I pozostaje mi, tylko się cieszyć, że znajdują się organizacje, którym się to podoba. I znowu nie widzę w tym nic złego, że każde z Nas, mając w tym swój udział, ma również z tego swoją korzyść.
Kompleks feminizmu…Ponieważ feminizm jest pojęciem dosyć szerokim, nie do końca wiem, co masz w tym przypadku na myśli. W wielu dziedzinach mężczyźni są dla mnie wzorem i nie chcę ścigać się z Nimi, walczyć czy cokolwiek udowadniać. Raczej uczyć się. A przede wszystkim porozumieć i fajnie żyć.
Środowisko…Wydaje mi się naturalne, że wolny, poszukujący i ciekawy świata człowiek nieustannie próbuje, raz jest tu, a raz tam, dokonuje autonomicznych wyborów. Z różnych względów „środowisk” unikałam. Należenie do jakiegokolwiek środowiska, z całym, dla wszystkich środowisk szacunkiem, nigdy nie było dla mnie priorytetem. Jedynym środowiskiem z którym się w pełni utożsamiam jest moja rodzina. Cenię sobie poszczególnych ludzi i kontakt z nimi, a nie przynależność do grupy.
Jeżeli są rzeczy, których nie wyjaśniłam, a uważasz, że powinnam, zapraszam Cię do kontaktu na prywatnego maila: wyprawa@aniajackowska.pl.
A tak między nami, to muszę przyznać, że jako „przeciętna turystka” jest mi po prostu miło, że tak szacowny portal jak motogen.pl i jego czytelników, zainteresowało to, co mam do powiedzenia.
Serdecznie pozdrawiam
Ania
Zdecydowanie dziękujemy tej Pani. I tylko tej.
Przeciętna turystyka (nie kojarzyć z wyprawami), zdecydowanie przereklamowana, z kompleksem feminizmu i parciem na szkło.
Nie udało się wcisnąć w jedno środowisko, pcha się dalej...
Mam większy szacunek do każdej innej kobiety, bez względu na sprzęt, staż i nawinięte kaemy.
Kobiety na moto są seksy (z wyjątkiem powyższego przykładu).
Pozdrawiam wszystkie kobiety na 2oo.
A teraz kilka słów do szanownego komentującego. Jedziemy:
@ BiC
Chciałbym zobaczyć lans w Twoim wykonaniu. Prezentujesz typowo "polski stosunek". Wyjeżdża, czyli ma. Ona ma, ja nie mam. Ja nie mam?! Skandal! I bijesz pianę. Więc zbierz nieco wewnętrznej siły, zatrudnij się w cukierni, bij pianę i też będziesz miał. Chyba, że jesteś zbyt leniwy i jedyną aktywnością, do jakiej jesteś w stanie się zmusić, jest ruszenie tyłka do łazienki i na zad.