załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

RELACJE

Rumunia 2009

informacja prasowa
24-10-2009, 14:33
OCEŃ ARTYKUŁ Rumunia 2009 kliknij i przesuń wskaźnik
<b>Rumunia 2009</b>
Rumunia 2009
<b>Rumunia 2009</b>
Rumunia 2009
<b>Rumunia 2009</b>
Rumunia 2009
<b>Rumunia 2009</b>
Rumunia 2009
<b>Rumunia 2009</b>
Rumunia 2009
<b>Rumunia 2009</b>
Rumunia 2009


W Kosowie bardzo pozytywnie. Zaskakują nas ceny, szczególnie jedzenia, chociaż dla palaczy też jest to chyba raj cenowy, bo 1 euro za paczkę „dobrych” fajek to przecież nie jest dużo.


W następnym mieście gubimy drogę i pomaga nam koleś na skuterze, który wyprowadza nas sobie tylko znanymi skrótami przez osiedla na peryferie i drogę do granicy albańskiej.


Granica albańska. Strażnicy i tajniacy, nie jest wiadomo kto jest ważniejszy. Pytam o zgodę na fotkę przy tablicy wjazdowej – jeden koleś się zgadza, a zaraz drugi robi z tego aferę.
Są stemple w paszportach i Albania stoi przed nami otworem. Za przejściem piękny, szeroki asfalt, ruch prawie zerowy, można odkręcić, a i tu niespodzianka, bo za łukiem na środku tej fantastycznej drogi stoją krowy i nie mają zamiaru się usunąć. Było to ostrzeżenie, które należało już potraktować poważnie i tak też robimy. Zwalniamy, całe szczęście, bo następną niespodzianką jest brak mostu po prawej i rozkopany istniejący most po lewej (oczywiście, fakt ten nie był poparty żadnym znakiem). Piękny asfalt kończy się tak samo niespodziewanie jak się zaczął i mamy już coś pod kołami, co możemy umownie nazwać w europejskim słownictwie mocno zużytą drogą techniczną lub czymś, co wskazuje, że tędy się jeździ. Trwa to około 40 km w upale i kurzu, a następnie przechodzi w nowo budowaną autostradę Prisztina–Tirana. Plan: dolecieć nad morze i spać na plaży.


Plan zaczyna być coraz trudniejszy do zrealizowania, szczególnie z mapą w postaci atlasu Europy 1:175 000, gdzie cała Albania mieści się na formacie A4. Wjeżdżamy do jakiejś większej miejscowości i przez ponad 40 minut próbujemy nawiązać kontakt z kimkolwiek. Niestety, zostaliśmy poklepani, motory zostały wydotykane i wiemy tyle, że Tirana jest „deresz, deresz”, czyli „prosto, prosto”. I nic więcej! Dla mnie to za dużo. Staję się toksyczny, więc zostawiam grupę i udaję się w poszukiwani bankomatu. Znajduję i wypłacam 10 000 tysięcy ich pieniążków nie mając pojęcia, jaki jest kurs tej waluty. Po powrocie dowiaduję się, że w sumie to stoimy pod kantorem, ale co tam. Wchodzimy do maleńkiego klimatyzowanego sklepiku (na zewnątrz ok. +40˚C). Próba nr 1: kupno mineralnej. Porażka, no dobra. Amigo, patrz na mój palec i podaj mi wodę. Aaaa, nie tą małą, tylko dużą… Ja pi...ę!!! D U Ż Ą! Dziewczę z kolejki za mną coś do pana zaświergotało i pan przynosi z lodówki dużą wodę mineralną. Podnoszę szczękę z podłogi – niepotrzebnie, bo zaraz znów opadnie. Dziewczę płynnym angielskim pyta, czy coś jeszcze chcemy kupić. Dochodzę do siebie i pytam, czy dziewczę mówi i rozumie, czy mi się tylko zdaje, a panna na to z uśmiechem, że tak mówi i rozumie, a my jesteśmy z Polski, tak? No nie, tego już za wiele. Okazuje się, że nasza znajoma pracuje w Londynie i mieszka z Polakami. Dowiadujemy się również, że zdobycie mapy graniczy z cudem i jak już to tylko w Tiranie. Pokazuje nam kierunek do morza i rozstajemy się, życząc sobie powodzenia.


Droga na plażę jest szutrem, a potem niekończącą się groblą. Robi się późno, więc stajemy na tej grobli obok opuszczonych budynków i decydujemy się na nocleg. Według GPS jesteśmy jakieś 4 km w morzu i jest super. Zmęczeni szybko usypiamy.


10 lipca 2009 r.

Budzi nas odległy stłumiony grzmot. To chyba pech, nawet tu dogonił nas deszcz. Wstajemy szybko i zwijamy obozowisko – trzeba korzystać, dopóki namioty suche. Wychodzę i widzę piękne bezchmurne niebo. Co jest? Znowu ten grzmot. Na nieodległej łodzi miejscowy, nazwijmy to, rybak w specyficzny sposób, w Polsce zakazany, poławia owoce morza. Więc spokojnie jemy śniadanie i zaczynamy dalszą realizację planu Tirana + nocleg na plaży!


Tirana egzotyczna i przez to chyba piękna, zupełnie inna niż reszta kraju. Centrum zadbane z budynkami ministerstw rozłożonymi wokół wielkiego ronda, które jest jednocześnie centrum miasta. Zwiedzamy w upale przez około 3 godziny parki, fontanny… Czuć pęd do kultury zachodu. Z Tirany w akompaniamencie klaksonów wyjeżdżamy w kierunku Dures, największego kurortu Albanii. Samo Dures, jak to kurort: port, plaża, starówka… Nic ciekawego. Mamy parcie na piaszczystą piękną plażę. Zjeżdżamy więc na drogi, oczywiście, szutrowe, w kierunku południowo-zachodnim i z coraz gorszej jakości dróg lądujemy pośrodku starej warowni w żaden sposób nie oznaczonej. Jest pięknie – jest warownia, szutry, gorąco, późno, a nie widać plaży. Dopadamy w końcu jakiegoś autochtona, który na hasło Adriatyk pokazuje krzaki i mówi „deresz, deresz”. Hmmm… No to dzida.

 

Rumunia 2009 zdjęcia(zdjęć: 22)

RZUĆ OKIEM NA INNE, CIEKAWE GALERIE:

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Koniec Aprili RSV4 Factory – nowy sport w 2013?

09-02-2012
Pojawiły się pierwsze plotki o nowym sportowym motocyklu z Noale, który zastąpi model RSV4 Factory.
 
 
 
 
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Harley-Davidson Sportster 72 i Softail Slim już w Polsce

przedwczoraj
Dzisiaj miała miejsce prezentacja dwóch nowości HD na sezon 2012. Mieliśmy okazję zobaczyć Sportstera 72 przywodzącego na myśl lata siedemdziesiąte oraz kolejnego członka rodziny Softail model Slim.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Czy byłbyś zainteresowany MOTOGEN w wersji drukowanej?
TAK
NIE




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/8
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms