Drugiego dnia zawodów, mimo porywistego wiatru, nad lotnisko zawitało słońce i wiadomo było, że trzeba będzie nadganiać sobotnie spóźnienia. Publika licznie zaczęła nadciągać na płytę lotniska i przygotowane przez organizatorów trybuny powoli zapełniały się żądnymi wrażeń fanami extreme. Od samego rana było głośno, tłoczno i czuć było wreszcie specyficzny zapach palonej gumy, a ludzie co jakiś czas znikali w kłębach dymu.
Po pokazie Freestyle Motocrossu przyszedł czas na główną, przynajmniej dla mnie, część imprezy – finały OTOMOTO Stunt Show, czyli finały przejazdów w kategorii Streetbike Freestyle. Nie muszę powtarzać, że stunt cieszy się coraz większą popularnością w naszym kraju i trybuny zapełniły się po brzegi. Poszczególne fun cluby wyróżniały się z tłumu banerami dopingującymi swoich ulubieńców. Pojawiło się grono sędziów, dwóch komentatorów i zaczęło się – dwudziestu zawodników stanęło w szranki do walki o główną nagrodę w postaci 5000 złotych!
Na płytach bemowskiego lotniska nie można pokazać wszystkiego. Podłoże jest nierówne i połączenia między płytami przeszkadzają w płynnych przejściach. Nie przeszkadza to w przypadku czysto technicznych tricków. wykonywanych na małej przestrzeni, takich jak cyrkle, ale wykonanie stoppie w takich warunkach nie należy już do łatwych. Drift motocyklem po takich „przeskokach” też może zaskoczyć. Miejmy nadzieję, że w kolejnych edycjach organizator postanowi zrobić coś z tym fantem i pozwoli startującym na pełen „hardcore”, nie mówiąc już o względach bezpieczeństwa samych zawodników.
Co do oceny przejazdów, to ciężko powiedzieć, by sędziowie popełniali błędy lub kierowali się swoimi prywatnymi przesłankami. Moim zdaniem przy tak wyrównanym poziomie, jaki ostatnio prezentuje kilku zawodników, bardzo ciężko przyznać poszczególne miejsca, co widać było w punktacji końcowej zawodów. System punktowy jasno określa, za co delikwent otrzymuje największą liczbę punktów. W tym przypadku nie po raz pierwszy najlepiej zaprezentował się niepokonany od kilku sezonów w naszym kraju Stunter13, czyli Rafał Pasierbek, którego wszyscy doskonale znają ze startów w innych tego typu imprezach. Styl jazdy tego gościa sprawia, że szczęka opada w dół, a źrenice rozszerzają się. Ten drobnej budowy chłopak skacze po motocyklu, jeździ tyłem na gumie i robi acro-combosy, o których większość może sobie tylko pomarzyć. O S13 napisałem już wiele. Większość ludzi kojarzy go z jego niepowtarzalnego stylu, a kolega wciąż idzie do przodu – niesamowite. Widać, że dzięki swoim sukcesom jest rozpoznawalny i publika żywiołowo reaguje, gdy tylko S13 pojawia się na asfalcie.
Dalej sklasyfikowani zostali Łukasz FRS, Pasio, Raptowny oraz Moku z Wheeliholix. Wszyscy ci zawodnicy również wyróżniali się z pozostałej stawki startujących i wydaje mi się, że kolejność doskonale oddaje poziom, jakim legitymują się wyżej wymienieni. Trzeba by nadmienić, że startujący w niedzielę stunterzy, to górna półka jeźdźców w naszym kraju i nikt z dalej sklasyfikowanych nie ma się czego wstydzić.
Co do stoiska to faktycznie było tak, jak napisałeś. Rozważaliśmy złożenie całości i powrót do domu, ponieważ warunki atmosferyczne nie pozwalały na rozstawienie wszystkiego co mieliśmy tak, jak zaplanowaliśmy. Wiatr kilka razy niemal przewrócił namiot, stąd ściany były zdjęte. Nie mogliśmy rozstawić plazmy z tego samego powodu... Generalnie wystawowo dla nas EM było porażką i wcale tego nie kryjemy. :) Lokalizacja była niestety ustalona przez G-SHOCK'a.
Co do Was, drogi Motogenie, to stoisko mieliście kiepskie mówiąc szczerze. Namiocik, kanapa, kilka smyczek i koniec. Na dodatek tak trochę na odludziu.