Nie minęło 10 minut jak pod hotelem zaroiło się od policji szukającej czarnego 636 i kolesia w bluzie z wielkim M3M na plecach. Jedyną opcją zagaszenia afery, było przyznanie się do winy. Tak też właśnie dzielny Zbych zrobił. Na szczęście komendant lokalnej policji okazał się niezłym zajawkowiczem i zgodził się odpuścić chłopakom w zamian za… Bluzę Morobike3miasto! Wszyscy wiemy, że był to czysty fart. Dlatego polecam zatrzymywanie się na wezwanie, gdyż Nicejscy policjanci, nie tylko w taryfikatorze mandatów, rozróżniają wheelie od slow wheelie i zawsze można się dogadać. Na ucieczkę szanse są mniej niż marne...
Przejdźmy do konkretów, czyli do stuntu w czystej postaci. Spodziewałem się, że na parkingu Palais Nikaia dzień w dzień roi się od riderów, a tu lipa. Niestety wszyscy z ekipy Riviera Stunt Riders zwyczajnie pracują nie mają czasu codziennie jeździć. W pierwszej połowie wyjazdu, musieliśmy się więc zadowolić towarzystwem mniej znanych miejscowych rzeźników. Wpadali oni na miejscówkę spontanicznie, żeby pojeździć godzinkę lub dwie i wracali do codzienności. Tylko nie myślcie, że ten fakt nas przytłaczał. Nawet przeciętny nicejski stunter, mógłby swobodnie walczyć w zawodach z naszą polską czołówką. Mały ciapaty terrorysta pokazywał chore combosy i wielkie szybkie cyrkle na całą szerokość placu, natomiast niepozorny gość na czerwonej F4i i Cyril na 636 popisywali się świetną techniczną jazdą. Dodatkowo, to tu to tam, kręciła się chmara skuterzystów - ogólnie rzecz biorąc, było wesoło. Ogrom wrażeń i ciągłe zastrzyki adrenaliny nie pozwoliły, niestety, spamiętać wszystkich z imienia, za co bardzo ich przepraszam. Gospodarze naprawdę byli pod wrażeniem polskiego stylu i w weekend plotka o nas sprowadziła na miejsce okolicznych wymiataczy w postaci grupy Acrobatix i jeżdżącego solo Joriana. Dopiero wtedy zaczęło się dziać! ...jego pomarańczowe 636 łapie pion nie z tej ziemi. Na lokalnych zawodach udało mu się zrobić 63 metrowe endo przy 25 metrowym rozbiegu...
Pierwszego dnia, Toma o twarzy Jezusa kopał tyłek mega szybkimi. małymi cyrklami i stopplami, jakich nikomu z nas nie było dane widzieć na żadnych filmach. Lekko łamie schematy napierając stoppie na ugiętych rękach. Dzięki temu zabiegowi jego pomarańczowe 636 łapie pion nie z tej ziemi. Na lokalnych zawodach udało mu się zrobić 63 metrowe endo przy 25 metrowym rozbiegu! CHORE! Oczywiście próbowaliśmy z nim rywalizować, co skończyło się fikołkiem przez kierownicę mojej F4i i kupą śmiechu. Jego kumpel z ekipy (niestety nie pamiętam jego imienia) uradzał świetną jazdą ze swoją dziewczyną, oprócz stopali i cyrkli robił z nią efektowne slide’y na dohamowaniu. Jego jazda w pojedynkę – cyrkle na obydwie strony i składane przy tym combosy są równie imponujące, choć dla autochtonów to ponoć normalka. Całkowicie osobnym tematem jest Jorian... Ten 21 letni (de facto wygląda na 16), niewyrośnięty gość urwał się chyba prosto z drzewa. Jak przyjechał do nas pierwszy raz, nie mógł wziąć swojego motocykla, bo ktoś zabrał mu klucze do garażu. Dobrze, że my Polacy lubimy się dzielić. Tego dnia chłopak nie narzekał na brak motocykli do jazdy. Początkowo testował nasze F4i. Facet dosłownie po 2 minutach zapoznawania się z motocyklem zaczynał, z dziecinną łatwością, czesać przeróżne triki. Każdy pomyślał, że jest niezły. Następnie wsiadł na GSX-R 750 K7 Raptownego. Wtedy przeżyliśmy kolejny szok! Gość jedzie pierwszy raz na motocyklu tego typu i już przy pierwszej próbie zaczyna skakać takie combosy, że nasze szczęki opadają z hukiem do samej ziemi! Trafiał nogami w każdą stopkę, stelaż, zbiornik w takim tempie jakby to był jego sprzęt. I to od lat! Po chwili obserwowaliśmy, jak podczas cyrkli przechodzi na K-special, a zaraz po tym kręci się na high-chair i to wszystko po 10 minutach jazdy na Suzuki! Po tym, jakże pamiętnym, wieczorze część naszej wycieczki stwierdziła, że widziała już wszystko. Spakowali się i następnego dnia wyjechali z powrotem do Polski. Nie mogli wiedzieć, że najlepsze miało dopiero nadejść…
pozdro
a
Polak potrafi ^^
Gratsy Simps!