Kręcąc się po terenie lotniska, można było trafić na wystawkę Yamahy, zorganizowaną przez POLand Position, spotkać wyścigowego celebrytę, Przemka „Tańczącego Na Torze” Saletę, czy dotknąć wyścigówki „Badzia”. Dla wielbicieli innego typu pojazdów, pochodnych jednośladom, pokaz swoich sprzętów przygotował Can Am, wystawiając na widok publiczny trzykołowce i quady. Nie zabrakło też akcentu w stylu Wieś Tańczy i Śpiewa, czyli trzech weteranów szos na choinkach, będących niegdyś Hondami Gold Wing. Chryste Panie... Oglądając to, zakrzyknąć należało, jak wielkie turystyki zostały ukarane przez właścicieli… Świecidełka, neony, diody, że nie wspomnę już o grawerce na szybie jednego z pojazdów (pokraczne niedźwiadki) i wydechach zaadoptowanych z ciężarówki ZIŁ… Gold Wingi wysadzały z butów!!!
Podsumowanie, czyli z „Perkiem” rozkmina w temacie Modlina
Takeśmy sobie z Michałem Pernachem wyciągali wnioski z całej imprezy, dochodząc do tego, że ideałem byłoby połączenie sił organizatorów obu imprez: wyścigów w Modlinie i Men’s Day. Jedni zadbaliby dostatecznie o tor i zawodników, podczas gdy drudzy skupiliby się na publice i atrakcjach pozasportowych. Może to jest wyjście? Może to rozwiązanie warte przemyślenia, o ile ktoś w przyszłości zechce jeszcze organizować wyścigi na tzw. torach okazjonalnych? Biorąc pod uwagę wielkości obiektów, na których obie imprezy były organizowane, pomieszczenie wszystkiego razem nie powinno stanowić problemu (oczywiście, nie sugeruję tu ścigania się na Bemowie, bo to raczej niemożliwe).
Wracając jednak do Men’s Day. Jaka była ta impreza? Cóż, taka trochę nijaka, ale miła. Mała odskocznia od rzeczywistości, żarcie z grilla, marzenia o Caterham i spotkanie ze znajomymi wariatami. Jeśli event zostanie powtórzony, na pewno stawię się na miejscu.
Podziękowania dla:
– Tomka „Snopka” Snopkiewicza za możliwość udziału w imprezie i ściągnięcie na miejsce stunterów,
– stunt ekipy za spotkanie i miło spędzony czas,
– Magdy Szeplik za wytrwałość i odwagę.