Natura zlitowała się w jednej kwestii, co bardzo mnie cieszy. Odbyły się dwa pokazy FMX zorganizowane przez firmę Red Bull. Wprawdzie wiało i chłopaki mieli lekkiego cykora, ale w rezultacie nie było najgorzej i z powodzeniem dało się skakać. Pod niebem posypały się backflipy, cliffhangery, whipy, Cordoby i inne ekstremalne ewolucje. Polskę mężnie reprezentował nasz rodzimy heros, Bartek Ogłaza, który pokazał, na co go stać i zawstydził FMX-owych kumpli swoimi chipami. Inne triki również były na świetnym poziomie. Red Bull zaprosił dodatkowo takich zawodników z ekipy FMX4Ever, jak: Nick de Wit, Steven Stuyven, Bjorn Van den Broeck i Chris Birch. Niech ktoś mi powie, że FMX nie robił wrażenia. Robił i to chyba największe!
Pojedynek stylów
Kolejna atrakcja od Red Bulla i KTM – wyścig supermoto gwiazd z różnych dyscyplin sportów motocyklowych. Kogo zobaczyliśmy? Tadka Błażusiaka (znanego z enduro), Pawła Szkopka (wyścigi motocyklowe), Jakuba Przygońskiego (uczestnika Rajdu Dakar), Chrisa Bircha (FMX) i Bjorna Van den Broecka (FMX). Zawodnicy rywalizowali na jednakowych motocyklach supermoto – KTM Duke 690. Pojedynek był bogaty w fajne momenty, niespodziewane zwroty akcji i zdecydowanie duże emocje! Ostatecznie na najwyższym podium stanął Taddy Błażusiak, drugi był Jakub Przygoński, a trzeci Paweł Szkopek. Bardzo ciekawy pomysł – zebranie tylu gwiazd w jednym miejscu, by wspólnie świetnie się bawić spodobało się publiczności. Mnie również.
G-SHOCK X-TREME
W tym roku, oprócz sportów motorowych, na Extrememoto pojawiły się inne ekstremalne dyscypliny sportowe. G-SHOCK zorganizował niejako drugą imprezę, na której skupił miłośników i zawodników z rowerowego dirtu, trialu, skate’u, a wszystko to wzbogacone o zaaranżowany tor gokartowy Imola. G-SHOCK i Agencja Plej postarały się też o małą scenę, na której mogliśmy oglądać m.in. popisy beatboxu w wykonaniu Bladego Krisa czy pokazy breakdance’u zaprezentowane przez jego kolegów. Oprócz zawodów dirtowych, skate’owych i trialowych zorganizowano dwa razy mistrzostwa kartingowe (w sobotę i niedzielę). Każdy mógł się zapisać i za free stanąć do rywalizacji z innymi zawodnikami, zmierzyć swój najlepszy czas okrążenia i sprawdzić umiejętności w sportowej jeździe. Na koniec każdego dnia rozgrywano wyścig finałowy czterech lub pięciu osób, które uzyskały najlepsze czasy. Sam podjąłem wyzwanie i wystartowałem w kartach zarówno w sobotę, jak i niedzielę. Całkiem skutecznie, wylądowałem na podium i zgarnąłem ciekawe nagrody :-). Bardzo fajnie, że znalazło się coś, w czym odwiedzający imprezę mogli się sprawdzić, a nie tylko oglądać.
Co nie grało?
Największym niedociągnięciem organizacyjnym imprezy, według zwiedzających i nas, był fakt dużego rozproszenia atrakcji na imprezie i kompletnego braku synchronizacji wydarzeń. Żeby ze strefy supermoto przejść szybko w okolice G-SHOCKA, aby obejrzeć coś ciekawego, trzeba było się zdrowo nadreptać. I tak wiele razy. Różne pokazy odbywały się czasem w trzech miejscach jednocześnie. Nikomu nie udało się rozmnożyć i być w każdym miejscu, a zatem część widowiska po prostu przepadała. To bez sensu. Po co komu tyle atrakcji, skoro, po pierwsze, nic o nich nie wiadomo, a po drugie, nie można ich obejrzeć, uczestnicząc w czymś innym. I tak w jednym miejscu odbywał się finał stuntu, w drugim pokaz Castrola, a w trzecim np. finały trialu czy dirtu jednocześnie. Kolejna sprawa – odnieśliśmy wrażenie, że strefy całej imprezy mają siebie wzajemnie „gdzieś”. The main man od mikrofonu ze strefy stunt i wszystkich obok nie wspominał raczej o tym, co się dzieje w G-SHOCKu i tak w kółko. No cóż, to klasyczny przykład kanibalizmu produktów w ramach jednej imprezy.
Co do stoiska to faktycznie było tak, jak napisałeś. Rozważaliśmy złożenie całości i powrót do domu, ponieważ warunki atmosferyczne nie pozwalały na rozstawienie wszystkiego co mieliśmy tak, jak zaplanowaliśmy. Wiatr kilka razy niemal przewrócił namiot, stąd ściany były zdjęte. Nie mogliśmy rozstawić plazmy z tego samego powodu... Generalnie wystawowo dla nas EM było porażką i wcale tego nie kryjemy. :) Lokalizacja była niestety ustalona przez G-SHOCK'a.
Co do Was, drogi Motogenie, to stoisko mieliście kiepskie mówiąc szczerze. Namiocik, kanapa, kilka smyczek i koniec. Na dodatek tak trochę na odludziu.