OCEŃ ARTYKUŁ
DIVERSE Night Of The Jumps 2006 - Motocyklem na trzecie piętro!kliknij i przesuń wskaźnik
Jeszcze nigdy w katowickiej hali nie było imprezy wymagającej takich ilości... ziemi.
Wracając do samych zawodów - negatywne przeczucia natychmiast minęły, gdy tylko postawiłem stopę na Katowickiej ziemi. Już z daleka w oczy rzucał się ładnie oświetlony i ozdobiony Spodek. Widok ten nie dawał najmniejszych złudzeń - tu będzie się działo coś niesamowitego. Zawody DIVERSE Night Of The Jumps były ogromnym przedsięwzięciem organizacyjnym, a sama lokalizacja nie była przypadkowa - Spodek to jedyny obiekt w Polsce, który mógł sprostać ogromnym wymaganiom. A i to nie bez dodatkowych zabiegów. Zawody przygotowywał prawie dwustuosobowy zespół techników, elektryków, inżynierów, dźwiękowców i mechaników. Jeszcze nigdy w katowickiej hali nie było imprezy wymagającej takich ilości... ziemi. Już we wtorek rozpoczęło się zwożenie 1500 ton specjalnej mieszanki piachu i gliny potrzebnej do usypania toru. Jak się niestety później okazało, sama gleba była zbyt wilgotna, na co bardzo skarżyli się zawodnicy.
Startujemy Tuż po efektownym rozpoczęciu zawodów, dobrze dobrana para prowadzących zawody spikerów zaprezentowała nam wszystkich zawodników. Następnie dokładnie objaśniono zasady rywalizacji: Każdy zawodnik ma dokładnie 60 sekund (liczone od chwili wykonania pierwszego skoku) na zaprezentowanie najlepszych ewolucji jakie potrafi. Każdy skok punktowany jest przez sędziów, z czego najwyższa oraz najniższa nota jest odrzucana. O upłynięciu czasu zawodnik informowany jest błyskającym czerwonym kogutem (takim a`la strażackim, nie jak na rosół), teraz zawodnik ma możliwość wykonać jeszcze jeden trick - podwójnie punktowany.
Rodzime akcenty Po tym krótkim wprowadzeniu i po mini paradzie dookoła areny, wszyscy zawodnicy wrócili do parku maszyn. Wreszcie - zaczęło się. Kiedy podniecenie publiczności sięgało zenitu, na scenę wyjechał Darek Kłopot i... no właśnie. Darek delikatnie mówiąc nie pokazał na co go stać. Ekipa naprędce wymyśliła nawet nową ksywkę: Darek "chyba masz jakiś" Kłopot :) A tak na poważnie to pewnie chłopaka trema zjadła i tyle. Na szczęście następnym zawodnikiem był Bartek Ogłaza, czyli nasz krajowy heros. Tu już nie było się czego wstydzić.
W wykonaniu "Barta" mogliśmy oglądać takie tricki jak Heelclicker, Stripper czy Cliffhanger. Niestety mimo olbrzymiego dopingu ze strony kibiców, polakowi dwukrotnie nie udało się zakwalifikować do finałów. Na osłodę pozostała wygrana w konkursie "Highest Air" ale o tym później.
A jak reszta? Po skokach Bartka mogliśmy podziwiać m.in Martina Korena, Sebastiana Woltera czy Libora Podmola, który wygrał zarówno piątkowe, jak i sobotnie zawody. Wiem - powtarzam się, ale cóż innego można powiedzieć o występie czołówki niż to, że był niesamowity. Od pierwszego skoku, aż do "double up"(czyli czasu podwójnie punktowanego) człowiek patrzył z zapartym tchem i cieszył się sam do siebie. Zawodnicy cały czas mieli doskonały kontakt z widownią. Zachęcając ją do bicia braw, jeżdżąc na jednym kole i ogólnie doskonale się bawiąc nakręcali publiczność, która cudownie bawiła się razem z nimi. Wielka szkoda, że w Katowicach nie zobaczyliśmy Mathieu Rebeauda. Niestety nabawił sie on kontuzji i mógł jedynie z daleka podziwiać skoki swoich kolegów. Nie zmieniło to faktu, że zgromadzone przez cały sezon punkty wystarczyły, aby zdobyć pierwsze miejsce w generalce. Tak więc nic nie przeszkodziło mu zostać pierwszym mistrzem świata IFMXF - gratulujemy Mat!
Bartek pokazuje klasę Nie da się jednak ukryć, że nawet najlepsze show - bo zdecydowanie tak tą imprezę można nazwać - po pewnym czasie się znudzi, jeżeli tylko będzie monotonne. Dlatego oprócz głównych zawodów, rozegrano konkursy Whip`ów, czyli skoków bokiem oraz Highest Air, czyli jak można się domyśleć skoków wzwyż. W pierwszym z nich startowało jedynie trzech zawodników - w tym Ogłaza. Dwukrotnie wygrał Brytyjczyk Chris Brock. Czasami jego lot zamiast bokiem, był raczej tyłem do przodu tak, że trudno było uwierzyć jak udało mu się bezpiecznie wylądować. Zawodnicy pochylali maszyny w najróżniejszych, możliwych i niemożliwych kierunkach, w lewo, prawo, przód, tył a nawet w dół i do góry. Wydawało się że nie ma dla nich żadnych przeszkód Do rozegrania drugiego konkursu przygotowana została specjalna hopa o wysokości około 4 metrów. Tu jak już wspominałem honoru gospodarzy imprezy bronił Bartek, który wybronił, a raczej wyskoczył całe 6,70 metrów! Dziękujemy!
Kilka słów podsumowania Trzeba przyznać, że frekwencja dopisała. Co najlepsze, na zawodny nie ściągnęli tylko i wyłącznie fani sportów motocyklowych. Na trybunach bez problemu można było znaleźć całe rodziny z dziećmi, które jak było widać - doskonale się bawiły. Liczba osób, które przybyły do Katowic była naprawdę imponująca tym bardziej, że NOTJ to pierwsza tego typu impreza w Polsce, nie mówiąc już o tym, że w porównaniu do reszty Europy w naszym kraju ogólnie sporty motocyklowe cały czas dopiero raczkują. Z całą pewnością Diverse Night Of The Jumps mogę zaliczyć do imprez udanych. Mimo wielu trudności i pionierskiej inicjatywie, organizacja stała na najwyższym poziomie, publiczność zdała egzamin na szóstkę, a sami zawodnicy spisali się na medal. Mam nadzieję, że Katowicka runda na stałe wpisze się do kalendarza rozgrywek Mistrzostw Świata IFMXF / FIM!
W ostatnią sobotę miało miejsce otwarcie największego motocyklowego punktu na mapie Łodzi. Nowy salon Liberty Motors to ponad 1500 m2 powierzchni, gdzie swoje miejsce znalazły takie marki jak BMW, Triumph, Ducati i Yamaha.