Steampunk – bardzo ciekawa i intrygująca gałąź cyberpunku; odmiana fantastyki naukowej, gdzie większość technologii oparta jest na mechanice, z właściwie całkowitym pominięciem elektroniki. Akcja większości utworów o tematyce steampunkowej ma miejsce w epoce wiktoriańskiej, czyli erze rewolucji technicznej, wieku pary.
Stąd też pochodzi nazwa gatunku (z ang. steam – para). W roku 1896, a dokładnie 1 czerwca, zgromadzeni na bicyklowym torze w Bostonie byli świadkami pojawienia się prawdziwie steampunkowego pojazdu.
73-letni Sylvester Roper wjechał dumnie na teren toru na huczącym sprzęcie, sapiącym niczym parowóz i wyrzucającym kłęby pary. Większość zgromadzonych młodzieńców powitało starszego, nobliwego pana gromkim śmiechem. Jednak po chwili okazało się, że Roper Steamer to coś wręcz niesamowitego, a pobłażliwe uśmiechy zostały starte z ust gawiedzi w mgnieniu oka.
Okrążenie toru Charles Park River miało długość 1/3 mili. Tego dnia Sylvester Roper pokonał dystans trzech okrążeń, czyli całość wyścigu, w czasie niewiele powyżej 2 minut, utrzymując średnią prędkość przejazdu około 30 mil/h. Po przekroczeniu linii mety próbował jeszcze rozpędzić swój napędzany parą pojazd, prawdopodobnie chcąc osiągnąć rekordową prędkość, którą rozwinął tydzień wcześniej na dystansie 1 mili na Dorchester Avenue. Wówczas udało mu się rozpędzić do niebotycznych 40 mi/h. Niestety, tym razem nie miał szczęścia. Nagle przednie koło jego jednośladu wpadło w wibracje, a jak potwierdzili świadkowie, parowy bicykl wyrwał się spod kontroli kierowcy, ponosząc go i wywożąc w trawę i piasek. Starszy pan nie był w stanie utrzymać się dłużej w siodle i poszybował przez kierownicę, upadł i leżał bez ruchu. Wszyscy będący w pobliżu, zarówno zawodnicy, jak i gapie, rzucili się do pomocy, jednak pan Roper spoczywał nie dając oznak życia koło swojego bicykla. Gazeta The Boston Daily Globe opublikował później relację z tych wydarzeń:
„Po chwili wszyscy zrozumieli, że starszy pan nie żyje, jednak okazało się, że nim dotknął ziemi tuż po wypadku, był już martwy. Jak ustalono później, przyczyną zgonu był atak serca”.
Sylvester Roper pozostawił po sobie niesamowite dziedzictwo – parowe motocykle, które z pasją konstruował od ponad trzech dekad. Jego pierwsza maszyna została ukończona w 1869 roku, prawie na dwadzieścia lat przed tym, jak Gotlieb Daimler skonstruował pierwszy motocykl napędzany silnikiem spalinowym. Określa się, że spod ręki Ropera wyszło około dziesięciu parowych jednośladów, a ostatni miał być ostatecznym projektem. Sam konstruktor zwykł mawiać, że jego pojazdy będą wspinać się na każde wzgórze i prześcigną każdego konia.
Obecnie parocykle Ropera stanowią własność kolekcjonera Roberta Boudemana z Richland w stanie Michigan (USA).
Roper urodził się 24 listopada 1823 roku w Francestown, New Hampshire. Jego ojciec był stolarzem i młody Sylvester poszedł w jego ślady, zostając rzemieślnikiem. Jako chłopiec zafascynowany był wszelkimi maszynami i już jako nastolatek stał się zapalonym wynalazcą. W wieku 12 lat zbudował kilka małych silników stacjonarnych, a dwa lata później jednostkę przeznaczoną do parowozu. Roper wyfrunął spod skrzydeł rodziców dosyć wcześnie i długo pracował jako maszynista. Mieszkał w kilku miastach, zanim w 1854 roku osiedlił się w Bostonie. Roper okazał się niestrudzonym wynalazcą. Zaprojektował i zbudował wiele ciekawych i przydatnych rzeczy, w tym maszyny do szycia, pistolety, obrabiarki, piece, automatyczne, schody przeciwpożarowe, wózki, a ostatecznie parowe rowery. ...po chwili wszyscy zrozumieli, że starszy pan nie żyje, jednak okazało się, że nim dotknął ziemi tuż po wypadku, był już martwy. Jak ustalono później, przyczyną zgonu był atak serca...
Zaledwie cztery lata po Wojnie Secesyjnej, w 1869 roku, umieścił w ramie ówczesnego roweru mały parowy silnik o dwóch cylindrach. Pojazd ten, zamiast opon, miał drewniane koła ze stalowymi obręczami. Silnik miał cylindry umieszczone poprzecznie do kierunku jazdy, po jednym z każdej strony ramy. Korbowody połączone zostały z wałem napędzającym tylne koło. Palenisko i kocioł umocowane były elastycznie, na sprężynach, a za siedzeniem kierowcy umieszczono krótki komin. Co ciekawe, samo siedzenie stanowiło również zbiornik wody, zasilający kocioł parowy. Do kierownicy poprowadzono przewody, zakończone zaworem regulującym przepływ pary, czyli spełniającym rolę współczesnej manetki gazu, a konstruktor nie zapomniał nawet o hamulcu, który działał na przednie koło i uruchamiany był dźwignią przy kierownicy.
Parocykl stał się bardzo popularny na wszystkich wystawach i festynach, wzbudzając wielkie zainteresowanie publiki. Mniejszy entuzjazm na jego pojawienie się wykazywali sąsiedzi Ropera, którzy, jak donosiły lokalne gazety, skarżyli się na hałas i gryzący dym. Podobno podczas jazdy ulicami miasta jednoślad straszył przechodniów, płoszył konie i denerwował lokatorów okolicznych domów. Podczas jednej z przejażdżek doszło nawet do aresztowania wynalazcy, jednak po stwierdzeniu przez stróżów prawa, że żadne przepisy nie zostały złamane, szybko zwolniono Sylvestra z aresztu.
Ulepszona wersja parowego bicykla powstała przy wsparciu firmy Pope Manufacturing. Właściciele Pope upatrywali w tym projekcie możliwości rozszerzenia swojej oferty bicykli o całkowicie nowy pojazd, jednak szybko okazało się, że budowa silników spalinowych jest coraz tańsza i bardziej opłacalna, a Sylvester Roper, mający już wtedy ponad 70 lat, uparcie rozwijał parocykl, nie dopuszczając do głowy myśli o zastosowaniu jakiegokolwiek innego źródła napędu. Tym bardziej, że swój finalny projekt uważał za pojazd wręcz idealny, wyposażony w galonowy zbiornik wody, pozwalający na pokonanie dystansu 7–8 mil. Dodatkowo znaczącym ulepszeniem była możliwość wyjęcia płonących węgli po dotarciu na miejsce i umieszczenia ich w specjalnym metalowym koszyku z pokrywą. Kiedy kierowca zdecydował się wracać, mógł szybko w miarę potrzeby uzupełnić wodę i wrzucić żar do paleniska.
Roper, zadowolony z osiągniętych efektów, postanowił sprawdzić możliwości swojego jednośladu na torze do wyścigów rowerowych… Był to właśnie 1 czerwca roku Pańskiego 1896…
Jednoślady Ropera napędzane parą nigdy nie odniosły sukcesu komercyjnego. Stały się jednak inspiracją dla wielu konstruktorów i wynalazców, którzy rozpoczęli prace nad jednośladami z silnikami spalinowymi. Parocykle wyznaczyły też kierunek ich rozwoju na przełomie XIX i XX wieku. Pomyślcie, Moi Drodzy, rower napędzany silnikiem parowym okazuje się być przodkiem Waszych supersportowych przecinaków, wygodnych turystyków i dostojnych cruiserów, błyskających chromami. A Sylvester spogląda na to wszystko spomiędzy chmur w przerwach w opracowywaniu kolejnego wynalazku…
a Roper Steamer mnie zafascynował, sama historia jest ciekawa, nie mówiąc o rozwiązaniach technicznych :)