Skoro przebrnęliśmy przez historię marki Nimbus, jej wszystkie perypetie dziejowe, to czas na nieco inną opowieść, ale związaną z tym, jakże ciekawym, motocyklem.
Duńczyk Kim Scholer posiada Nimbusa i przejeździł na nim większość swojego życia. Jak sam mówi, miał kilka „romansów” z innymi markami, ale stwierdził, że właśnie ten motocykl jest dla niego niczym nałóg. Do tego wszystkiego hołduje zasadzie Stock Bikes Sucks (z ang. – fabryczne/standardowe motocykle są do dupy), więc któregoś dnia wpadła mu do głowy myśl: „dlaczego nie Nimbus-bobber”?
„Nimbusy są w Danii tak powszechne, jak piasek na Saharze. Sporo z nich jest hołubionych przez swoich właścicieli, utrzymywanych w idealnym stanie i świetnej kondycji, ale trafiają się też egzemplarze, które są zupełnie zdewastowane i przypominają bardziej złom niż motocykl” – opowiada Kim. – „Ważną rzeczą była dla mnie dostępność części, ich ceny i same możliwości naprawy oraz znana niezawodność tych motocykli, szczególnie silników. Dla niektórych miłośników starych pojazdów liczy się masochistyczna pogoń za kolejnymi oryginalnymi elementami, których zdobycie graniczy z cudem, więc takie motocykle, jak Nimbuss nie są dla nich łakomym kąskiem. A są wdzięczne”. ...projektant Kim Scholer hołduje zasadzie: Stock Bikes Sucks...
Kim stwierdził, że nie jest świetnym mechanikiem, ale nowe motocykle nie pociągają go tak bardzo, jak starocie na kołach. Do tego wszystkiego, kiedy kilka lat temu zapanowała znów moda na bobbery, wiedział, jaką drogą ma podążyć. Nie będzie to Harley, nie będzie to Indian, będzie to dobry, bo duński motocykl.
Zaczęło się całkiem niewinnie: ołówek, zdjęcia, czyste kartki papieru i rozrysowywanie kolejnych projektów. Kiedy wszystko miało już grać, nagle okazywało się, że coś nie pasuje do reszty. Kiedy Kim zmieniał dany element, nagle coś innego okazywało się nie pasować do całości i szpeciło czystą linię motocykla. Ale Scholer nie poddawał się; rysował, szkicował, przeszukiwał aukcje i ogłoszenia w poszukiwaniu potrzebnych części. Na pierwszy ogień poszło przednie zawieszenie. Zostało ono skrócone o około 8 centymetrów (wow!!!), a fabryczna kierownica poszła w kąt, ustępując miejsca nowej, w motocrossowym stylu. Pierwotnie miało być to rozwiązanie tymczasowe – do chwili, kiedy zostanie wykonana zupełnie nowa kierownica. Jednak proces gięcia i profilowania rur okazał się na tyle mozolny, że Kim postanowił pozostać przy crossowej „prowizorce”.
Na pchlim targu wyszperał lampę od Indiana Four; nie była w dobrym stanie, ale za to była bardzo tania, więc znalazła się wkrótce na półce z częściami czekającymi na montaż. Nie dane jej jednak było zająć miejsca w Nimbusie, bo przeszła w ręce kolegi Kima, który restaurował Indiana. Niestety, jej kształt na tyle pasował do projektu bobbera, że zapadła decyzja o zakupie repliki produkowanej w USA z użyciem części od reflektorów Volkswagena Polo czy też Golfa. 55 dolarów popłynęło przelewem za ocean, a do rąk Kima wkrótce trafiła paczka zawierająca kawał wyprofilowanej blachy, szkło, odbłyśnik i bezbożną ilość silikonu, który trzymał to wszystko w całości. Po jakimś czasie i wielu zabiegach warsztatowych, lampa zaczęła prezentować się „do ludzi” i umocowano ją do półki zawieszenia. Oryginalne koła o średnicy 19 cali zostały zmienione na 18 z Harleya i obute w opony Avon, przeznaczone do klasyków i wózków bocznych. Kim stwierdził, że mimo ich ceny, nie zamierza oszczędzać, a poza tym „zygzaki” bieżnika były wręcz urzekające.
Jeden ze starych kumpli Kima podjął się wykonania układu wydechowego, mającego nawiązywać do oryginału, ale umieszczonego jak najbliżej cylindrów, aby pozbyć się jakichkolwiek osłon termicznych i zachować tzw. Clean Look (dosłownie z ang. – czysty wygląd), bez zbędnych elementów. Rury o średnicy 35 mm zostały połączone idealnymi spawami z długim, prostym odcinkiem pojedynczego wydechu (średnica 50 mm). Cała zabawa trwała… TRZY LATA!!! Tak, dokładnie trzy lata. „Ten koleś jest świetny, bardzo go lubię, jest znakomitym fachowcem, ale lubi palić jakieś dziwne rzeczy, takie »śmieszne« papierosy, więc czasami pewne prace trwają trochę długo” – skomentował Scholer.