Pierwsza połowa lat trzydziestych to okres po I wojnie światowej, w którym wielu Niemcom chwilowo wybito z głów wywoływanie kolejnej światowej zadymy. To czas, kiedy kraj ten dotkliwie odczuwał skutki kryzysu gospodarczego, który nastąpił w latach 1929–1933. Społeczeństwo niemieckie było rozgoryczone, ale też i wcale nie poczuwało się do odpowiedzialności za wybuch przegranej wojny. Poniesioną klęskę militarną przypisywali rewolucji i w dalszym ciągu wielu z nich uważało swoją armię za niezwyciężoną.
W atmosferze ogólnoświatowego potępienia na politycznej scenie w zakamarkach niemieckich fabryk wielu konstruktorów z trudem, ale jednak skutecznie realizowało swoje marzenia. Przykładem niech będzie niejaki Alfred Böning, który zbudował jeden z najbardziej wyjątkowych, jeżdżących prototypów motocykla, BMW R7. Motocykl swoją epokę wyprzedzał o całe dziesięciolecia, zarówno pod względem technicznym, jak i stylistycznym. Co ciekawe, dopiero w 2005 roku jednoślad ten został odkryty na nowo…
BMW R7 powstało w 1934 roku w celu zaprezentowania możliwości technicznych fabryki i urzeczywistnienia wizji przyszłości jej inżynierów, lecz nie do masowej produkcji. Największy nacisk położono na wizualny aspekt konstrukcji. Dopracowano wszystkie detale prototypu i całość pokryto specjalnie wykonanymi, aerodynamicznymi panelami. Po czym… zapakowano maszynę do skrzyni, którą ktoś po prostu wrzucił do magazynu. No i całkiem o niej zapomniano. Na 70 lat...
Przez te wszystkie lata o motocyklu tym napisano niewiele. Wprawdzie pojawił się we wspomnieniach pewnego dziennikarza z Bawarii, lecz – ponieważ jednoślad nigdy nie był w żaden sposób promowany – jego dalsze losy pozostały nieznane. Podczas II wojny światowej, schowany gdzieś poza fabryką, spoczywał w zakurzonej, drewnianej skrzyni. W międzyczasie ktoś pokusił się o kradzież jednej trzeciej jego części, a reszta elementów została poważnie nadgryziona zębem czasu przez rdzę i kwas wydobywający się z pękniętego akumulatora. Mimo to postanowiono przywrócić motocykl do dawnej świetności. Najpierw trzeba było zdecydować które jego części pozostawić, a które odtworzyć na nowo. Część z nich, na szczęście, była wykorzystywana również w innych motocyklach z tamtej epoki, a praca nad zupełnie nowymi podzespołami stała się łatwiejsza dzięki zachowanym oryginalnym rysunkom projektowym, gromadzonym w archiwach BMW. ...motocykl swoją epokę wyprzedzał o całe dziesięciolecia, zarówno pod względem technicznym, jak i stylistycznym...
Tak oto odbudowano skrzynię biegów i zrekonstruowano instalację elektryczną. Największym problemem było jednak odtworzenie błotników i ramy, zanim stała się ona ponownie podstawą dla silnika. Po ponad dwóch latach żmudnej renowacji BMW R7 jeszcze raz wyjechało na drogę. Kierowcą testowym był Hans Keckeisen, specjalista odpowiedzialny za przywrócenie do życia motocykla.
Ponieważ motocykl ten został stworzony dla wzbudzania określonych emocji estetycznych, nie sposób patrzeć na niego obojętnie. Uwagę przykuwa niezwykła, jak na tamte czasy, płynność linii motocykla i zastosowane ilości ozdobnego chromu. Harmonijne kształty mają swój początek już w przednim błotniku z łagodnie zarysowanymi wspornikami. Mają swą kontynuację w zabudowie ramy i tylnego koła, płynnie obniżając ogólny zarys ku tyłowi. Klosz tylnej lampy ma podświetlany napis „STOP” podczas hamowania. W zarysie bocznym sylwetki nie brak charakterystycznych obłości, choćby w bloku silnika, wraz ze świetnie wkomponowanymi dwoma cylindrami typowego dla BMW boksera. Tylko popatrzcie na te pięknie wykończone tłumiki. Aż żal bierze, że nie możemy usłyszeć jak dzięki nim brzmi orgia osiąganych przez silnik 5000 obr./min.