Przydarzyć się może każdemu. Chwila ułańskiej fantazji na drodze, chęć zaimponowania sobie lub innym, strzał ze sprzęgła i guma, sprawdzenie czy litr rzeczywiście pójdzie te 299 km/h lub też zwyczajne zamyślenie się na trasie, gdzie z „90” nagle przez dwa domy na krzyż robi się teren zabudowany, w którym pieszczotliwie zwane „Misiaki” z suszarą czają się za przystankiem.
O co chodzi? Wykroczenia, z nimi związane mandaty karne, a w końcu punkty. Przez pierwszy rok posiadania uprawnień 20, później 24. Liczba, początkowo wydająca się w miarę bezpieczna, szybko może stać się prawdziwym problemem, gdzie, parafrazując pewien program lojalnościowy koncernu Orlen, punkty te mogą się okazać tymi „Żegnay”.
Prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, gdy nie do końca zgadzający się z naszą interpretacją kodeksu drogowego patrol policji ruszy za nami w pościg z odpalonym wideorejestratorem. Rekordziści potrafią zebrać wtedy za jednym zamachem nawet 354 punkty!
Ale rekordy zostawmy prawdziwym wyczynowcom. Załóżmy więc, że w skutek kilku mniejszych czy większych wtop na naszym koncie pojawiło się 16 punktów karnych. Liczba z pozoru jeszcze do przeżycia, ale w praktyce każde większe przewinienie spowoduje przekroczenie limitu i w konsekwencji utratę prawka. Przyjemność z jazdy zredukowana do minimum, a kierowca, zamiast skupiać się na bezpiecznym pokonywaniu kilometrów, ma oczy dookoła głowy skupione na tym, czy za rogiem nie czai się patrol drogówki lub też na ogonie nie siedzi czarna Vectra na ksenonach. Co zrobić w takiej sytuacji?
Na szczęście, ustawodawca przewidział opcję skruchy, spowiedzi i rozgrzeszenia, przynajmniej częściowego. Zamiast do kościoła po kilka zdrowasiek, swoje kroki kierujemy do najbliższego WORD-u w celu odbycia tzw. szkolenia redukującego punkty. Jak to wszystko wygląda w praktyce krok po kroku, przeczytacie w poniższym materiale.
Do dzieła, Drodzy Piraci Drogowi!
Garść przydatnych informacji: szkolenie w WORD-zie dzieli się na zajęcia z policjantem ruchu drogowego i psychologiem. W jego zakres wchodzą przyczyny wypadków, ich prawne i społeczne skutki oraz psychologiczne aspekty kierującego pojazdem. Szkolenie trwa 4,5 godziny plus przerwy. Za jednym zamachem redukuje 6 punktów, jednak możemy z niego korzystać nie częściej niż co 6 miesięcy. Do tego nie możemy wziąć w nim udziału po przekroczeniu limitu 24 punktów, jeżeli mamy mniej niż 6 punktów oraz jeżeli mamy prawko krócej niż rok.
Jeżeli więc spełniamy powyższe kryteria i chcemy odbyć szkolenie, musimy stawić się w WORD-zie w odpowiednim dziale szkoleń, umówić na konkretny termin (szkolenia odbywają się zwykle dwa razy w tygodniu), wypełnić kartę, wylegitymować się prawem jazdy oraz dowodem osobistym i uiścić kwotę „wpisowego na imprezę” w wysokości od 225 do 350 zł (kwota jest różna w zależności od WORD-u). Warto tak sobie zorganizować dzień, aby na szkolenie przyjść i się nie spóźnić. Oczywiście, za studenckie 15 minut nikt nikomu głowy nie urwie, ale spóźnialscy nie są wpuszczani do sali. Jeżeli nie stawimy się na szkolenie i nie poinformujemy WORD-u przed wyznaczonym terminem, kwota wpisowego lub jego część przepada! Dokładne warunki zrezygnowania ze szkolenia różnią się w zależności od WORD-u, dlatego warto to sobie wcześniej sprawdzić w regulaminie.
Lenistwo nie popłaca
Teraz najważniejsze. Na szkoleniach nie toleruje się jakichkolwiek, nazwijmy to, form spędzania wolnego czasu. Odpada więc zabranie ze sobą gazety, game boya, laptopa czy mp3. Kursanci zwykle są przed rozpoczęciem szkolenia o tym informowani, dlatego jakiekolwiek podejrzenie o permanentne SMS-owanie, słuchanie muzyki w ukryciu gdzieś pod kapturem czy chociażby patrzenie w sufit i włączenie myślenia w tryb „stand by” grozi natychmiastowym wyproszeniem ze szkolenia lub też po prostu nieprzyznaniem potwierdzenia jego ukończenia.
Jeżeli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, oryginał potwierdzenia ukończenia szkolenia ląduje do naszej kieszeni, a kopia przesyłana jest do Komendanta Wojewódzkiego Policji zgodnie z adresem stałego zameldowania.
Z pewnością na koniec nurtuje Was pytanie, czy szkolenie jest ciekawe. Oczywiście, pozostaje mi odpowiedzieć – sprawdźcie sami. Jak to zwykle w życiu bywa, wiele zależy od prowadzącego. Jeden będzie przynudzał, drugi ciekawie poprowadzi zajęcia. Z pewnością wielu osobom szkolenie to uświadomi jak drastycznie zwiększa się droga hamowania w zależności od prędkości, ile potrafią kosztować państwo nasze wypadki itp. Prawdziwą terapią szokową mogą okazać się drastyczne, bez cenzury zdjęcia z miejsca wypadków – malowniczo rozpapciane flaczki czy rozmaślone na szybie mózgi potrafią szybko przypomnieć, że wcale nie jesteśmy nieśmiertelni. Jakkolwiek jednak nudne by te wykłady były, zawsze to lepsze niż ponowne zdawanie teorii, praktyki oraz przechodzenie badań psychologicznych, co niechybnie czeka nas, jeżeli przekroczymy limit punktów.
Na koniec życzę Wam bezpiecznej jazdy. Pamiętajcie, na torze wyścigowym nie ma limitów prędkości. Może i zapisy na treningi oraz koszt opon są nieco wyższe niż mandat, ale za to ile frajdy! :)