Kiedy gaźniki są już czyste, wkręcamy dysze i montujemy pływaki. Poziom paliwa sprawdzamy zgodnie z danymi z serwisówki, w sposób pokazany na zdjęciach. Warto jeszcze sprawdzić, czy rozmiary dysz zgadzają się z oryginalnymi, oczywiście, jeśli motocykl nie będzie przerabiany. Iglice w przepustnicach wyjmujemy i, jeżeli jest taka możliwość, sprawdzamy na którym rowku są zaczepione. Zazwyczaj powinny być na środkowym. Patrzymy także, czy w miejscu pracy z rozpylaczem dyszy nie jest ona uszkodzona i wyszczerbiona.
Po takich zabiegach gaźniki możemy złożyć, choć warto sprawdzić jeszcze kilka rzeczy, szczególnie w starszych motocyklach. Po pierwsze, stan klap przepustnic – czy pod światło klapka całkowicie zasłania przelot gardzieli. Wypada też sprawdzić, czy osie przepustnic obrotowych nie mają zbyt dużego luzu w korpusach gaźników. Najłatwiej zrobić to na pracującym silniku, psikając benzyną w ich okolice. Jeśli silnik zgaśnie bądź obroty wzrosną, to znaczy, że należy albo wymienić tulejki, albo poszukać innych gaźników.
Śruby składu mieszanki na wolnych obrotach wykręcamy o ilość obrotów podaną w serwisówce. Czasami to nie wystarczy i jeśli silnik na wolnych obrotach strzela w tłumika, należy je wykręcać do momentu aż przestanie.
Synchronizacja
Cały etap serwisu gaźników kończy synchronizacja. Wakuometry podłączamy w miejsca dla nich przeznaczone – tutaj rozwiązania są różne. Od wyprowadzonych wzdłuż ramy gumowych wężyków (np. nowsze YZF 750), śrub w bloku głowicy przy króćcach ssących, przez tulejki zatopione w króćcach, aż po tulejki osadzone również w odlewach głowicy. Silnik trzeba rozgrzać, ustawić jak najbardziej stabilne wolne obroty i wtedy można przystąpić do dzieła. Gaźniki synchronizujemy parami, tj. pierwszy z drugim, trzeci z czwartym, a na końcu obie pary ze sobą.
Przy okazji prac serwisowych motogen.pl używa narzędzi firmy NEO