Ostatnie święta z pewnością zapamiętam na dłużej. I to wcale nie dlatego, że pod choinkę Mikołaj podrzucił mi kluczyki Ducati Desmosedici czy chociażby nowy komplet opon do pucharowej CBR-ki. Pod tym względem, niestety, jak zwykle skończyło się na ciepłych skarpetkach i Ferrero Rocher, ale to zupełnie inna historia. Ważniejsze jest, że 25 grudnia premierę miał długo wyczekiwany przez kinomaniaków sequel kultowego filmu „Tron”.
Główny bohater, Sam Flynn, poszukując swojego zaginionego przed laty ojca, zostaje wciągnięty do komputerowego świata zamieszkanego przez programy. Sam, jak każdy przyzwoity bohater amerykańskiego filmu, na którego produkcję wydano 170 milionów dolarów, musi walczyć o przetrwanie. Po drodze, oczywiście, ratuje świat i odnajduje miłość swojego życia. Prawda, że nie brzmi zbyt ekscytująco? Tu pozwolicie, nie będę dalej zagłębiał się w fabułę, bo po pierwsze, nie chcę psuć zabawy, a po drugie, ten aspekt filmu nie jest jego najmocniejszą stroną. Na szczęście, cała historyjka, choć na pozór trywialna, została pokazana w bardzo apetyczny sposób. Pytanie tylko, co tekst o filmie robi na portalu motocyklowym?
Otóż „Tron: Legacy”, jak na film kierowany do szerokiego grona odbiorców i, co więcej, zrealizowany przez Disneya, posiada całą masę motocyklowych akcentów i kilka naprawdę długich ujęć z jednośladami. W zasadzie tuż po kilku pierwszych scenach Sam uprawia mały nocny speeding po mieście, po czym goniony jest przez policjanta – oczywiście, na motocyklu. Symbolem całego filmu, przewijającym się na większości materiałów promocyjnych, jest uczestnik gry na „świetlnym motocyklu”. Pojazd ten, oczywiście, wygląda mocno futurystycznie i nawet pokręcone, nowe ZX-10R wygląda przy nim jak oldtimer. Fizyka jazdy jest natomiast zbliżona do typowo motocyklowej. Pod koniec filmu, podczas bardzo ważnej rozmowy ojca z synem, Jeff Bridges wypala z tekstem: „A jak tam się miewa moje Ducati?”, a następnie wywiązuje się krótka rozmowa o jego byłym sprzęcie i trwającej właśnie renowacji. Uważny widz zauważy bardzo dużo motocyklowych smaczków i detali w tle. Między innymi po to, aby je wszystkie wyłapać, byłem w kinie już dwa razy. Pewnie na tym się nie skończy, bo w kwietniu wyjdzie wydanie na DVD, umożliwiające spokojne obejrzenie filmu bez szeleszczącego popcornu i dzwoniących co chwilę telefonów komórkowych....uważny widz zauważy bardzo dużo motocyklowych smaczków i detali w tle...
Oczywiście, motocykle to nie jedyna rzecz, która warta jest pochwalenia. Oprawa audiowizualna to prawdziwe arcydzieło. Technologia 3D została tu wykorzystana nie po to, aby co chwilę latało nam coś przed oczami, lecz po to, by wydobyć głębię obrazu. Do tego soundtrack Daft Punk znakomicie zsynchronizowano z wydarzeniami na ekranie, a elektroniczny bit świetnie wprowadza nas w klimat komputerowego świata.
Jeżeli więc nie macie pomysłu na spędzenie zimowego wieczoru, polecam udać się do dobrego kina, aby móc w pełni docenić efekty. Tym bardziej, że do rozpoczęcia sezonu jeszcze, niestety, kawał czasu...
@tlc mając 27 lat myślę, że do grupy "dzieci" sie nie zaliczam. widzę za to, że ktoś przelewa swoje frustracje tutaj zatem kto tu jest dzieckiem neo?
idź pobiegaj tlc - może ci przejdzie
odpowiem NIE. z "motocyklami" jest tylko jedna scena i to raczej krótka... sam film nie powala ani fabuła ani efektami 3D...
Generalnie NIE POLECAM!!