załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

PO GODZINACH

Iga Karst – „Robal”

Iga Karst
10-01-2011, 23:42
OCEŃ ARTYKUŁ Iga Karst – „Robal” kliknij i przesuń wskaźnik
Iga Karst - „Robal”
Iga Karst - „Robal”

Ostatnią rzeczą, o którą jeszcze kilka lat temu można było podejrzewać Marka, to to, że motocykle staną się ważną częścią jego życia. W dzieciństwie jednoślady nie miały dla niego większego znaczenia i z pewnością nie należał do grupy pasjonatów, którzy urodzili się w kasku.

 

Marek pamiętał czarnego Karalucha z odnóżami z powyginanych rur i przysadzistym odwłokiem. Składały się na niego zmatowiały bak oraz szeroka kanapa z pikowanej skóry. Karaluch miał tyle wspólnego z aerodynamiką, co ruski telewizor, więc prędkości ponaddźwiękowych nie rozwijał. Mieścił za to kierowcę i przynajmniej dwóch małoletnich pasażerów.
W takim właśnie tercecie Marek wraz z dwoma kolegami przemierzał na robalu polne drogi. Dukty otaczały wieś, gdzie spędzał wakacje u rodziny.
Wiatr we włosach był i policzki smagane wiatrem też były. Frajda z podskakiwania na wertepach również. Adrenaliny za to nie było, bo szybciej jeździło się rowerem. Tak oto wyglądał jego pierwszy raz. I pomyśleć, że do dziś nie miał pojęcia, na jakim sprzęcie „to” zrobił…
Motocykli wówczas nie pokochał. Nawet szczególnie nie polubił. Przejażdżki na Karaluchu traktował jak każdą inną wakacyjną rozrywkę. Był przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Potem nastąpiła era fascynacji grami telewizyjnymi i całkiem zapomniał o robalu, który rdzewiał w szopie, wepchnięty gdzieś między kredens po prababci i przedziurawione wiadra. Każdą złotówkę z kieszonkowego wydawał na bieżące zainteresowania, dlatego nie dysponował funduszami na paliwo.
Marek nie widział Karalucha od prawie dwudziestu lat. Motocykl należał do Waldka – brata jego ojca, który zmarł tego lata. Żona Waldka odeszła z tego świata jeszcze wcześniej, a jako że nie mieli dzieci, gospodarstwo po nich w całości odziedziczył ojciec Marka. Od razu postanowili je sprzedać, bowiem zamieszkanie z dala od centrum wielkiego miasta byłoby dla nich raczej traumą niż przyjemnością.
– Co my tam mamy robić? – zapytał Andrzej, drapiąc się w piracką bródkę.
– Ogarniemy ten cały bajzel, a potem zajmiemy się tym, co w międzyczasie schłodzi się nam w lodówce.
– I tym, co przygotują nasze piękne panie – Andrzej wychylił się zza siedzenia, rzucając spojrzenie w tył samochodu.
Kobiety nie zareagowały, pochłonięte babską gadaniną. Mogłaby spaść przed nami kometa, a one i tak niczego by nie zauważyły.
Andrzej machnął ręką zrezygnowany.
Słońce piekło przez szyby tak niemiłosiernie, że pot spływał po nich ciurkiem, nawet kiedy chłodny nawiew ustawiony był na maksimum.
– Wymarzona pogoda na moto. Co my robimy w tej puszce? – Andrzej zapytał retorycznie.
– Matka uparła się, że mam przywieźć jej jakieś szpargały, dlatego wziąłem busa z ojca firmy.
– Dobra, Młody, nie tłumacz się.

 

***

 

Marek otarł pot z czoła. Z dumą popatrzył na stos drewna i płyt pilśniowych ułożonych na podwórku przed domem.
– Dość na dzisiaj. Wykończyłeś mnie – jego przyjaciel poczynił ostatni wysiłek, wbijając siekierę w pieniek, na którym przez pół dnia rąbali stoły, krzesła, meblościanki „wczesny gierek”, czyli popeerelowskie artefakty na wysoki połysk.
Stos polali rozpałką, żeby szybciej zajęły go płomienie, i podłożyli ogień. Gigantyczna pochodnia zapłonęła, a oni wreszcie po całym dniu ciężkiej pracy mogli zająć się pałaszowaniem tego, co skwierczało na grillu i tym, co schłodziło się w lodówce.
– Dobra robota, panowie – powiedziała Aśka. – Dom opróżniony z gratów i gotowy do sprzedania.
– A co ze stodołą? – Andrzej łypnął okiem na budowlę z próchniejących desek i z uszkodzonym gdzieniegdzie dachem.
– Stodoły i szopy nie ruszam. Tam są same rupiecie. Niech nowi właściciele robią sobie z nimi co tylko dusza zapragnie.
Mrok przeszedł w noc, ale na dworze było przyjemnie. Ognisko wciąż płonęło, rozpraszając wilgoć, która nadciągnęła znad pól. Marek sączył piwo, szepcząc coś z Martyną, która raz po raz rzucała mu uwodzące spojrzenia. Panowała luźna atmosfera i nikt nie miał najmniejszego zamiaru kończyć wieczoru.

 
Strony:
1 2 3
 
Komentarze użytkowników
(5)
11-02-2011 13:15
azmadan
nie no trzeba być okrutnym...
żeby nie napisać JAKI.... czarny... ehhh
26-01-2011 08:34
~czytelniczka
świetny pomysł z tymi opowiadaniami! lekkie, przyjemne, w sam raz do poduszki :)
20-01-2011 14:21
koks79
opowieść jak bajka... też miałem kiedyś swoje 5 minut kiedy w starej komórce znalazłem shl98 zupełnie nie świadomy na początku tego skarbu... tych emocji nie można porównać do niczego innego... do tego niepewność czy znalezisko będzie Twoje - co roku na sylwestra życzę sobie znowu takiej przygody...
15-01-2011 22:35
~sabrina
super klimat :D
15-01-2011 13:59
~wild
to jest to - największy skarb dla poszukiwacza rdzawych diamentów.

RZUĆ OKIEM NA INNE, CIEKAWE GALERIE:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Gawędy motocyklowe - recenzja

09-02-2012
„Gawędy motocyklowe” to pierwsza książka wydana nakładem, nowego na naszym rynku, Wydawnictwa Motocyklowego. Jest to zbiór opowiadań, choć nie tylko, których wspólnym mianownikiem jest motocykl.
 
 
 
Iga Karst – Noc
06-06-2011
 
 
Motocykle w muzyce
25-03-2011
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms