załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

PO GODZINACH

Iga Karst – Noc

Iga Karst
06-06-2011, 10:59
OCEŃ ARTYKUŁ Iga Karst – Noc kliknij i przesuń wskaźnik
Iga Karst – Noc
Iga Karst – Noc

Marek zupełnie nie miał powodu, żeby uciekać. Żona nie domagała się następnych kilkuset złotych na trzydziestą parę butów, bo z nikim ślubu nie brał. Obowiązki związane z dziećmi też go nie obciążały, bowiem potomka jeszcze się nie doczekał. Zresztą w ogóle nie ubolewał nad tym.
Pracy też nie unikał. Robota jak robota – robił swoje i tyle.

 

A jednak uciekał nieustannie. Pędził, nie zatrzymując się w szarej rzeczywistości.
Najbardziej lubił uciekać niedługo przed nastaniem świtu. Z ekipą najczęściej latał wieczorem – krótki, ale intensywny speeding i do domu. Nie towarzyszyła temu żadna filozofia, liczyły się tylko gołe emocje.
Marek miał też swój tajemny świat, o którym nikomu nie wspominał. W świecie tym wydarzenie były z góry ustalone i rozgrywały się według ścisłego rytuału.
W bezsenną noc, gdy wskazówki zegara układały się na trójce, Marek sięgał do szafy po kurtkę i rękawice. Z kaskiem pod pachą schodził do podziemnego garażu, gdzie na środku jasno oświetlonego pomieszczenia czekało zawsze gotowe do najbardziej hardcorowej akcji moto. Maszyna nigdy nie cierpiała na migrenowy ból głowy niczym dziewiętnastowieczne hrabianki, nigdy nie strzelała damskich fochów ani nie narzekała na zbyt wczesną albo późną porę.
– Malutka, czas się przewietrzyć – zabrał rękawice z regału; miękkie i bez metalowych wkładek zabezpieczających, za to bardzo wygodne. Nie wybierał się na szaleńczy wyścig, tylko uciekał…
Wszechogarniający spokój i cisza sprawiały, że zmysły mężczyzny wyostrzały się. W takich warunkach dostrzegał szczegóły, których nie zauważał w pośpiechu codzienności, na przykład subtelną różnicę w fakturze śliskiego baku i tępej naklejki zabezpieczającej go przed porysowaniem. Niuans. W normalnych warunkach nigdy nie zwróciłby na to uwagi.
Przekręcił kluczyk, maszyna zagadała.
Gadała miarowo, wypełniając całe podziemie budynku. Marek po chwili miał wrażenie, że ściany zaczynają drżeć, a drżenie to rozchodzi się w górę i zaraz rozsadzi cały blok.
Kiedy olej osiągnął właściwą temperaturę, motocykl powoli wjechał na podjazd i wytoczył się na dwór.
Wrocław spał. Gdy miasto spało, szczególnie lubił zapuszczać się w stare dzielnice, w okolice ulicy Pomorskiej albo do strefy zwanej przez mieszkańców Trójkątem Bermudzkim.
Nic nie sprzyjało tam lataniu na ścigaczu. Ulice wyłożone granitową kostką, połataną plackami asfaltu, tworzyły raczej tor przeszkód niż drogę dla motocykla. Odrobina wilgoci na kamiennym podłożu zamieniała je w prawdziwe lodowisko. Nie było mowy o tym, żeby gdzieś przystanąć i oddalić się na dłużej od maszyny, chyba że ktoś chciał w prosty sposób wymienić moto na pieniądze z ubezpieczenia.
Obie dzielnice odstraszały obcych pokrytymi brudem i sadzą fasadami kamienic, gdzieniegdzie wciąż noszącymi ślady ostrzeliwania z czasów II wojny światowej. Czarne oczodoły podwórek otoczonych budynkami również nie zapraszały do miłej konfrontacji. Marek parę razy słyszał dobiegające z melin odgłosy awantur.
Mimo to wyjątkowo lubił toczyć się pomiędzy poniemieckimi domami, gdzie świat zatrzymał się pół wieku temu. To było niczym podróż do zamierzchłych czasów, a on czuł się jak gość z przyszłości. Wpadał tam tylko na moment. Sam nie wiedział dlaczego lubił to robić. Może po to, żeby po paru chwilach nabrać ochoty na ucieczkę od biedy i stęchlizny? Po to, żeby znów cieszyć się realnością?
Zostawiał za sobą jedynie ryk wydechu, bezlitośnie rozpruwający spokój nocy. To były jego ucieczki. Nie uciekał tam, lecz stamtąd.

 

***

 

Były też miejsca, do których chętnie wracał i nigdy nie miał ochoty z nich uciekać. Do jednego z nich zawsze jeździł sam, również późną nocą. Lecąc od strony centrum na północ miasta, skręcał w lewo za mostem Osobowickim. Kilkadziesiąt metrów za skrzyżowaniem przecinał przeciwny pas ruchu i staczał się po betonowej wylewce, zatrzymując motocykl bezpośrednio przy korycie Odry.
Gasił silnik i siadał na porośniętym trawą nasypie.
Tutaj nigdy nie panowała zupełna cisza. Na wale przesiadywał sam, jednak na drugim brzegu rzeki słychać było pojękiwania portu, stały ruch ogromnych dźwigów i innych maszyn. I światło… Białe, intensywne światło rzucające poświatę na taflę wody.
Samochodem też można było tam dojechać, ale to tak, jakby ktoś gramolił się z całą karawaną i połową dobytku. Tymczasem motocykl pozwalał dostać się nad rzekę niezauważonym; na chwilę, by za moment móc umknąć bez śladu.
W drodze powrotnej czasami przejeżdżał przez plac Solny. Wcale nie dlatego, że we Wrocławiu było to miejsce łączone z motocyklistami, w końcu bywał tam w godzinach, kiedy w okolicy trudno było spotkać żywą duszę. Gdzieś pod kamienicami przemykali półżywi imprezowicze, którzy wysypywali się z pobliskich klubów, ale trudno nazwać ich „żywymi duszami”. Przypominali raczej zombie. Nie przeszkadzali jednak Markowi, który lubił przetoczyć się dookoła Solnego, dalej prosto, obok ceglanego, strzelistego kościoła i przy Jatkach.
Plac Solny sąsiadował bezpośrednio z Rynkiem; w ten sposób, że patrząc na przestrzał między budynkami okalającymi Rynek, widziało się Ratusz. Urok Solnego polegał na tym, że przez okrągły rok, dwadzieścia cztery godziny na dobę można było kupić tam kwiaty. Było ich tam tyle, że zimą rozpraszały smutną szarugę, latem zaś intensywnie pachniały. Pomiędzy kwiaciarniami kryła się niewielka fontanna. Ale to ani z powodu kwiatów, ani wodotrysku plac Solny kojarzył się z motocyklistami. Pasjonaci jednośladów zwyczajowo spotykali się właśnie na Solnym, gdzie w rzędach ustawiali maszyny – najczęściej wymuskane japońce, rzadziej trafiał się jakiś chopper – a sami prowadzili „długie Polaków rozmowy”. Nawet jeden z wrocławskich teamów wziął nazwę od Solnego. Regularnie umawiali się tam co wtorek czy czwartek…
Marek nigdy nie umawiał się na Solnym.
Lubił przyjeżdżać tam nocą, ale w dzień raczej tego unikał. To nie było w jego stylu. Skłamałby, gdyby stwierdził, że nigdy na Solnym z nikim „motocyklowo” się nie spotkał, ale daleki był od czynienia tego w sposób zwyczajowy. Osobiście nie znał również nikogo ze wspomnianego teamu. Po prostu wchodząc do środowiska, trafił do innego grona. Tak już zostało i nie miał zamiaru tego zmieniać.
Potem wracał do domu. Zamykał motocykl w garażu i wędrował do mieszkania. Nocnymi eskapadami czasem wywoływał prowokujące, pytające spojrzenia sąsiadów, którzy w piżamach wystających spod ubrań wychodzili z psami. Nie przejmował się tym.
Kiedy ponownie przykładał głowę do poduszki, bezsenność zawsze stawała się wyłącznie mglistym wspomnieniem. Rano patrząc jedynie na kask i kurtkę, walające się przy łóżku, upewniał się, że nocne latanie było faktem, nie wytworem snu.

 

***

 

Pewnego majowego wieczoru, kiedy w głuchym mieszkaniu tkwił sam przed komputerem, sądził, że szykuje się kolejna bezsenna noc. Noc idealna na późne latanie.
Marek spojrzał na wyświetlacz kuchenki mikrofalowej. Dochodziła dwudziesta trzecia. Za wcześnie na samotną wyprawę na miasto. O tej godzinie po ulicach śmigała masa sprzętów. Nie miał ochoty na spotkanie z kimkolwiek.
Zgasił kolejnego papierosa i z nudów wrócił przed komputer. Na jego twarzy odbijał się zimny blask monitora. Siedział w zupełnych ciemnościach. Jedynie gdzieś spod drzwi majaczyła smuga światła z korytarza.
Sprawdził pogodę i odetchnął z ulgą. Po kilku dniach wiosennego deszczu szykowało się przejaśnienie. Jutro mógł jechać do pracy na moto. Kiedy przewertował wszystkie interesującego go wątki na forum, wszedł na jeden ze znanych portali społecznościowych. Bez większego zainteresowania gapił się na stronę internetową aż jego wzrok przyciągnęła lista osób, które odwiedziły jego profil. Przyjrzał się uważniej drugiemu w rzędzie zdjęciu i przeczytał nazwisko. Nie znał tej kobiety, nie mieli również wspólnych znajomych. Zerknął na zdjęcia na jej profilu. Z wyglądu kobieta była tym wszystkim, o czym mógłby marzyć nawet najbardziej wymagający facet.
Raptem z zamyślenia wyrwał Marka odgłos telefonu. Julka – jego kobieta – napisała niekończącego się SMS-a na dobranoc. Rozdrażniony odłożył komórkę. Bez chwili zastanowienia dodał do komunikatora internetowego numer tajemniczej nieznajomej, który spisał z jej profilu.
Od razu wysłał wiadomość:
– Szpiegujesz czy szukasz kochanka?
Momentalnie, nieoczekiwanie dostał odpowiedź:
– Ktoś ty?
Odesłał link do swojego profilu na portalu.
Zaczęli rozmawiać. Była za kwadrans dwudziesta czwarta, gdy napisał:
– Masz pod ręką tę płytę? Bo ja mam na biurku kluczyki od motocykla.

 

***

 

Tamtej nocy wsiadł na motocykl wcześniej, niż przypuszczał. Jadąc w północno-zachodnią stronę miasta, myślał o tym, jak łatwo mu tym razem poszło. Dziewczyna od razu zgodziła się na spotkanie. Zamierzała przyjść z przyjaciółką, ale Markowi to nie przeszkadzało. Od przybytku głowa nie boli...
Ona wybrała miejsce, on wyznaczył czas.
Pędząc z Centrum, zjechał z Mostu Osobowickiego i skręcił w lewo. Minął domki jednorodzinne i ciągnące się za nimi osiedle. Tuż za parkiem na skwerze zjechał w prawo i pognał ku ulicy Bezpiecznej. Zatrzymał motocykl, kiedy poczuł w kieszeni wibrowanie telefonu. „Spryciula” – pomyślał, widząc połączenie z zastrzeżonego numeru.
– Zawróć – usłyszał w słuchawce. – Pojechałeś za daleko. Widziałyśmy cię.
Zawrócił.
Zaparkował w niedużej zatoczce przyklejonej do parku. Kiedy wyłączył zapłon, zapanowała głucha cisza. Ulica była całkiem pusta, ruch w mieście ustał. Droga ciągnęła się wzdłuż Odry, ale nie mógł tego dostrzec, bowiem koryto rzeki osłaniał wał i rozłożyste dęby.
Umyślnie ociągał się, powoli zsuwając rękawice. Zostawił je na baku. Kasku specjalnie nie zdjął i poszedł w stronę ławki, na której z daleka widział dwie postaci.
Poczuł ciarki na plecach. Dziwnie czuł się w tamtym miejscu, zwłaszcza że wybiła punkt dwunasta w nocy. Nie, to nie był strach. Raczej uczucie niedopasowania człowieka do miejsca. Kiedy podniósł głowę, w oddali, zza drzew migotały światełka. Niczego więcej nie mógł zobaczyć w ciemnościach, ale wiedział, że światełka te palą się na nagrobkach. Park sąsiadował z jednym z największych cmentarzy w Polsce. Motocyklista w czarnym stroju w takim miejscu był – można powiedzieć – osobliwym zjawiskiem.
Dziewczyny znacznie bardziej poddały się atmosferze grozy. Marek mógłby się założyć, że miały ochotę zwiać, gdzie pieprz rośnie, kiedy zjawił się w kasku zasłaniającym twarz. Jednak nie stchórzyły.
Właśnie w takich okolicznościach – o dwunastej w nocy niemalże pod cmentarną bramą – poznał Agnieszkę. W drodze powrotnej do domu nie przypuszczał, w co się właśnie wpakował…

 

cdn.

Komentarze użytkowników
(10)
04-07-2011 19:41
~Iga
Dzięki za wszystkie komentarze! Pozdrawiam :)))
24-06-2011 01:18
~929
Iga kiedy ciąg dalszy?;>
14-06-2011 23:03
96przem
Dzięki .
13-06-2011 21:37
Izzy
Nie, to jest jedno z opowiadań Igi, które publikujemy na łamach motogen.pl od pewnego czasu, więcej w dziale po godzinach:

http://www.motogen.pl/artykuly/po-godzinach/
13-06-2011 18:43
96przem
Czy to jest fragment książki Iga Karst – Noc ?
06-06-2011 21:08
~przemo
Ale co dalej???
06-06-2011 15:53
~Charakterny
Niezłe :D
06-06-2011 15:36
~Chwytacz Bąków
Aaaaaaa mam ochotę podpalić sobie włosy i zgasić je strażackim toporkiem.A potem pojadę na Solny zaczają się z tym toporkiem na Marka i te jego cmentarną pindę.
06-06-2011 13:24
~Pieciaa90
Świetne dzieło. Magiczny Klimat. Pozdrawiam Autorkę.
06-06-2011 13:12
~zxy
Po raz kolejny zapowiada się ciekawie :D

RZUĆ OKIEM NA INNE, CIEKAWE GALERIE:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Gawędy motocyklowe - recenzja

09-02-2012
„Gawędy motocyklowe” to pierwsza książka wydana nakładem, nowego na naszym rynku, Wydawnictwa Motocyklowego. Jest to zbiór opowiadań, choć nie tylko, których wspólnym mianownikiem jest motocykl.
 
 
 
Iga Karst – Noc
06-06-2011
 
 
Motocykle w muzyce
25-03-2011
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms