OCEŃ ARTYKUŁ
Iga Karst – Aga, cz. IIkliknij i przesuń wskaźnik
Iga Karst – Aga, cz. II
Kwadrans po tym, jak Marek odjechał, zza okna rozległ się odgłos nadjeżdżającego motocykla. Agnieszka zbiegła na dwór. Na podzamczu nie zobaczyła jednak Marka. Nie wrócił. W słońcu szkliła się cebeerka w krwistoczerwonym malowaniu, która z całą pewnością nie należała do jej przyjaciela.
– Szukasz kogoś albo czegoś? – usłyszała pytanie po angielsku. Rozejrzała się, ale oprócz obcego motocyklisty nie było nikogo innego. Musiał więc mówić do niej.
– Myślałam, że to ktoś do mnie. Nieważne.
– Motocyklistka bez maszyny?
– Nie jestem motocyklistką.
– Rozumiem. Czekasz na swojego faceta?
– Niezupełnie. Pokłóciliśmy się i wątpię, żeby wrócił. A ty co tutaj robisz?
– Zwiedzam.
– Muszę cię rozczarować. Dzisiaj dwie ekipy prowadzą prace eksploracyjne na zamku i nie można oglądać wnętrz – poinformowała. – Czynny jest tylko hotel.
– Czego szukają?
– Skarbów? – odparła retorycznie i zaśmiała się. – Nie mam pojęcia po co bawią się w krety.
– Trudno. Pokręcę się trochę po okolicy, porobię zdjęcia… – myślał na głos. – Nie zatrzymuję cię. Do zobaczenia!
Złożyła usta w uśmiech i odeszła. Najwyższa pora przygotować plan działania. Problem w tym, że nie miała żadnego konkretnego punktu zaczepienia. Prace poszukiwawcze na zamku utrudniały swobodne poruszanie się po gmachu, bez zwracania na siebie uwagi. Postanowiła zacząć od samego źródła. Andreas Lehmann – to nim powinna zająć się w pierwszej kolejności. Sama nie da rady śledzić dwóch niezależnych ekip eksploratorskich i jeszcze tego starca. Musiała podjąć decyzję. Poprzedniej nocy, kiedy na podzamczu natknęła się na Marka, Lehmann w świątyni dumania rozmawiał z kimś przez telefon. Jak na złość, przez Marka nie usłyszała tej rozmowy. A to, co mówił starzec, mogło mieć dla sprawy kluczowe znaczenie… Śledziła jego posunięcia od dawna; nie darowałaby sobie, gdyby teraz popełniła jakiś błahy błąd!
Marek… Po co wylazł w nocy z pokoju? Naturalnie nie miała pojęcia, że to on zaczaił się za krzakami przy świątyni dumania. W przeciwnym wypadku nie zaatakowałaby go.
***
Droga była pusta, czysta, od świtu opierało się na niej słońce. Marek odkręcił gaz. Myślami był już we własnym łóżku, bo nie marzył o niczym innym, jak solidny sen.
Wszedł w zakręt. Szeroki łuk wydawał się łagodny, jednak na wyjściu okazał się ostrzejszy, niż sądził. Zaraz za zakrętem znajdowała się wysepka i przejście dla pieszych. Raptowny uślizg tylnego koła w ułamku sekundy poskładał rozproszone myśli mężczyzny. Adrenalina wzmogła czujność i dzięki umiejętnościom, doświadczeniu i zwykłemu szczęściu wyprowadził maszynę z niebezpiecznej sytuacji.
Blady zjechał na pierwszą stacją, na jaką natrafił. Marek wciąż odczuwał strach, do tego z minuty na minutę coraz bardziej wzbierała w nim złość. Jak mógł być tak lekkomyślny? Zmęczony, zdekoncentrowany, na nieznanej drodze odkręcać gaz do maksimum... Przecież nawet laicy wiedzą, że balet supersportem na drogowej zebrze jest jak taniec na wulkanie.
W łazience wsadził głowę pod kran. Zimna woda otrzeźwiła go nieco. Kupił hot doga i podwójne espresso, a potem wszedł do Internetu. Przeklinał mały wyświetlacz telefonu, ale lepsze to niż nic. Wystukał hasło „Czocha”, mając nadzieję, że wujek Google i ciotka Wiki mu pomogą.
Udawał, że ma gdzieś to, co powiedziała Agi. W rzeczywistości było odwrotnie. Zaintrygowała go.
Przeczytał podstawowe informacje na temat zamku. Nie znalazł w nich nic, co zatrzymałoby go na dłużej na wybranej stronie www. Zamknął telefon i ruszył w trasę.
***
Agi nie spuszczała Lehmanna z oczu. Właściwie nie miała wiele pracy, bowiem starzec przez całe przedpołudnie nie wychodził z pokoju. Zaczęła zastanawiać się, czy nie popełniła błędu. Może jednak zamiast kontrolować cudzoziemca, powinna zająć się obserwacją ekip poszukiwawczych? Dwa niezależne zespoły miały za zadanie rozkuć i zbadać, czy w miejscach wytypowanych przez nich na skrytki ostatni właściciele zamku nie pozostawili kosztowności. Bajka? Legenda? Poszukiwanie skarbów wydawało się być zajęciem dla nawiedzonych historyków, a odnalezienie cennych przedmiotów równie prawdopodobne, co wcielenie w życie scenariusza „Dnia Niepodległości”. A jeśli nie?
Kobieta nasłuchiwała przez ścianę. Jej pokój sąsiadował z pokojem Lehmanna. Kiedy z zewnątrz dobiegały jakieś dźwięki, zaglądała na korytarz przez dziurkę od klucza.
W końcu Andreas Lehmann opuścił hotel, objuczony torbą podróżną. Aga podążyła za nim, starając się nie zwracać na siebie uwagi.
„Gawędy motocyklowe” to pierwsza książka wydana nakładem, nowego na naszym rynku, Wydawnictwa Motocyklowego. Jest to zbiór opowiadań, choć nie tylko, których wspólnym mianownikiem jest motocykl.