Gosia Babijczuk nie jest zwykłą motocyklistką. Nie jeździ ultranowoczesnym, sportowym sprzętem, jak to ostatnio modne. Jej pasją są motocykle przez większość ludzi omijane szerokim łukiem i nazywane „złomem”, czyli sowieckie boksery.
Motogen.pl: Pierwszym, podstawowym pytaniem jest: skąd wzięła się twoja pasja?
Gosia Babijczuk: To, co powiem nie będzie niczym nowym, ale motocykle odziedziczyłam. Nie tak od razu, jednak stały się moim alter ego. Za dzieciaka nie przejawiałam szczególnych chęci i fascynacji nimi, ale podobała mi się ogólna mobilność pojazdów. Wyobraź sobie czterolatkę, która marudziła, że podróż samochodem była za krótka i, co więcej, domagała się bezsensownej jazdy wokół komina. Na szczęście dla rodziców, 15 lat temu paliwo było tanie jak barszcz.
Trzy lata później coś się we mnie obudziło. Pamiętam jak dziś, gdy mój chrzestny składał w garażu WLA w wersji cywilnej. Pełno chromu, przepychu, dopieszczonych detali no i ta przepiękna żółć! Wkrótce zabrano mnie na paradę motocykli ciężkich i zabytkowych, która bardzo dobrze wyryła się w małej główce dziecka. Ten bunt, ryk maszyn, kurz i radość z uczestnictwa w czymś tak niecodziennym... To było do przewidzenia – spodobało mi się.
Potem nastał czas burzliwego dorastania, siano w głowie i pełno marzeń. Znów parada, ale tym razem połączona ze zlotem. Łapczywie pochłaniałam każdy basowy dźwięk, promień słońca odbijający się w tych cackach i to uczucie potęgi, niezależności, jaką dają dwa koła. Od tamtego momentu wiedziałam, że motocykle to mój sposób na życie. Oczywiście, nie byle jakie motocykle. Nie wiedzieć czemu, ale instynktownie ciągnęło mnie do 50-letniego złomu. Dziś już wiem dlaczego.
Motogen.pl: Dlaczego więc radzieckie boksery?
GB: Bardzo dobre pytanie. "Ruski" to nie taka bułka z masłem i każdy, kto choć przez chwilę miał z nimi do czynienia, wie co mam na myśli. Ich historia sięga lat czterdziestych, gdzie na mocy paktu Ribbentrop–Mołotow ZSRR otrzymał pomoc techniczną w zamian za surowce. "Towarzysze" dostali m.in. dokumentację motocykla BMW R-71, na podstawie której stworzyli M-72 i się zaczęło. Dwie fabryki, IMZ i KMZ, przez ponad sześćdziesiąt lat wyprodukowały wiele modeli wojskowych, szosowo-turystycznych oraz sportowych. Wszystko byłoby pewnie w porządku, gdyby nie "gniotsa nie łamiotsa" oraz przestarzałość, a raczej przepaść technologiczna na tle innych, już w tedy wiodących marek. W rosyjskich fabrykach zmieniali się bowiem tylko ludzie, bo maszyny pamiętały II wojnę światową.
Co tu dużo mówić? Chcesz jeździć "Ruskiem"? Popraw po fabryce i poprzednim właścicielu. Dlaczego tak je lubię? W gruncie rzeczy są to bardzo fajne motocykle, którymi wbrew pozorom da się jeździć.
Potrafią dać masę frajdy przez cały rok. No i też masę problemów... Każde niedopatrzenie, ignorancja zazwyczaj kończy się kapitalnym remontem. Mają charakter kobiety – nigdy nie wiadomo co im strzeli do łba, a raczej w rury. Myślę, że w pewien sposób są moim odzwierciedleniem. Z drugiej strony to zrządził przypadek, namówił mnie na nie... I wiesz? Nie żałuję!
Zapach tego silnika..coś zajebistego.
No i fajnie się jeździło po PL.
Jedziesz Gosia do odciny :) Dyfer sobie włóż 8mkę od Iveco..wtedy to ma masakra wypiard :) Wszyscy śmigali na 9 albo 10,ale 8mka to jest drag :)
P.S. Widać że z Bieszczad hehe
Pozdro i rób dalej to co robisz, lewa w górę (mam nadzieję że kiedyś spotkamy się gdzieś na trasie)